poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Magazyn

Znachorzy i bohaterowie

  Edytuj ten wpis
Dodano: 29 maja 2008, 15:20

Chyba mało kto wie, że powiedzenie "pijany w sztok” ma związek z lubelskim aptekarstwem - śmieje się dr Andrzej Wróbel.

Kierownik Zakładu Historii Nauk Medycznych Uniwersytetu Medycznego w Lublinie opowiada historię sprzed 200 lat.

- Na Starym Mieście, w kamienicy przy Rynku 13 miał aptekę Michał Sztok. Był jej trzynastym właścicielem. Kajetan Koźmian pisał o nim, że pił na umór i miał liczną gromadkę dzieci. Można się zastanawiać, czy pił, bo miał dużo dzieci, czy miał dużo dzieci, bo pił. W każdym razie, apteka podupadała, a na pijanego mówiło się, że upił się jak Sztok - opowiada Wróbel.

Trochę historii

W 1506 roku król Zygmunt Stary nadał wyłączny przywilej założenia apteki w Lublinie Marcinowi z Grodziska za zasługi, jakie oddał królowi w wojnie moskiewskiej. W aptekach, które funkcjonowały już jako świeckie, było to samo co w przyklasztornych, a także leki czy medykamenty znachorskie. Stosowano wydaliny i wydzieliny, części gadów, płazów i różnych zwierząt.

- Często zalecano je trafnie - uważa doktor. - Na przykład na oczy okłady z surowej wątroby. Wątroba ma dużą zawartość witaminy "A”. Niektórym chorym zalecano urynoterapię do dziś nawet stosowaną.

Jak twierdzi A. Wróbel, najbardziej znaczący okres lubelskiego aptekarstwa to lata międzywojenne. W tym wąskim kręgu ludzi były postacie tragiczne i piękne, i godne potępienia. W ich życie brutalnie wkraczała historia.

Zdrajcy i bohaterowie

- Apteki często zmieniały adresy. Apteka Sztoka przeniosła się na Królewską 4 i po latach przejął ją Tomasz Rychter. Gdy w 1833 roku zawiązał się w Lublinie spisek niepodległościowy, Rychter zdradził i jako zdrajca przeszedł do historii.

W 1944 roku pijany w sztok radziecki czołgista zburzył dawną aptekę Sztoka, która już mieściła się przy Krakowskim Przedmieściu 14b.

Wojna i okupacja obnażała charaktery ludzi. Również aptekarzy. Elitarna, ale niewielka grupa ludzi najbardziej okrutnych represji doznała po wojnie w latach szalejącego, stalinowskiego terroru. - Jednym z najbogatszych ludzi w Lublinie był Emil Żółtowski. Nie krył się z tym. W 1926 roku kupił aptekę przy kościele św. Ducha.

Jeździł zrobionym na zamówienie czerwono perłowym mercedesem, nie wędkował, ale miał niezwykłą kolekcję wędek w tym jedną wysadzaną brylantami, nie palił, ale miał wybór najprzedniejszych cygar, jeździł na polowania z arystokracją - wylicza Wróbel. - W piwnicach domu miał wytwórnię i kolekcję nalewek, choć sam nie pił.

Konspira

Przyszła wojna. Żółtowski gościł Niemców u siebie. - A w jego aptece trwała działalność konspiracyjna. Wydawano leki dla więźniów Zamku i Majdanka. Trucizny i cyjanek dla tych, którzy nie mogli znieść tortur.

Podobno między mieszkaniem aptekarza, a kościołem św. Ducha było tajemne przejście. Wspólnie z księdzem Janem Fiutą-Faczyńskim wystawiali polsko brzmiące metryki Żydom, produkowali fałszywe dokumenty - opowiada doktor.

W '44, z chwilą wkroczenia sowietów do Lublina, sąd pozbawił Żółtowskiego majątku, praw obywatelskich i skazał na więzienie jego i jego żonę. Ona wyszła i przypuszczalnie opłaciła sowicie wypuszczenie Żółtowskiego. Był schorowany, wyniszczony, cierpiący.

Żyd wieczny tułacz

Niezwykłą postacią był aptekarz Stanisław Lichtson związany z Kazimierzem. Zamieszkał tam ok. 1913 roku, ale już dwa lata później prowadził aptekę w Rosji, gdzie zastała go rewolucja.

Został aresztowany i skazany na śmierć. - Jego żona Maria była znajomą siostry Dzierżyńskiego. Dotarła do niego wstawiając się za mężem. Dzierżyński wydał rozkaz i w 1918 roku Lichtson był już wolny.

Ten od razu przyjechał do Kazimierza, gdzie zbudował dom i prowadził aptekę.
- Lichtson był przyjacielem malarzy, artystów i literatów. Tuwima, Słonimskiego, Kuncewiczów. Po wybuchu wojny przybiegł do niego Kuncewicz z krzykiem, że trzeba uciekać.

Załadowali się od razu do auta i z Pruszkowskim jako kierowcą ruszyli na wschód. Gdy za Kowlem zabrakło paliwa, malarz postanowił wrócić. Lichtsonowie pojechali do Samarkandy. Pruszkowski źle wybrał - został rozstrzelany w Warszawie. Aptekarz zaś po wojnie osiadł w Łodzi, jego córka Anna do dziś mieszka w Szwecji.

Historia aptekarstwa na Lubelszczyźnie i historie ludzi związanych z tym zawodem są zwierciadłem naszych narodowych dziejów i jednocześnie lustrem ludzkich charakterów. Spisane zajęłyby kilka tomów.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!