poniedziałek, 23 października 2017 r.

Magazyn

Kiedy widzi się 40-letniego mężczyznę sklejającego czołg, część ludzi ogarnia śmiech, a w głowie rodzą się myśli o dużych dzieciach.

Albo niedojrzałych facetach. - A to błąd, bo modelarstwo to pasja i możliwość spełniania się - mówi Zbigniew Imieliński, jeden z najlepszych modelarzy w Polsce.

- Pasjonuję się II wojna światową od szkoły podstawowej. Zawsze lubiłem czytać o sprzęcie militarystycznym - mówi Imieliński.

- Mój dziadek opowiadał mi o historii wojskowości. Często wspominał II wojnę, w której sam brał udział. Tak zaszczepił we mnie nutkę miłości do przeszłości - opowiada Jarosław Sitarz z Gryfic.

- Swoją przygodę z modelarstwem zaczynałem w podstawówce - dodaje Stanisław Jabłoński z Lublina. Początki zawsze są podobne.

To poezja

- Zaczynaliśmy od prostych zestawów. Poświęcaliśmy na nie wszystkie oszczędności, bo były zwyczajnie drogie - wspomina Jabłoński. Na szczęście potem było pod każdym względem lepiej: - Pojawiły się nowe farbki, modele, kleje i farby dzięki którym można było się tym zajmować o wiele poważniej.

Większość modelarzy specjalizuje się w II wojnie światowej. Jak wytłumaczyć tak monotematyczne zainteresowanie? - Naprawdę nie potrafię - przyznaje Andrzej Galiński ze Świdnika. - Ja zajmuję się okrętami wojennymi. Ich składanie jest poezją. Samolotów produkowano tysiące, a pancerników co najwyżej dwadzieścia.

Dwadzieścia unikatowych egzemplarzy i ja mam możliwość złożenia jednego z nich...

Cierpliwość żon i mężów

Żeby zostać dobrym modelarzem, trzeba mieć przede wszystkim cierpliwość. - W tej profesji to rzecz najważniejsza. Sklejasz pięć razy ten sam element i ciągle nie wychodzi. To może zdenerwować - opowiada Jabłoński.

Nie da się ukryć, że ważna jest również precyzja. Dzieje się tak zwłaszcza w modelarstwie kartonowym, którym zajmuje się Sitarz. - Elementy są bardzo małe, więc trzeba mieć dużo sprawności w dłoniach, aby przy wycinaniu nie poniszczyć poszczególnych części - ocenia modelarz.

Podobnej cierpliwości uczą się również ich żony. - Od początku mojego małżeństwa przyjęliśmy taką zasadę, że ja będę mógł spokojnie sobie działać w mojej pracowni. Przecież to lepsze niż siedzenie pod budką z piwem. A dzięki modelarstwu umiem wszystko zrobić w domu. Jestem człowiekiem złotą rączką - śmieje się Jabłoński. - Kłaść glazurę nauczyłem się w pół godziny. Poszedłem do sklepu, postałem pół godziny przy fachowcach, wróciłem i położyłem ją w domu.

Albo miesiąc, albo trzy lata

Modelarze to osoby bezwzględnie oddane swojej pasji. - Zdarzają się dni, że wstaję o 6 rano. Godzinę później już kleję. Potrafię to robić bez przerwy do 20 - opowiada Jabłoński.

Złożenie modelu to bardzo żmudna praca. - Najpierw trzeba kupić odpowiedni egzemplarz; taki, który ma już pewną renomę na rynku. Teraz, dzięki Internetowi, jest to o wiele łatwiejsze. Kiedyś kupowało się kota w worku - tłumaczy Jabłoński. - Potem należy opracować plan przeróżnych przeróbek i zapoznać się z malowaniem.

Do tego służą filmy, książki i eksponaty muzealne. Model musi jak najbardziej odzwierciedlać rzeczywistość, więc konieczne jest, aby miał identyczne wyposażenie. Samo sklejanie i malowanie to najbardziej czasochłonna zabawa.

Ile to trwa?

- Znam ludzi, którym zajmuje to miesiąc, a znam takich co sklejają model przez trzy lata. - barwnie opisuje Jabłoński.

Klub sobie złożyliśmy

- Ślęcząc godzinami nad czołgiem czy samochodem mogę się odstresować. To dla mnie odskocznia od problemów dnia codziennego. Poza tym w każdym egzemplarzu, który składam zapisana jest jakaś historia. Ktoś w takim czołgu walczył, strzelał i ginął. Dzięki mojej pracy mogę ożywić ten sprzęt - zaznacza Imieliński, członek klubu ZTS Lublin.

ZTS Lublin to bardzo ciekawa inicjatywa. Założono go w 2003 r. Jego ojcami jest trójka pasjonatów z Lublina: Robert Danilczuk, Jabłoński i Imieliński. - Jeździliśmy na różne zawody. Nasi koledzy z innych województw byli pozrzeszani w różne kluby, a my zawsze startowaliśmy indywidualnie. Pewnego dnia, na wystawie w Zgierzu, postanowiliśmy zjednoczyć nasze siły i złożyć ZTS. Co oznacza skrót ZTS? Zrób to sam - wyjaśnia Imieliński.

Co to jest

Modelarstwo to zresztą nie tylko pasja. To prawie sport. - Jak wędkarstwo. Tuż za naszą południową granicą jest ono obecne w każdej szkole. Na Węgrzech odbywa się jedna z największych imprez modelarskich na świecie. Na miejscowe zawody zjeżdżają tysiące pasjonatów z całej Europy. Tam nikt nie zadaje sobie pytania czy to jest sport - mówi Jabłoński.

Imieliński jest jednak odmiennego zdania. - Sport to za duże słowo. Zawody są świetną okazją do spotkania się z przyjaciółmi i wymienienia doświadczeń, ale nie rywalizacji. Mi tak naprawdę nie zależy na nagrodach, medalach i odznaczeniach.

- W Lublinie największe zawody to Lubelskie Spotkania Modelarskie, które odbyły się w miniony weekend. Wzięło w nich udział aż 240 osób z całej Polski oraz Litwy - wyjaśnia Danilczuk.

Sport czy nie, nasi bohaterowie nie wyobrażają sobie życia bez sklejania.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!