środa, 13 grudnia 2017 r.

Magazyn

Woda zabiera ludzi

  Edytuj ten wpis
Dodano: 3 sierpnia 2007, 11:29

42 - już tyle ludzi utonęło w tym roku na Lubelszczyźnie. 26 - tylu straciło życie od rozpoczęcia sezonu. 8 - tyle dzieci zabrała tego lata woda.

Toną zwykle mężczyźni. Najczęściej po alkoholu. Bo za dużo pewności siebie, a za mało rozsądku - mówią ratownicy - To nie woda zabija, tylko głupota.
Andrzej Klaudel, szef chełmskiego WOPR, przykłady takiej głupoty potrafi wymieniać bez końca. Na przykład młody chłopak, który zasnął pływając na materacu. Wiatr zniósł go na głęboką wodę i bez pomocy ratowników, chłopak nie miałby szans.
Był pijany.
- Albo zdarzenie sprzed kilku dni - dodaje Klaudel. - Mężczyzna wypłynął z dziećmi na środek jeziora. Mieli rower wodny ze zjeżdżalnią. 20 metrów głębokości, a dzieci zjeżdżają do wody. I co z tego, że były w kamizelkach? Wystarczyłaby jedna źle zapięta. I nieszczęście gotowe.

Nawet nie wiem kto

Od kilku lat nie było na Lubelszyźnie przypadku, aby ktoś utonął na strzeżonym kąpielisku. Tam gdzie są ratownicy, jest szansa na ratunek. Ludzie wolą jednak ryzykować życie, kąpiąc się w nieczynnych żwirowniach, stawach i zdradliwych rzekach. W tym roku wiele ofiar pochłonęły już Wisła i Bug.
Ale zabójcze mogą też być też małe zbiorniki wodne. W lipcu, w stawie, utonął czteroletni chłopczyk z powiatu hrubieszowskiego. Dwa miesiące wcześniej, w podobnym stawie stracił życie 11-latek z podchełmskiej miejscowości. Razem z rówieśnikami poszedł się ochłodzić nad wodę. Mieli tylko moczyć nogi. Ale on nagle zmienił zdanie i wskoczył do stawu. Nie wypłynął... Choć jego koledzy szybko sprowadzili pomoc, chłopca nie udało się uratować.
- Kiedy człowiek się topi, to wpada w panikę. Tak było ze mną - mówi Marzena Kozłowska, która cztery lata temu o mało nie utonęła w jeziorze. - Kolega dla żartu, zepchnął mnie z pomostu. Gdy znalazłam się pod wodą, straciłam głowę. Utopiłabym się, choć wcale nie było głęboko. Dławiłam się wodą i myślałam tylko o jednym: że nie mogę wynurzyć się na powierzchnię. Z każdą chwilą bardziej brakowało mi powietrza. W końcu ktoś mi pomógł. Nawet nie wiem kto. Do dzisiaj mam wyrzuty sumienia, że wtedy nawet mu nie podziękowałam. A przecież zawdzięczam temu człowiekowi życie.

Rzadko dziękują

Sylwester Kosidło jest sierżantem sztabowym we włodawskiej policji. Gdy zaczyna się sezon najłatwiej spotkać go w Okunince, kiedy za sterem policyjnej motorówki patroluje Jezioro Białe. Wśród tysięcy turystów, którzy każdego roku przewijają się przez tę wypoczynkową miejscowość nie brakuje takich, którym uratował życie. Zanim wstąpił do policji był ratownikiem.
- Nie ma sezonu, żeby kogoś nie uratował - Stanisław Kwiecień, komendant włodawskiej policji nie ukrywa dumy ze swojego podwładnego. - Kiedy nad Białym przeszła trąba powietrzna Sylwek, choć był już po służbie, pomagał turystom dostać się bezpiecznie z wody na brzeg. W najgorszą pogodę tam siedział.
Dzięki temu cało z opresji wyszła m.in. para, którą huraganowy wiatr zastał, gdy płynęli rowerem wodnym. Rower się przewrócił.
- Byłem już prawie na brzegu, kiedy jakaś kobieta krzyknęła, że na wodzie są jeszcze ludzie - opowiada Kosidło. - Ledwie ich wypatrzyłem. Kobieta jeszcze się jakoś trzymała, ale mężczyzna zaczął tonąć. Trudno go było wyciągnąć, bo miał źle zapiętą kamizelkę. Wyślizgnął mi się, ale w końcu się udało. W tym czasie kobieta sama złapała się liny. Gdy dotarliśmy do brzegu, szybko pobiegli szukać schronienia przed wiatrem i deszczem. Nawet nie wiem jak się nazywali.
Zdążyli podziękować?
- Ludzie rzadko to robią - mówi policjant. - Ale to nie szkodzi.

Gdy ktoś tonie

Powiat bialski. 14 czerwca dwie 14-latki kąpią się w niestrzeżonym miejscu. Nagle jedna z nich zaczyna tonąć. Druga chce jej pomóc. Giną obie.
Kilka lat wcześniej, nad Bugiem tonie dwójka dzieci. Rodzice spieszą na ratunek. Do rzeki wskakuje też dwójka ich znajomych. Wszyscy idą pod wodę. Sześć ofiar.
- Gdy widzimy, że ktoś tonie, nie wskakujmy do wody - radzi Klaudel. - Próbujmy pomóc inaczej. Czasem wystarczy rzucić tonącemu coś, co mamy pod ręką, choćby gałąź. Jeśli mamy sprzęt pływający, podpłyńmy i pozwólmy mu się go uchwycić. Trzeba być ostrożnym. Często zdarza się, że chcąc pomóc tonącemu sami możemy znaleźć się w tarapatach. I najważniejsze to, jak najszybciej wezwać pomoc. W pojedynkę i bez odpowiednich umiejętności niewiele zdziałamy. To prawda, że gdy widzimy człowieka w niebezpieczeństwie, mamy obowiązek nieść mu pomoc. Jednak bez narażania swojego życia.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!