czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Z pośredniaka na prezesa

Dodano: 26 czerwca 2009, 15:00

Był bezrobotny, więc chciał jakoś zarobić na życie. Zgodził się zostać fikcyjnym prezesem niewielkiej spółki. Teraz ma na głowie komornika, który chce go pozbawić całego majątku.

- Bardzo potrzebowałem pieniędzy - mówi Marek Korgól z Lublina. - Żyliśmy z żoną z jednej pensji. Ucieszyłem się, kiedy kuzynka zaproponowała mi pracę. Nie spodziewałem się kłopotów. Przecież to rodzina...

Wezwania i monity

Janina J. była główną księgową w małej spółce handlującej alkoholem. Zaproponowała panu Markowi posadę prezesa. Właścicielem firmy był ich długoletni znajomy. Obaj panowie szybko doszli do porozumienia.

- Miałem tylko figurować jako szef, za 1200 zł miesięcznie - wyjaśnia Korgul. - Faktycznie nie miałem w firmie nic do powiedzenia. Nie wiedziałem, jaka jest jej sytuacja finansowa. Przynosili mi tylko dokumenty do podpisu. Wreszcie firma zbankrutowała, a ja nie dostałem ani grosza.

Gdy nasz czytelnik podpisywał umowę o pracę, przedsiębiorstwo tonęło w długach. Tylko zaległości z tytułu podatku VAT sięgały 50 tys. zł. Wreszcie firma zbankrutowała. Tymczasem na adres Marka Korgóla docierały kolejne wezwania i monity. - Nie wiedziałem, co to było. Właściciel firmy kazał nie odbierać. Obiecywał, że zna kogoś na poczcie i sam się tym zajmie.

Licytują mi mieszkanie

Okazało się, że przedsiębiorca sukcesywnie przepisywał swój majątek na inne osoby. W tym czasie piętrzyły się zobowiązania wobec prezesa "słupa”. Ten znów był bez zajęcia, więc wyjechał do pracy za granicę.

- W maju przez znajomego dowiedziałem się, że w sądzie zapadł wyrok przeciwko mnie - mówi Korgól. - Natychmiast wróciłem do kraju. Okazało się, że komornik chce ode mnie 100 tys. zł i zamierza zlicytować moje mieszkanie. To tylko część zobowiązań firmy, której prezesowałem. Nie mogę do tego dopuścić. Nie mam gdzie się podziać i nie chcę płacić cudzych długów.

Pan Marek próbował wyjaśnić sprawę z dawnymi przyjaciółmi. Nikt nie chciał z nim rozmawiać.

- Wiedział, na co się godzi - mówi Janina J. - W firmie był na tzw. "słupa”. Nie zajmował się jej prowadzeniem. Nosiłam mu do domu dokumenty do podpisu, ale od początku do niczego nie namawiałam. Obaj panowie sami wpadli na ten pomysł.

- Jako główna księgowa musiała pani wiedzieć o długach firmy...

- Nie miałam o tym pojęcia. Szef często płacił z opóźnieniem. Ja tylko przygotowywałam przelewy.

Niepotrzebne pytanie

Właściciel firmy niechętnie rozmawia z dziennikarzami. Dla niego sprawa jest zamknięta, bo firma już nie istnieje. O kłopotach Marka Korgóla nie chce słyszeć.

- Nikt tego człowieka nie zmuszał do pełnienia funkcji prezesa. Jest dorosły, wiedział co robi - mówi Mariusz H. - Teraz ma kłopoty, bo niepotrzebnie wyjechał za granicę. Zaniedbał pewne sprawy, no i mamy konsekwencje.

- Po co był panu prezes, który nie ma pojęcia o kierowaniu firmą?

- To pytanie nie jest potrzebne. Nie muszę i nie zamierzam o tym rozmawiać.

Będzie trudno

Komornik szykuje się do wyceny mieszkania Marka Korgóla. Ten jednak nie zamierza biernie czekać na rozwój wypadków. Skrupulatnie gromadzi kolejne dokumenty na swoją obronę i szuka pomocy u prawników. Chce walczyć o swoje racje przed sądem.

- Ten człowiek robił za klasycznego "słupa”, teraz odpowiada za cudze długi - podsumowuje Bartosz Głowacki, prawnik reprezentujący naszego czytelnika. - Na szczęście, po naszym wniosku sąd przywrócił termin na złożenie zażalenia. Udało nam się wznowić sprawę, więc jest jeszcze nadzieja. Teraz sąd zajmie się stroną merytoryczną. Oceni, czy Marek Korgól powinien spłacić dług Mariusza H.

Specjaliści są zgodni - o pomyśle rozstrzygnięcie dla Marka Korgóla będzie bardzo trudno. Żeby uniknąć spłaty, pan Marek musiałby zagrać nie fair. - Największy problem jest w tym, że ma określony majątek - mówi Krzysztof Smaga, z kancelarii prawa gospodarczego Smaga i Jaroszyński w Lublinie. - W tej sytuacji prawo pozwala po niego sięgnąć, by spłacić wierzycieli.

Sąd zadecyduje

Czyli musiałby szybko pozbyć się mieszkania? - Właściwie tak - dodaje Smaga. - Takie sytuacje zdarzają się dosyć często, ale zwykle "słupy” nic nie mają. Żadnego majątku. Wówczas ściągnięcie jakichkolwiek długów jest niemożliwe. Wierzyciele nie mają szans na odzyskanie pieniędzy, a faktyczny szef zadłużonej firmy pozostaje bezkarny. Najlepiej nie pakować się taki interes, ale ludzie często nie myślą w tych kategoriach. Liczy się dla nich przede wszystkim doraźny zarobek.

Marek Korgól przekonuje, że robił wszystko w dobrej wierze. Nie spodziewał się oszustwa, ze strony ludzi, których zna od lat. - Dziś walczę o dach nad głową, a mój dawny znajomy robi kolejne interesy - mówi Korgól.

Wszystko w rękach sądu, który zdecyduje, kto powinien spłacić długi upadłej spółki. Pierwsza rozprawa odbędzie się 3 lipca.
Czytaj więcej o:
Gość
~gosc~
~gosc~
(11) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (19 grudnia 2009 o 22:36) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
H. wezwań i monitów kazał nie odbierać M, bo zna kogoś na poczcie i sam się tym zajmie...a w wywiadzie stwierdza:"Teraz ma kłopoty(Marek), bo niepotrzebnie wyjechał za granicę. Zaniedbał pewne sprawy, no i mamy konsekwencje". Pan H przeczy samemu sobie!!! A konsekwencje nie "mamy" tylko "ma" Marek wskutek przekrętów H.
Rozwiń
~gosc~
~gosc~ (28 czerwca 2009 o 01:36) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
panie H.co pan opowiada za brednie przeciez pana firma nadal figuruje w rejestrze handlowymw sadzie.sprytnie pan to zrobil z pomoca ....
Rozwiń
~gosc~
~gosc~ (28 czerwca 2009 o 01:12) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
i co nawet na lamach prasy pan H.probuje szydzic bo pan K.wyjechal i nie dopilnowal a czego nie dopilnowal bezrbotny?szyderczosc nie zna granic!!!a pani ksiegowa tylko robila przelewy i nie wiedziala ze frma ma dlugi i nie ma majatku?to za co jej placil p.H.?co to za ksiegowa?a co oni mieli uzgadniac obaj jeden wlasciciel prezes a drugi na bezrobociu(bylo go najpierw wyslac na kurs i ciekawe czy po tym kursie mial by pracownika w osobie p.K.) a gdyby firma miala duzy majatek czy pan H.szukal by nowego prezesa?moze by szukal ale madrzejszego od samego siebie,ktory by mu powiekszyl majatek)a nie jak to zrobili znalezli czlowieka ktory rozpaczliwie szukal pracy i ktory nie mial pojecia ze ta firma juz dawno "przestala zyc"
Rozwiń
Gość
Gość (27 czerwca 2009 o 23:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
4
Gość napisał:
Cóż za naiwność. Taki stary a taki głupi.

a ty mlody widze ze miales co jesc a nie zawsze tak jest,to co lepiej krasc niz pracowac?
Rozwiń
~gosc~
~gosc~ (27 czerwca 2009 o 22:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ludzie gdzie prokurator--nasza Polska nagradza tych co robia przekrety a ludzi co zyja normalnie i uczciwie trzeba zamordowac,wiem jak bylo ale ten pan.H i pani J zniszcza co na drodze za lyczek gorzaly.....sam fakt rozpisaia majatku to przestepstwo wobec prawa nad czym sie tu zastanawiac dajcie ludziom zyc jak tak dluzej bedzie ci niewinni ludzie wykoncza sie bo wiedze z bliska co siedzieje.pomocy,pomocy dla rodziny pana ... ,pomocy,pomocy
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (11)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!