czwartek, 23 listopada 2017 r.

Praca

- Rynek jajek jest już pełny - mówi Janusz Paluch, właściciel firmy "Dakar” mającej swoją siedzibę
- Rynek jajek jest już pełny - mówi Janusz Paluch, właściciel firmy \"Dakar” mającej swoją siedzibę

Janusz Paluch zaczynał od detalicznej sprzedaży na targu,
a teraz jest w trójce największych krajowych potentatów w hurtowym handlu jajkami. We wrześniu jego firma "Dakar”, działająca na giełdzie w podlubelskiej Elizówce, będzie obchodziła dziesięciolecie istnienia

Nigdy nie myślałem, iż moją szansą na zrobienie interesu i źródłem utrzymania będą jajka - Janusz Paluch mówi te słowa ze śmiechem. I opowiada, jak to przed laty, w jesienny poranek, sprzedawał je po raz pierwszy na targu. Miał wówczas dwadzieścia kilka lat. - Tak się tego wtedy wstydziłem, że dostałem szczękościsku, a gdy obok przechodziły młode kobiety, uciekałem od klientów. Trwało to jednak krótko. Szybko zrozumiałem, że to towar jak każdy inny i przy jego sprzedaży obowiązuje profesjonalizm.
Tak jest do dzisiaj. Choć z niektórymi fermami współpracuje od lat, z każdej dostawy wybiera losowo kilka jajek, by w biurze sprawdzić ich jakość. Zwraca uwagę, czy ich skorupka ma odpowiednią porowatość, nie jest śliska, posiada jednolitą barwę. W jajku smażonym kontroluje, czy lekko urosło, żółtko nie zblakło, a z patelni dochodzi miły zapach.
- Lata praktyki i własne sposoby testowania sprawiły, że nie dam się oszukać. Bywa, że po takim badaniu zwracam całą partię dostawcy - mówi.
Start pana Janusza w dorosłe życie nie wskazywał, że będzie ono oparte na tak "kruchych”, a jednocześnie - jak się okazało - solidnych podstawach. Po ukończeniu w 1986 r. Zasadniczej Szkoły Żeglugi Śródlądowej w Kędzierzynie-Koźlu nie chciał być marynarzem słodkich wód. Powrócił więc do Lublina, potem wyjechał do Niemiec, gdzie imał się różnych zawodów. Przez cały czas uczył się w szkole języka niemieckiego, co po zdaniu egzaminu państwowego pozwoliło mu zostać tłumaczem w policji. Niedługo wytrwał: tęsknota, trudności w asymilacji, brak przyjaciół sprawiły, że w 1992 r. wrócił do kraju. Krótko pracował jako tłumacz w LSS, potem niemieckie doświadczenia przekazywał załodze nieistniejącej już społemowskiej piekarni przy ul. Dolnej Panny Marii. Dorabiał malując dachy w jednej z lubelskich spółdzielni mieszkaniowych. Za zarobione pieniądze kupił do spółki z bratem, za 14 mln ówczesnych zł, używaną nysę. Zaczęli handlować właśnie jajami. Po kilku latach brat poszedł w interesach własną drogą, a J. Paluch rozwinął firmę. Sprzedaż detaliczną rozszerzył na hurtową: otworzył dwa pawilony na targu przy ul. Pancerniaków. Teraz ma dwa boksy w Elizówce i tyleż punktów sprzedaży, klimatyzowany magazyn o pow. 60 mkw. oraz sześć specjalistycznych samochodów. Zatrudnia 20 osób, obraca blisko 30 milionami sztuk jaj rocznie.
- Jajka od naszych rodzimych farmerów mają już europejski standard. Termin ich ważności do spożycia wynosi 30 dni, ale jeśli ich nie sprzedam, zwracam je już po 14 dniach - mówi właściciel "Dakaru”. Dużo się też zmieniło w kwestii opakowań - kontynuuje. - Jeszcze dwa lata temu nie można było sprzedać jajek w opakowaniach detalicznych, dzisiaj jest to prawie 80 proc. obrotu. Nowoczesne sortownice producentów opuszcza 15 rodzajów wagowych jaj w 30 rożnych opakowaniach, przykładowo - w kartonowych lub plastykowych, z kodem kreskowym lub bez. Dla smakoszy są w ofercie nieco droższe jajka świeże, nie starsze niż jednodobowe.
Spory rozgłos przyniósł J. Paluchowi konkurs, którego uczestnicy, oprócz 16 nagród pieniężnych, mogą wygrać jedną główną - pracę w firmie "Dakar”. Z dotychczasowych pięciu zwycięzców zgłosiło się i podjęło pracę czterech. Laureat z ostatniego losowania jeszcze się nie zgłosił.
- Konkurs będzie trwać nadal - mówi jego pomysłodawca - bo zamierzam otwierać nowe punkty i będą mi potrzebni dobrzy nowi ludzie.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!