niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

muzyka

Otacza nas bylejakość, zalewa nas analfabetyzm. Rozmowa z Moniką Borzym

Dodano: 8 stycznia 2017, 19:55

Rozmowa z Moniką Borzym, wokalistką jazzową o jej najnowszej płycie „Back to the garden”, na której znalazły się utwory kanadyjskiej legendy Joni Mitchell.

• Dlaczego zdecydowała się pani na Joni Mitchell?

- Muzyka Joni Mitchell mimo że bardzo inspirująca (czerpali z niej między innymi Leonard Cohen, Bob Dylan, Prince) jakoś się do Polski nie przebiła. Zajęłam się jej twórczością, żeby zaznaczyć jej ważne miejsce nie tylko w folku, ale w muzyce w ogóle. Zdecydowałam się na lata 1967-1975 - pierwsze siedem lat twórczości Joni, kiedy Jej kompozytorski geniusz był już niepodważalny, a warstwa muzyczna jeszcze jakby nieco nieopierzona. Pytając o Joni często słyszę, że te utwory nie przetrwały próby czasu, że nie jesteśmy „osłuchani” z taką muzyką, że brzmi ona wręcz oazowo...

Chciałam się z tymi piosenkami zmierzyć, pomóc innym się do nich dostać, „podać” w nieco bardziej aktualnej formie.

• Trudne zadanie?

- W tym czasie Joni nagrała siedem płyt z trudną muzyką, oszczędną w formie, hippisowską. Słuchałam ich na okrągło i wybrałam te, z którymi mogłam się utożsamić i które wydawały mi się plastyczne, chętne do współpracy. Praca nad tą płytą zajęła mi to około roku. Dla mnie to nie są covery. W historii muzyki nie tylko wokaliści ale też instrumentaliści jazzowi wykonują „standardy” czyli piosenki napisane przez wybitnych kompozytorów. Nikt nie nazywa tych kompozycji „coverami”. Ja w poszukiwaniu moich „standardów” zdecydowałam się śpiewać piosenki Joni, które wpisały się już w kanon klasyków. Traktuję je tak samo jak standardy jazzowe.

• Czy ta płyta jest bardziej dojrzała od poprzednich?

- Piosenki, które wybrałam, Joni nagrała pomiędzy 25 a 32 rokiem życia. Jestem teraz w tym samym wieku, w którym ona była po premierze swojej pierwszej płyty. To czas, kiedy dziewczyna przeradza się w kobietę. Bardzo silnie odczuwam tę przemianę. Zaakceptowałam w swoim śpiewaniu subtelność i nostalgię, przed którą przez ostatnie trzy lata próbowałam się bronić. Próbowałam być bardziej dynamiczna, drapieżna. Uświadomiłam sobie, że ukrywałam swoją kobiecość, dziewczęcość pod maską, chroniłam ją zbroją. W tym sensie śpiewanie tych piosenek było dla mnie terapią.

Ta płyta jest też bardziej dojrzała dlatego, że samodzielnie o wszystkim decydowałam: zarówno o sprawach organizacyjnych jak i muzycznych.

• Czy ta płyta jest trochę „na przekór” temu, co dzieje się teraz na rynku muzycznym?

- Otacza nas bylejakość, przeciętność, elektronika „zlepiona” na komputerze. Zalewa nas analfabetyzm, za pisanie tekstów biorą się ludzie, którzy nie mają o tym pojęcia. Nigdy nie chciałam być częścią czegoś takiego. Dla mnie w muzyce najważniejsze są kunszt i emocja. Coraz częściej się o tym zapomina. Instrumentalista używając muzycznego języka przekazuje siebie słuchaczom, swój indywidualny, niepowtarzalny styl, gra swój charakter. Kształcę się muzycznie od kilkunastu lat i kunszt instrumentalistów to moja wielka inspiracja. Muzyka jest dla mnie nośnikiem rzeczy mądrych i pięknych.

• Mieszkała pani w Stanach Zjednoczonych, skąd decyzja o powrocie do Polski?

- Wciąż krążę pomiędzy Stanami i Polską. Nadal mam mieszkanie w Nowym Jorku, współpracuję z amerykańskimi muzykami, co widać między innymi na mojej najnowszej płycie. Do współpracy zaprosiłam m.in. wybitnego gitarzystę z Los Angeles - Mitchella Longa i nowojorskiego producenta Devina Greenwooda. Ale Warszawa to mój prawdziwy dom, nie umiem bez niej żyć. I bez ludzi tu. Poza tym w Europie dużo łatwiej się żyje muzykom. W Stanach, wbrew powszechnym opiniom, wielkim przywilejem jest życie tylko z muzyki. Chyba, że ze statusem gwiazdy. Większość moich przyjaciół jazzmanów poza muzyką ma „normalne” prace.

Czytaj więcej o: muzyka Monika Borzym
Użytkownik niezarejestrowany
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (9 stycznia 2017 o 09:39) 1
Zaloguj się, aby oddać głos
"Otacza nas bylejakość, przeciętność, elektronika „zlepiona” na komputerze. Zalewa nas analfabetyzm, za pisanie tekstów biorą się ludzie, którzy nie mają o tym pojęcia. Nigdy nie chciałam być częścią czegoś takiego." - dlatego zamiast postawić na twórczość autorską, postanowiłam śpiewać cudze utwory. Bardzo sprytnie pani Moniko, zamiast samemu wziąć się za komponowanie, coverować utwory, ekhem, przepraszam... brać się za "standardy" a innych jednocześnie krytykować za brak własnego stylu. Ja znam Joni Mitchell od lat, kocham ją i nie wyobrażam sobie, żeby jakaś pierwsza w boku dziewczyna coverowała jej dzieła i usprawiedliwiała brak własnej twórczości potrzebą promowania Joni. Jak pani chce być prawdziwym artystą to niech pani tworzy, nie odtwarza.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!