wtorek, 6 grudnia 2016 r.

Magazyn

Wygodnie jak w kufrze

Dodano: 25 kwietnia 2002, 11:02

- Z mojej firmy wyszło tyle trumien, że ustawione jedna za drugą zajęłyby 70 km - mówi Mirosław Cich
- Z mojej firmy wyszło tyle trumien, że ustawione jedna za drugą zajęłyby 70 km - mówi Mirosław Cich

Trumny dzielą się na zwyczajne i sarkofagi, mają różnorodne wzornictwo i niekiedy są prawdziwymi dziełami sztuki, mają też urozmaicone nazwy, p. "ogórek”, "bombka”, "belgijka”, "kufer”, "max”, a nawet "s-ex”

- Z mojej firmy wyszło tyle trumien, że ustawione jedna za drugą zajęłyby 70 km - mówi Mirosław Cichorz ze Skierbieszowa na Zamojszczyźnie, właściciel firmy produkującej trumny.
- Wydawałoby się, że niezbędna w naszym kręgu kulturowym do ostatniej posługi skrzynia na zwłoki to przedmiot jednorazowego użytku, zatem nie wymagający specjalnej troski o jakość, a tym bardziej trwałość, a tymczasem jest zupełnie inaczej - mówi mistrz ze Skierbieszowa. - Trumna musi być zawsze estetycznie wykończona i trwała. Czasem przecież przez kilkanaście dni stoi w zakładzie pogrzebowym. A w grobowcu
czy mogile ziemnej, może przeleżeć nawet 40 lat. Bywa że ciała już dawno prawie nie ma, a pozostałe z niego szczątki spoczywają sobie w najlepsze w jeszcze całej trumnie.

Królują trumny dębowe

Dąb kojarzy się z trwałością i solidnością. Dlatego dla klientów mniej zasobnych wykonuje się trumny z tańszego drewna olchowego, ale po odpowiednim barwieniu imitującego dębowe. Ale co kraj, a właściwie kraina, to obyczaj. Na przykład mieszkańcy Śląska preferują trumny sosnowe, zwłaszcza jeśli mają być złożone w grobie ziemnym.
W dawnych wiekach, jak opowiada Cichorz, modne były w wyższych sferach trumny metalowe. Potem to się zmieniało. Kilka lat temu ktoś wpadł na pomysł trumien plastykowych, ale jakoś się nie przyjęły. Są też trumny tekturowe, z wkładem metalowym, służące do transportu zwłok na dalsze odległości, np. za granicę. Ale są też trumny stylizowane na metalowe, tzw. metalizowane. Najnowocześniejsze trumny wykonywane są w osłonie poliestrowej, wykańczane na wysoki połysk lub mat. - To powłoka z "głębią”, daje naprawdę niesamowity efekt - zapewnia Cichorz.

Może okna, może drzwi?

Mirosław Cichorz, absolwent Technikum Przemysłu Drzewnego w Zwierzyńcu, zaczynał od cyklinowania podłóg i układania boazerii. Pierwszą jego inwestycją było kupno cykliniarki, którą z czasem przerobił na frezarkę.
Jednak popyt na typowe usługi stolarskie z czasem skurczył się. Stanął więc przed dylematem: czym się zająć? Chodziły mu po głowie okna, drzwi. Wybrał trumny. Wyrabiał je, jak inni - chałupniczym sposobem, na potrzeby okolicznych mieszkańców. Teraz ma z prawdziwego zdarzenia własny zakład w obiektach byłej Gminnej Spółdzielni, zatrudnia 13 osób, a jego klientelą jest blisko 30 zakładów pogrzebowych rozrzuconych po całej Polsce.
Pierwsze trumny były bardzo proste, jeden wzór, krzyż na wieku, wewnątrz wybite pieluchą, zabijane gwoździem, do tego tradycyjne nóżki. Teraz trumny wyposażone są w antaby, czyli rączki do przenoszenia, mają poduszkę, wyłożone są atłasami w różnych kolorach.
- Miałem tylko jeden przypadek, gdy klient życzył sobie wybicie w kolorze czarnym, haftowane złotem. Na co dzień przeważają kolory białe i błękitne. Zmieniły się też kształty trumien - dodaje właściciel.
Można zatem zamówić trumny o przekroju sześciokątnym, ośmiokątnym czy nawet dziesięciokątnym. Wzornictwo zresztą rodzi się w zależności od potrzeb. - Wytwarzamy na przykład trumny tzw. staroniemieckie. Polega to na nakładaniu specjalnych lakierów, powlekanych ozdobną warstwą, na której wykonuje się patynowanie i nadaje usłojenie. W ten sposób trumna uzyskuje efekt postarzenia.

Pożegnanie z Kopca Kościuszki

W Skierbieszowie wykonuje się też trumny flokowane, tzn. pokryte elektrostatycznie meszkiem, niczym aksamit. Z szerokiego asortymentu wyróżniają się także sarkofagi. Te mają proste przyczółki, a w przekroju są sześciokątne. Ważny jest również kolor. Obowiązuje zasada: im młodszy wiek zmarłego, tym trumna jaśniejsza. Dla niemowląt zarezerwowany jest np. kolor biały.
Trumny w branżowym żargonie mają niekiedy bardzo wymyślne nazwy. Jest więc "ogórek”, "bombka”, "kufer”, "beczka”, "belgijka”. Sarkofag "ex” nazywany jest skrótem "s-ex”, albo zwyczajnie "seks”. "Maksy” z kolei przeznaczone są dla zmarłych o dużej masie ciała. Zresztą w ciągu trzech godzin od zamówienia zakład zrobi trumnę pod każdy wymiar.
Bywają trumny nietypowe, wykonywane na specjalne zamówienie. Niekiedy mają np. 2,30 cm długości i 80 cm szerokości (standardowa szerokość 64 cm). Przy wyborze trumien trzeba pamiętać, że ciało po śmierci wydłuża się nawet o kilka centymetrów, i tym samym trumna powinna być o około 20 cm dłuższa.
Osobną grupę stanowią trumny ekshumacyjne, do których przekładane są szczątki. Te są małe, mają ok. 1 metra długości. Niekiedy ludzie robią miejsce w grobowcu dla nowych lokatorów, przekładając poprzedników do mniejszych trumien i np. zakopując je głębiej.
Sporadycznie trafiają się zamówienia na trumny do spopielania ciał i urny na prochy. Te pierwsze są łatwopalne, najczęściej drewniane. W ub. roku wykonano w Skierbieszowie dziesięć takich kompletów. Rodzina jednej osoby życzyła sobie, żeby prochy zmarłego były rozrzucone na Kopcu Kościuszki w Krakowie.

Przyzwyczajają się za życia

Bywają ludzie, którzy bardzo dosłownie biorą sobie do serca zasadę "memento mori”. Oni już za żywota zaopatrują się w trumny. Cichorz zna małżeństwo, które obstalowało sobie dwie trumny.
- W jednym pokoju śpią oni, a w drugim stoją trumny - mówi.
W pogrzebowym biznesie występuje wyraźna sezonowość. W maju, miesiącu zakochanych, notuje się najwięcej wypadków i samobójstw. Takie zakłady jak w Skierbieszowie robią wtedy na gwałt trumny dla młodzieży, jasno wykończone. Najmniejszą z kolei umieralność notuje się w okresie żniw. Najtrudniejszy czas dla ludzi starszych i schorowanych zaczyna się w listopadzie i trwa do stycznia, czasem przedłuża się do marca. Wtedy jest najwięcej zgonów.

Rodzinny interes

- Byłem na szkoleniu przedstawicieli małej przedsiębiorczości w Szkocji - mówi Cichorz. - Pochłonęła mnie idea tworzenia firm rodzinnych. Dlatego wszyscy z mojej rodziny udzielają się i pracują w zakładzie. Jeśli trzeba, zawsze mogę liczyć na żonę, ojca, brata. To jedyne nasze źródło utrzymania. Obok zakładu, choć jego stoi na końcu wsi obok cmentarza, budujemy dom. Myślę, że syn kiedyś przejmie interes.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO