wtorek, 6 grudnia 2016 r.

Magazyn

Woje grzmocą się do upadłego

Dodano: 7 lipca 2003, 19:54

Wbrew pozorom walki nie reżyserowane są bezpieczniejsze, gdyż obaj rycerze muszą maksymalnie koncent
Wbrew pozorom walki nie reżyserowane są bezpieczniejsze, gdyż obaj rycerze muszą maksymalnie koncent

Bractwo Grodów Czerwieńskich wyruszyło na Grunwald. W Lublinie wojowie z Chełma mają się dosiąść do autokaru Chorągwi Rycerstwa Ziemi Lubelskiej. Gdyby nie to, że są zaprzyjaźnione, zachodziłaby obawa, że po drodze skoczą sobie do gardeł. W tegorocznym scenariuszu bitwy chełmianom wyznaczono bowiem rolę kudłatych Żmudzinów, za to lublinianie mają zasilić walczące po stronie Krzyżaków rycerstwo europejskie.

Co roku przed 15 lipca (w bieżącym - 12 lipca) pod Grunwaldem stają obozem rycerskie bractwa z całej Europy: z Polski, Włoch, Hiszpanii, Francji, Litwy, Białorusi, Ukrainy i Czech. Często przyjeżdżają całymi rodzinami, wszyscy stosownie ubrani i uzbrojeni. W tym ciągnącym się po horyzont obozowisku, podobno nie uświadczy jedynie mowy niemieckiej. Najwyraźniej nasi zachodni sąsiedzi dobrze sobie zapamiętali lanie sprzed sześciuset niemal laty i nie dojrzeli jeszcze do rewanżu.

Nie każdemu pozwolą się bić

- Tym razem pod Grunwald poprowadzę 15 wojów Bractwa Grodów Czerwieńskich - mówi Sławomir Guz, wódz bractwa, a na co dzień student historii UMCS. - Część z nas stanie do bitwy, oczywiście jeśli organizatorzy nas dopuszczą. Przywiązują bowiem olbrzymią wagę do bezpieczeństwa. Kto nie ma odpowiedniej zbroi, odpada. Może jedynie z boku zagrzewać swoich do walki.
Bractwo Grodów Czerwieńskich ćwiczy się w rycerskim rzemiośle od czerwca ubiegłego roku. Pomysł na takie, a nie inne spędzanie wolnego czasu, kiełkował w głowie wodza już wcześniej. W końcu z kilkoma przyjaciółmi poszyli sobie historyczne stroje, uzbroili się i wybrali na Majówkę Archeologiczną w Chodliku. Tam poznali studentów UMCS, którzy zorganizowali się w Legion Rzymski oraz Przeworczyków, czyli duchowych spadkobierców wojów z czasów starosłowiańskiej kultury przeworskiej. Z czasem zaprzyjaźnili się też z rycerstwem Chorągwi Ziemi Lubelskiej. Podglądali, czerpali wzory i w końcu wyszli na udeptaną ziemię.
- Interesuje nas wczesne średniowiecze, czyli okres od IX do XI wieku - mówi wódz. - Po roku nasze bractwo liczy już 25 osób i wciąż przychodzą nowi. Jednak żeby w końcu zostać wojem, muszą najpierw wykazać się wiedzą z historii Polski, posiąść sztukę fechtunku, opanować średniowieczne nazewnictwo i dorobić się kompletnego stroju.

Full contact z maczugą

Kandydaci na wojów doskonalą się w wojennym rzemiośle dwa razy w tygodniu. Na treningi znoszą maczugi, kije, miecze, hełmy, kolczugi, po czym grzmocą się do upadłego. Przygodnemu świadkowi na ten widok może się jeżyć ze strachu włos na głowie, gdyż są to potyczki bez pardonu. Istny full contact, aczkolwiek w słowie tym nie ma ani krzty średniowiecznego zabarwienia. - W naszych walkach nie ma żadnej choreografii ani reżyserii - mówi Michał Żebrowski, który razem ze Sławomirem rekrutował pierwszych wojów do bractwa. - Wbrew pozorom spontaniczna walka bywa bardziej bezpieczna niż układana. Walczący muszą być gotowi na każdy ruch ze strony przeciwnika. Oczywiście wymaga to doświadczenia oraz fizycznej i technicznej sprawności we władaniu wszelką bronią.
W bractwie są uczniowie szkół średnich, studenci, przedstawiciele różnych zawodów, ale także bezrobotni. Szczególnie ci pierwsi i ostatni przez miesiące odkładali do mieszków grosiki na grunwaldzką wyprawę. Bractwo utrzymuje się bowiem samo, korzystając jedynie z życzliwości posła Henryka Lewczuka, który udostępnił im w swoim biurze jedno pomieszczenie. Bractwo zyskało też sympatię Muzeum Chełmskiego. Jego dziedziniec stanowi znakomitą scenerię dla ćwiczeń i pokazów.

Białogłowa szyje z łuku

W bractwie obowiązuje hierarchia. Jest charyzmatyczny wódz, do którego należy ostatnie słowo, są wojowie i kandydaci na wojów. Nieco zamieszania do tego porządku wprowadziły lgnące do chwackiego rycerstwa białogłowy. Między innymi Justyna Dąbrowska, która pragnie nauczyć się fechtunku i strzelania z łuku. - Jestem zauroczona kulturą średniowiecza - mówi Justyna. - Właśnie szyję sobie odpowiednią suknię, chociaż przyznaję, że w rodzinie trochę mi przy tym pomagają.
Jeśli nadobne białogłowy ze swej natury skoncentrowały się na szyciu sukien i innych przyobleczeń z epoki, to na przykład wódz jest specjalistą w szyciu skórzanych ciżem, rękawic kolczych i wyrabianiu hełmów. Rafał z Mariuszem skupili się na stalowych misiurkach i kolczugach, a Krzysztof nie ma sobie równych w konstruowaniu zbroi, zwanych brygantynami. Wojowie mają jeszcze czas, by przed bitwą na polach Grunwaldu cały ten nieco sfatygowany podczas ćwiczeń sprzęt doprowadzić do porządku. Sami też muszą wylizać się z ran i potłuczeń, by dać skuteczny odpór krzyżackiej nawale. W końcu jak to wynika z historii, powinni wrócić z tej bitwy z tarczami.

Bitwa pod Grunwaldem

Podczas wielkiej wojny polsko-krzyżackiej 15 lipca 1410 roku została tam stoczona jedna z największych bitew średniowiecznych. Po stronie Krzyżaków, dowodzonych przez wielkiego mistrza Ulricha von Jungingena, stanęło około 14 tys. jazdy oraz kilka tysięcy piechoty i artylerii. Wojska polsko-litewskie, posiłkowane przez oddziały ruskie, czeskie i tatarskie liczyły 24 tys. jazdy i kilka tysięcy piechoty. W starciu tych potęg armia krzyżacka uległa całkowitemu rozbiciu. Padł w niej wielki mistrz i wielu dostojników zakonu. Do zwycięstwa przyczynił się Władysław Jagiełło, który do końca kierował walką ze wzgórza, mając wgląd na pozycje walczących. Była to zapowiedź nowej w sztuce wojennej zachodu taktyki, gdzie dowódca nie walczył bezpośrednio, lecz kierował posunięciami swoich wojsk.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO