sobota, 3 grudnia 2016 r.

Praca

Manna dla regionu

Dodano: 12 czerwca 2003, 20:05

Lubelskie może być potentatem w wykorzystaniu pieniędzy z Unii Europejskiej. To oznacza szybki rozwój, ale na zrównanie z dochodami w krajach unii i tak przyjdzie nam poczekać dziesiątki lat.

– Lubelskie jest na ostatnim miejscu pod względem zamożności w kraju i tak samo będzie po wstąpieniu do Unii Europejskiej – nie ukrywa Michał Olszewski, specjalista ds. samorządu terytorialnego Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej w Warszawie. I zaraz uzupełnia. – Szybki awans Lubelszczyzny w tej hierarchii może zapewnić przystąpienie do unii krajów biedniejszych, np. Rumunii. Ale to nie poprawi przecież sytuacji materialnej mieszkańców waszego regionu.
Trzy lata temu PKB (ogół dóbr wytworzonych w kraju w danym roku) na głowę mieszkańca UE wynosił 21 tys. USD, w Polsce – 3,7 tys., na Lubelszczyźnie – 2 580.
– Paradoksalnie Lubelszczyzna będąc najbiedniejszym regionem, ma największe możliwości rozwoju w porównaniu z innymi częściami kraju – zapewnia Marcin Nowicki z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową w Gdańsku.
Dlaczego? – Zasada jest prosta: im większa zapaść, tym gwałtowniejszy wzrost gospodarczy po napłynięciu dużych pieniędzy – tłumaczy Zbigniew Prożogo, dyrektor Wydziału Skarbu Państwa Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie. – Ale szczęściu trzeba pomóc.
A o jakie pieniądze może chodzić? – Co roku około 100 milionów euro w ramach dopłat bezpośrednich – wylicza Prożogo. – Te pieniądze obligatoryjnie trafią do rolników i zaczną nakręcać koniunkturę gospodarczą.

Kolejne miliony euro pojawią się w ramach wyrównywania cen skupu produktów rolnych. – Te środki pójdą raczej na konsumpcję – ocenia Olszewski. – Poprawią standard życia niektórych mieszkańców, głównie rolników. Ale nie wpłyną znacząco na rozwój regionu.
– Rozwój będzie zależał od wykorzystania środków strukturalnych. Ale na to trzeba mieć pomysł – uzupełnia Nowicki. – Jaki? Np. poprzez wykorzystanie położenia regionu na drodze miedzy unią a rynkami Europy Wschodniej.
Pieniądze z funduszy strukturalnych będą wykorzystywać samorządy. W większości przypadków 30 proc. środków potrzebnych na inwestycje będą musiały znaleźć we własnym budżecie.
Zdaniem Nowickiego nie możemy korzystać z pomysłów np. Irlandii czy Portugalii, które wcześniej wstąpiły do UE. – To kraje leżące na peryferiach unii – wyjaśnia. – Np. Irlandia postawiła na wykształcenie mieszkańców, ale to nie jest droga dla Lubelszczyzny, gdzie odsetek osób z wyższym wykształceniem jest jednym z najwyższych w kraju.
Regionalna strategia innowacji, czyli jak najkorzystniej wykorzystać pieniądze z UE, ma być gotowa do końca 2004 r. – I od tego czasu czeka Lubelszczyznę co najmniej 20–30 lat ciężkiej pracy, aby dogonić rozwinięte regiony Polski, np. Wielkopolskę – szacuje Olszewski.
– A na zrównanie się z krajami unii trzeba będzie poczekać jeszcze dłużej – ocenia Nowicki. – Ale i tak miasta będą się rozwijały szybciej niż gminy wiejskie.
Np. w Hiszpanii najbogatsze regiony po 20 latach obecności w UE osiągnęły dopiero 70 proc. średnich dochodów unijny.

Na co może liczyć Lubelszczyzna?

Głównie chodzi o korzyści ze Wspólnej Polityki Rolnej. Zmiany cen skupu dadzą Lubelszczyźnie 108,5 mln euro (tyle co na Podlasiu), dopłaty bezpośrednie – 99,2 mln, zaś fundusze strukturalne – 82,2 mln euro. W sumie Lubelszczyzna dostanie co roku w latach 2004–2006 r. średnio po 289 mln euro (trzecie miejsce w Polsce, po Mazowszu i Wielkopolsce).
Źródło: IBnGR
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO