wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Magazyn

Włodzimierz Lenin straszy w krzakach

  Edytuj ten wpis
Dodano: 1 lipca 2004, 10:52

"Wśród orląt z leninowskiego gniazda,
Wśród płomieni z leninowskiej iskry
Był dla klasy robotniczej jak gwiazda,
A dla jej wrogów jak pochmurna noc - Dzierżyński...”
(Mieczysław Jastrun)

"Płomień rewolucji” siedzi na wiązce słomy w wypucowanych trzewikach i spoziera w zakratowane okienko, z którego sączy się jasne światło przyszłości. Twarz posągowa, bez zmarszczki, czoło nieskalane myślą inną, jak zwycięstwo proletariatu. Obraz Eugenii Marcinkowskiej-Brykner -"Dzierżyński w więzieniu” powstał w 1951 roku. Dziś wisi w Galerii Socrealizmu. Feliksa opiewali również wielcy poeci.

\"Bardzo podobała mi się ręka Bieruta”...

... wpisał się do księgi zwiedzający. Towarzysz Tomasz, dziecko podlubelskich Rur Jezuickich, został deportowany do Kozłówki 15 lat temu. Przed tym, równo 10 lat, w płaszczyku zapinanym... na damską stronę, stał w lubelskiej dzielnicy Kalinowszczyzna.
- Były propozycje, żeby nie marnować kadłuba i, na przykład, przykręcić mu głowę... Skłodowskiej. Byłoby oszczędniej... - śmieje się Jacek Szczepaniak, kierownik Galerii Socrealizmu w Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. - Bieruta w 1979 roku odlano według projektu artysty Bronisława Kubicy. W lipcu 1989 roku nadszedł jego kres. Towarzysza Tomasza zrzucono z postumentu. Niestety, oderwano mu przy tym rękę. Kierowca musiał później po nią wracać...
I tak 15 lat temu proletariusz Bierut legł w krzakach pod płotem arystokratycznej siedziby Zamoyskich. Później wrócił do pozycji pionowej, wszakże bez ręki, która znalazła się pod dachem Galerii Socrealizmu niemal jako dzieło osobne, budząc niekłamaną radość zwiedzających. A jest to ręka ciężka... Do jej przeniesienia trzeba sześciu mężczyzn.

Socjalistyczny Luksor

Nad bezrękim Bierutem szumią kozłowieckie lipy. Jest osamotniony. A można by przecież ustawić obok niego innych rewolucjonistów. W ten sposób powstałby unikalny, socrealistyczny Luksor. Tymczasem odpowiadających mu gabarytowo towarzyszy Marchlewskiego i Lenina ulokowano przy pałacowej kawiarence.
Właśnie w tym zacisznym miejscu pięknie rozpostarł się na pergoli milin i winobluszcz, a u stóp wodza rewolucji dostojnie przechadza się paw, strosząc barwny ogon.
- Pomnik towarzysza Lenina jest najbardziej znany - mówi Jacek Szczepaniak. - Przywieźli go tu z Krakowa, nawet własnym transportem. Tak bardzo chcieli się go pozbyć. To dzieło projektu Dymitra Szwarca, dar Leningradu dla górali podhalańskich. Tak naprawdę Lenin wcale nie mieszkał w Poroninie, ale jeździł tam na pocztę. Jeden bogaty gazda - Gut Mostowy - ze strachu, że okrzykną go kułakiem, zgłosił się sam, że to u niego towarzysz Włodzimierz mieszkał. No i zrobili mu muzeum - wyjaśnia ze śmiechem Szczepaniak. - A później mieli kłopot, jak się wodza pozbyć. Wreszcie, po 40 latach, ktoś zadzierzgnął mu linkę na szyi i, choć się ona urwała, wódz spadł z postumentu.
Chyba wodzowie mają słabe kości. Także Leninowy obojczyk został uszczerbiony.
Na stojącego obok Marchlewskiego z granitu to może nawet zabrakło trochę surowca? Lewy rękaw ma wyraźnie sztukowany.
- Marchlewskiemu, który przyjechał z Włocławka, a stworzył go w granicie rzeźbiarz Stanisław Horno-Popławski, odłupano tylko nos.
Senny upał i zapach kwitnących jaśminów wiszą nad monumentami. Siedzący przy kawiarnianych stoliczkach patrzą na niegdysiejszych wodzów obojętnie, nawet nie rzucają cienia.
- Lenin? Wiemy kto to był, ale, szczerze mówiąc, o Marchlewskim nie mamy pojęcia - przyznają licealistki z Włocławka, które przyjechały na szkolną wycieczkę i popijają coca-colę, ongiś potępianą. - No, o Stalinie też się coś tam wie. To był zbrodniarz - kwitują.

Artyści w służbie reżimu

Konstanty Ildefons Gałczyński pisał:
"...Dzisiaj słońce jest żałobną chorągwią
Umarł Stalin (...)
Krzyczy Wołga. Szlocha Sekwana,
Woła Dunaj. Jęczą rzeki chińskie.
Broczy Wisła, jak otwarta rana ...”
Kto to dziś pamięta? Nikt? Słowo pisane może jest bardziej ulotne. Monumentalna rzeźba trwalsza.
- Dla artystów lat pięćdziesiątych odmowa stworzenia panegiryku równała się banicji twórczej - wyjaśnia Jacek Szczepaniak, gładząc po głowie "Stalina frasobliwego” - tak nazwaną przez niepokornych rzeźbę autorstwa Aliny Szapocznikow, bądź co bądź twórczyni znakomitej.
Tu, w galerii, Stalin patrzy zatroskany na urwaną rękę Bieruta. Na wprost niego stoi projekt wykonany przez Dunikowskiego, który nigdy nie doczekał się realizacji. Jego Stalin wygląda po prostu jak butny cham, a przecież nie o to chodziło.
- Dunikowskiemu uszło to na sucho, bo był w Oświęcimiu z Cyrankiewiczem i ten go bronił - mówi Szczepaniak. - Podobno gdy mu powiedziano, że ma wykonać pomnik, spytał: "- Kobiety, czy mężczyzny?” "- Mężczyzny”. "- Wysoki?” "- Około 15 metrów” - usłyszał Dunikowski. "- Do diabła, nie będę rzeźbił 8 metrów spodni z kantem!” - miał wykrzyknąć artysta.
Drugi Lenin autorstwa Dunikowskiego ma rysy osoby... z chorobą Downa.
Ciekawe, że pomnika Stalina nie było w Stalingradzie, ale był w czeskim Jiczynie, gdzie - jak się ironizowało - zamiast Rumcajsa, postawiono prawdziwego rozbójnika. Rzeźbiarz, który go wykonywał, popełnił samobójstwo, a model się rozpił.
- Nasz socrealizm był najmniej udany - stwierdza Szczepaniak. - Może to i dobrze?

Znani i nieznani

- Niektórzy twórcy prosili, żeby nie eksponować dziś ich dzieł - objaśnia kierownik galerii.
Starsi państwo zatrzymują się na chwilę przed obrazem. To praca Andrzeja Wajdy i Konrada Nałęckiego, zatytułowana "Zebranie ZSN” z 1950 roku. Nie wierzą, że malował to znany reżyser.
- Jeden z obrazów chciała od nas odkupić gdańska Akademia Medyczna -nosił tytuł "Pokój gwarantuje rozwój nauki”. Na pierwszym planie był kościotrup. Twórcy ten okres pomijają w swoich życiorysach. Nie chcą go wspominać. Jerzy Bereś nawet mocno protestował, że wystawiamy jego rzeźbę.
Wielką głowę Lenina, tzw. "konferencyjną”, trzeba było długo szorować, a później zamalować. Jakaś wielbicielka odcisnęła na jego łysinie mocny pocałunek krwistą szminką. Na Janka Krasickiego, który przyjechał z dęblińskiej Szkoły Orląt, panienki się nie rzucały...

Kręgosłupy moralne

- Wincenty Pstrowski? To może też rewolucjonista? - pytają dziewczyny, które weszły do galerii.
A Witold Woroszylski tak Wincentego chwalił w poemacie
"...Pstrowski toczy się czarny, chropawy, ciężki -
na wózkach, na wagonach, okrętach.
A w sobotę po pracy
o Pstrowskim pieśni
zaśpiewają śląskie i nieśląskie dziewczęta”
- Ja znam inny wierszyk: "Tu leży Pstrowski ubogi, najpierw wyciągnął normę, a później nogi” - deklamuje Szczepaniak. - Na pewno ten nieszczęsny górnik, który przyjechał z Francji, wykonał ponad 200 proc. normy. Faktycznie wkrótce umarł. Był wtedy wzorem do naśladowania. Podobnie jak Sołdek.
Na obrazie Fangora kobieta - bikiniara w sukience z napisami coca-cola, z tabliczką Wall Street w tle jest oczywistym symbolem moralnej zgnilizny kapitalizmu, godnym potępienia. Obok niej dwoje proletariuszy, z których emanuje moc fizyczno-ideologiczna.
- Przesłanie musiało być jasne - stwierdza Szczepaniak. - Jednak niektórzy artyści pozwalali sobie kontestować w oryginalny sposób. Tak właśnie robił Dunikowski. Obraz Alfreda Lenicy "Młody Bierut wśród robotników” jest skonstruowany według schematu Chrystus wśród apostołów. Wśród "bohaterów” epoki socrealizmu znalazły się nawet wcale tłuste i zadbane świnie na płótnie Aliny Jasiewicz-Walczak "Chlewnia w spółdzielni produkcyjnej”.
Jedynym erotykiem - (zamierzonym?) jest dzieło Aleksandra Stefanowskiego "Na rusztowaniu”. Para młodych budowniczych wyjątkowo nie podaje cegły, a patrzy sobie w oczy.

Wpisy

"Jak ja ich nienawidziłem” - wpisał się anonim w 1994 roku.
Następny gość zauważa - "Proszę zrobić miejsce dla wodzów SLD”.
Inny zastanawia się: "Ciekawe, że byliśmy w stanie to wszystko przeżyć!”.
Wreszcie jeden z ostatnich wpisów - "Socrealizm nie działa na nas...”

Dzierżyńskich dwóch, Bierutów dwudziestu ośmiu...

Zbiory sztuki okresu socrealizmu liczą ok. 1500 eksponatów. Znajduje się wśród nich 23 Leninów w różnej postaci (tkanych, malowanych, rzeźbionych), 28 Bierutów (nic dziwnego, że więcej – wszak tubylec), wisi 2 Dzierżyńskich. Jest unikalny portret Konstatntego Rokossowskiego na koniu. Wzorowany ordynarnie na portrecie Piłsudskiego na Kasztance, a powszechnie wiadomo, że Rokossowski nigdy na koniu nie jeździł. Najwięcej jest scen i postaci propagandowych – przodowników pracy, zetempowców, dojarek, a nawet jest rzeźba Paula Robesona, Murzyna który śpiewał o niedoli pod jarzmem amerykańskich rasistów. Żeby było śmieszniej – czarny Robeson jest wyrzeźbiony... w białym gipsie.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!