czwartek, 19 października 2017 r.

Praca

Gdy nie ma szefa, obijamy się w internecie

  Edytuj ten wpis
Dodano: 19 maja 2009, 15:53

Jeszcze niedawno stereotypem urzędnika była panienka z papieroskiem w dłoni plotkująca przez telefon. Dziś panienka mailuje, stawia pasjansa i wertuje swój profil na portalu społecznościowym.

Agnieszka pracuje w jednym z zielonogórskich urzędów. Ze zrozumiałych względów nie chce podać nazwiska i zaklina nas abyśmy nie podawali firmy. Ile siedzi na necie dla przyjemności?

- Rano sprawdzam pocztę, kontroluję biorytm, czytam wszelkie przypomnienia z mojego portalu społecznościowego i zaglądam na ulubione strony. Czynność powtarzam kilka razy w ciągu dnia - opowiada. - Szczerze? Myślę, że z godzinę dziennie. Ale to nie dla przyjemności, to wymóg dzisiejszych czasów.
Ale natychmiast dodaje, że tylko wówczas, gdy nie ma nic konkretnego do roboty.
- To chyba lepiej niż gdybym gapiła się w okno - dodaje.

Marek, też urzędnik, a nawet funkcjonariusz, przyznaje, że nawet nie zdawał sobie sprawy ile to czasu kosztuje. Ale gdy popatrzył na kolegów zdał sobie sprawę, że sporo. I tylko ci starsi poprzestają na pasjansach.
- Jednak nie palę, nie flirtuję, a surfowanie jest chyba mniej czasochłonne? - dodaje.



Bumelka w sieci

Oczywiście nie jest to nic nowego. Fachowcy nazwali to zjawiskiem cyberslackingiem, cybernetycznym leniuchowaniem, czyli wykorzystywaniem służbowego dostępu do internetu, w godzinach pracy do własnych celów. I pojęciem tym objęte jest nie tylko oglądanie wszelkich "pudelków” i "naszych klas”, ale także robienie przelewów w internetowym banku, czy robienie zakupów w sieci...

Według badań firmy Gemius aż 93 proc. Polaków mających takie możliwości nie żałuje sobie i surfuje w godzinach pracy. To lepszy wynik niż w USA, gdzie ulega tej słabości blisko 90 proc. pracowników. O ile Amerykanie doskonale już wiedzą, że jest to coś niestosownego, o tyle dla Polaków jest to coś zupełnie naturalnego i zupełnie niewinnego. Chwila wytchnienia.
- O ile nie tłuczesz pasjansa godzinami - zastrzega Marek.


Łapią wirusy

Komu to przeszkadza? Oczywiście pracodawcom. I to także tym polskim. Niedawno do redakcji dzwoniła Czytelniczka z pytaniem, czy można ustalić, czy w pracy przegląda prywatną pocztę. I dziwiła się czego od niej chce jej szef.
- Powiedział, że teraz już wie, kto naciąga firmę - opowiada. - A przecież to nie jest ze szkodą dla firmy, nie płaci za impulsy?

Firmowi informatycy tłumaczą, że cybernetyczne leniuchowanie obciąża sieć i naraża ją na atak wirusów, ale tak naprawdę chodzi o czas. Czemu trudno się dziwić skoro wielu pracowników przyznaje, że w godzinach pracy surfuje nawet cztery godziny. Stąd specjalne urządzenia i programy, które nie tylko obserwują co dzieje się na łączach, ale także odcinają od niepożądanych fragmentów sieci.



Wydajność w górę

Każda akcja spotka się z reakcją. Wystarczy prześledzić aktywność internautów, chociażby na aukcjach, by domyślić się, że już dostawcy niektórych serwisów rozbudowują te części swoich usług, które pozwalają ominąć zabezpieczenia, chociażby poprzez pracę w trybie off-line.

Aha, są jeszcze wyniki innych badań. Oto kilka chwil spędzonych w internecie znacznie poprawia podobno wydajność pracy. Na dodatek instalowanie programów kontrolujących zawsze psuje atmosferę w pracy.


  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!