wtorek, 24 października 2017 r.

Magazyn

Zdobyli Wiedeń na tandemie. Żeby Kuba miał szansę żyć

  Edytuj ten wpis
Dodano: 17 marca 2011, 15:39

Uczestnicy wyprawy: Sebastian Michailidis i Tomasz Stasiak
Uczestnicy wyprawy: Sebastian Michailidis i Tomasz Stasiak

7 litrów tigerów, 2,5 kg odżywek, 3 kartony batoników, 5 zgrzewek wody, do wymiany 4 dętki, 1 opona i 1 łańcuch do roweru – to bilans wyprawy z Lublina do Wiednia dwóch studentów pedagogiki UMCS. Wszystko po to, by pomóc zebrać choremu na mukowiscydozę koledze pieniądze na przeszczep płuc.

6 marca Sebastian Michailidis i Tomasz Stasiak, studenci Wydziału Pedagogiki UMCS, na tandemie wyruszyli sprzed Bramy Krakowskiej w Lublinie. W drodze do Austrii towarzyszyło im 2 kolegów i 2 koleżanki w dwóch samochodach technicznych.

– Na pomysł wpadli Tomek i Sebastian. Chcieli zrobić coś więcej niż wpłacić parę złotych do puszki. Wymyślili, że trzeba wypromować całą akcję pomocy Kubie – wyjaśnia Paweł Romański z Samorządu Studentów UMCS, który również brał udział w wyprawie.

Potrzebne płuca

22-letni Kuba Bielak, mieszkaniec Niedrzwicy Dużej, cierpi na mukowiscydozę. Na pierwszy rzut oka niczym się nie różni od rówieśników. Ale jedynym ratunkiem dla niego jest przeszczep płuc w Wiedniu.
Na ten cel potrzebuje ponad 500 000 zł. Takich pieniędzy rodzice chłopca nie mają. Przez 2 miesiące na konto Kuby wpłynęło ok. 100 000 zł. To wciąż za mało, by pokryć koszta przeszczepu.

– Pomysł narodził się w połowie stycznia. Uznaliśmy, że warto pojechać do Wiednia na rowerze. Wybraliśmy to miejsce celowo, bo tam jest klinika, która podejmuje się przeszczepu płuc po mukowiscydozie – wyjaśnia Tomasz Stasiak, student III roku Wydziału Pedagogiki UMCS. – Kubę poznaliśmy dopiero ponad miesiąc temu i jeszcze bardziej przekonaliśmy, że warto to dla niego zrobić.
Rowerzyści mieli do przejechania blisko 700 km.

– Kondycja jest. Powinno się udać. Ja jestem trenerem sportowym, Sebastian ścigał się wcześniej na tandemach – mówił tuż przed wyprawą Tomek. – Chcemy zrobić w klinice zdjęcia i po powrocie do Lublina sprzedać je na aukcji, a dochód przekazać dla Kuby.

Problemy z łańcuchem

Pierwsze problemy zaczęły się już w Lublinie.

– Jak tylko chłopaki ruszyli, na pierwszej prostej; na Al. Racławickich odpadł pedał. Pobiegliśmy do sklepu po klej i szybko go skleiliśmy. Wytrzymał do Wiednia – uśmiecha się Paweł.

Do Kraśnika dojechali bez przygód. – Minęliśmy miasto, nagle z zarośli wyskakują dwa psy zaczepno-obronne. Wyglądały jakby chciały nas pożreć. Z trudem uciekliśmy – wspomina Tomek.

Chwilę później zepsuł się łańcuch w tandemie. – Zadzwoniliśmy po technicznego. A sami pędziliśmy pieszo, by nie tracić czasu – mówi Sebastian Michailidis. – Za Kraśnikiem ten łańcuch pękał nam co kilka kilometrów. Skręcaliśmy go i tak dojechaliśmy do Annopola, aż rozpadła się kaseta. Jeden z mieszkańców nam wtedy powiedział: "Do Zawichosta nie macie daleko. Tam jest Andrzej i on wszystko naprawi”.

Gitara od Gienka

Andrzeja nie znaleźli. Za to dojechali do Sandomierza, gdzie wymienili łańcuch na nowy. Tam mieli także pierwszy przystanek.

– Weszliśmy we współpracę z uczelniami w Sandomierzu i Krakowie. Zapewnili nam noclegi. W obu miastach postawiliśmy namiot, gdzie nagłaśnialiśmy akcję i prowadziliśmy zbiórkę dla Kuby – opowiada Paweł.

– Było bardzo wesoło. Całą drogę śpiewaliśmy piosenki. A jechaliśmy tak szybko, że jak nasza ekipa techniczna tankowała samochody, to wyprzedziliśmy ich o siedem km – dodaje Sebastian.
Szybko dojechali do Krakowa, gdzie na miasteczku Akademii Górniczo-Hutniczej stał namiot UMCS. – Przyjeżdżamy, patrzymy, a tu w naszym namiocie gra Gienek Loska znany z programu "Mam talent” – mówi Tomek. – Dał nam swoją gitarę, którą zlicytujemy wkrótce na aukcji. Podobnie jak kołpaki z roweru z autografami Gienka, Magdy Welc i Pawła Eisenberga.

Spotkanie z policjantem

W drodze do Cieszyna, tuż za Krakowem poszła dętka w rowerze. – Pierwsza, ale nie ostatnia. Później zgubiliśmy drogę. Poszedłem zapytać o kierunek do Oświęcimia w sklepie. Facet spojrzał na mnie, na strój rowerzysty i nagle pyta: "Na rowerze do Oświęcimia?” – wspomina Sebastian.
Później spotkali kolarza, który wiedział o akcji dla Kuby. – Wiedziała też o tym ekspedientka małego sklepiku na trasie. I z tego względu dała nam zniżkę na zakup prowiantu. W ogóle wiele osób mówiło nam, że super akcja i że trzymają kciuki – śmieje się Tomek.

Z Cieszyna pojechali do Otrokovic w Czechach. – Mieliśmy przejechać 140 km, ale nie przewidzieliśmy tego, że są tam drogi ekspresowe i nie wolno nimi jechać rowerem. Dowiedzieliśmy się o tym, gdy spotkaliśmy czeskich policjantów – opowiada Sebastian. – Musieliśmy wytyczyć nową trasę, która prowadziła przez górzyste tereny. To był najcięższy monet. Podjazd pod górkę zajmował nam 40 minut, a zjazd z niej chwilę.

Zdjęcie pod kliniką

W Otrkovicach zatrzymali się na plebani. – Ksiądz był przezabawny. Jak nas zobaczył, krzyknął tylko "Ahoj!”. Był bardzo miły, dał nam nocleg, herbatę i nawet ciasteczka – mówi Paweł.

– Następnego dnia wstaliśmy o 6 rano, wyglądamy przez okno, a tu pada śnieg. Potem zaczął padać grad. Ale nie chcieliśmy się poddać i w goglach narciarskich ruszyliśmy w dalszą drogę – wspomina Sebastian.

O godzinie 16 zdobyli Wiedeń. – Zrobiliśmy zdjęcia pod kliniką, w której Kuba będzie miał operację. Ludzie się strasznie dziwili, bo nikt normalny nie robi zdjęć pod szpitalem – uśmiecha się Paweł.

– Spotkaliśmy się też z redakcją polonijnego miesięcznika, który zamieści w kwietniu duży materiał. Liczymy na wpłaty w euro na konto Kuby od ich czytelników. Oni sami też obiecali przelać jakąś sumę – relacjonuje Tomek. Wieczorem, już samochodem, wyruszyli w powrotną drogę do Polski.
Tuż przed Lublinem mieli jeszcze jeden przystanek. – Zajechaliśmy do Kuby do Niedrzwicy Dużej. Tam czekało na nas ciepłe jedzenie i nawet ciasto, które upiekł Kuba ze swoją dziewczyną Iwoną – mówi Sebastian.

– Jestem pod ogromnym wrażeniem, że w ogóle chcieli odbyć taką wyprawę i włożyli w to tyle wysiłku – mówi Kuba Bielak. – Dzięki nim coraz więcej osób dowiaduje się o mnie, o mojej chorobie i mam większą szansę na to, by żyć.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!