niedziela, 22 października 2017 r.

Magazyn

Zabawki na dobicie

  Edytuj ten wpis
Dodano: 6 marca 2008, 14:00
Autor: FABIAN PLAPIS

W błocie, po rowach, dziurach i bezdrożach - tak katują swoje samochody terenowe miłośnicy aut z napędem na cztery koła.

Spotykają się przynajmniej raz w miesiącu i szaleją swoimi terenówkami
po bezdrożach w okolicach Kraśnika.

Niedzielne popołudnie. Miał szaleć orkan Emma, ale skończyło się na mocniejszych podmuchach i opadach. Dzięki temu polne drogi były nieprzejezdne. Dla zwykłych aut. Za Wyżnicą zjeżdżamy z drogi głównej. Kończy się asfalt, nawierzchnia staje się coraz bardziej miękka i grząska. Wszędzie widać bruzdy po kołach, jakby przejechało tędy kilkadziesiąt samochodów.

Jak amfibia

Po trzech kilometrach jazdy w błocie jesteśmy na miejscu. Samochód wygląda jak amfibia po błotnej przeprawie, cały oblepiony gliną. W wyrobisku po cegielni słychać ryk silników, spod kół wylatuje błoto. I na zmianę ktoś grzęźnie, kogoś wyciągają, jakiś samochód wyskakuje na podjeździe w górę. Obok toru pali się ognisko, pieką się kiełbaski. Atmosfera miła, a jako właściciel terenówki zostałem przywitany prawie jak swój. - Tu się wszyscy znają. Raz przyjedziesz, a następnym razem to już jesteś dobry znajomy - podkreśla Robert Potasiewicz, właściciel Firmy 3P 4x4, która organizuje rajdy samochodów terenowych.

Trzeba było gdzieś sprawdzać

Zaczęło się od warsztatu i przerabiania terenówek.

- Jeżdżę samochodami terenowymi, mam ich cztery. Prowadzę również warsztat samochodowy i zajmuję się tuningowaniem terenówek i ich wypożyczaniem - wyjaśnia po kolei Robert. - Potrzebowałem jakiegoś toru, żeby móc sprawdzać możliwości samochodów, które podrasowuję.

Wspólnie z Norbertem wymyślili i zaadaptowali na potrzeby testowania przeróbek teren po byłej cegielni. Wydrążone zostały koleiny, usypane górki i podjazdy. Z czasem jednak zapragnęli wyjechać w teren i zwiedzać okoliczne bezdroża. Zaczęli w kilka osób. Teraz, przy dobrej pogodzie, na trasę wyjeżdża ponad 30 załóg.

Wyciągniemy cię

Bracia Konrad i Robert zaliczyli już kilka rajdów terenowych. Ich nissan terrano nie pociągnie już długo. Ale bracia są znani z szaleńczej jazdy i nieoszczędzania swojego samochodu. - Ostatnio, jak ruszałem do jakiejś czasówki, to usłyszałem z tyłu "o, ten to dopiero będzie numery odp....” Wsiadłem i na którejś przeszkodzie nie mogąc podjechać wziąłem większy rozpęd, przeszedłem, ale prawie wbiłem się pionowo w ziemię z drugiej strony zamiast zjechać - śmieje się Konrad Iluk.

Rajdy terenowe są o tyle nietypowe, że rywalizacja nie jest tu wcale najważniejsza. Tu wszystkie załogi mogą liczyć na pomoc. Zawsze ktoś się zatrzyma i pomoże. - Nie ma, że ktoś zostaje - mówi Marcin Mirosławski, kierowca opla frontery. - Stajemy i wyciągamy jeden drugiego, aż wszyscy wyjadą. Nikt się na nikogo nie złości i nie denerwuje. Pełen luz.

- Wiele razy namawiali mnie na trudniejsze trasy i mówili, że jak nie wyjadę, to przecież nie ma problemu, bo mnie wyciągną - dodaje Norbert Iluk.

Zabawa dla dużych... dziewczynek

Wydawałoby się, że szaleńcza jazda samochodem terenowym to zajęcie dla mężczyzn. Nic bardziej mylącego, kobiety też jeżdżą i znakomicie dają sobie radę. - Mamy do tego takie "kobiece” podejście - uśmiecha się Agnieszka Potasiewicz. - Faceci to czasami gazują na siłę swoje auta. A ja uważam, że nie wszystko na siłę, trochę sposobem, trochę rozumem. Owszem, czasami mąż coś podpowie i ja się wtedy słucham.

Agnieszka jeździ toyotą. Podczas ostatniego rajdu za pilota miała... sześcioletniego syna Filipa.

- Wcześniej jeździłam ze szwagierką i wcale nie odstawałyśmy jako jedyna kobieca załoga.

Renata i Iza jeżdżą jako piloci.

- Częściej piszczę i krzyczę, ale jak jest odcinek spokojniejszej jazdy, to nawet zerknę na mapę i coś podpowiem Grzegorzowi, mojemu kierowcy - mówi z uśmiechem Renata Kopaszewska.

- Przede wszystkim to znakomita zabawa - przyznaje Iza Boguta. - Adrenalina skacze i trudno o lepszą atmosferę.

Auto na krótko

Najgorzej w tym wszystkim mają samochody. Ekstremalna jazda w trudnym terenie znacznie ogranicza ich żywotność. Stąd większość terenówek to nie "nówki” z salonu, a zabawki na dobicie. - Mam go dopiero cztery miesiące, ale nie żałuję. To samochód na dobicie, planuję kupić drugi, orurować go i przygotować na takie rajdy - mówi Norbert, kierowca nissana.

Na ostatniej wyprawie w jednym samochodzie urwał się most. - A nasz wszędzie poszedł, nigdzie nie zostaliśmy i wszędzie się dobrze sprawuje - chwali się Marcin.
Po rajdzie i czasówkach na torze zawsze kończą tak samo. Do późnego wieczora siedzą przy ognisku, przeżywają co trudniejsze trasy i od razu planują kolejne wyprawy.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!