poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Praca

Urlop na żądanie - kłopot na zawołanie

Dodano: 3 lutego 2008, 17:57

Kiedyś pracownik brał wolne bez zgody pracodawcy, gdy miał ważną sprawę
do załatwienia lub był skacowany. Teraz - gdy chce lepiej zarabiać

Te lewe zwolnienia to był kiedyś mały pikuś przy tym, co się teraz wyrabia w majestacie bzdurnego prawa! - denerwuje się pan Janusz, lubelski przedsiębiorca. - Pracownicy, jak się zorientowali,
że terminy mnie gonią, nagle masowo zaczęli odczuwać potrzebę natychmiastowego wypoczynku.

Wiadomo - żeby wymusić podwyżki...

W poniedziałek nie przyszło czterech - wzięli urlop na żądanie.
We wtorek na urlopach było już siedmiu.
W środę - dwunastu.
W czwartek - dziesięciu. Plus pięciu nagle się rozchorowało.
W piątek pan Janusz się ugiął - podniósł wszystkim stawkę o dwa złote.
Sobota była wolna.
W poniedziałek zabrakło tylko jednego pracownika.
- Jest w gipsie, nie symuluje - tłumaczy pan Janusz.
- Trzeba było z nami tak
od razu!
- pan Kazik (prosi, żeby zmienić mu imię) przyznaje, że prawo do urlopu na żądanie on i koledzy wykorzystali z pełną premedytacją do wywalczenia podwyżki. - Nie chciał, sknerus, dać po dobroci, to trzeba go było przycisnąć. Te dwa złote za godzinę wcale nas nie zadowala, chcemy pięć. Ale rozumiemy, że chłop ma nóż na gardle - kontrahent straszy sądem, a poprzednie roboty jeszcze nierozliczone - to daliśmy mu szansę. Do marca. Jak się nie poprawi, to... urlopu jeszcze mamy sporo.

Kazik trochę przesadza

- aż tak bardzo dużo urlopu, który mógłby np. posłużyć do robienia na złość pracodawcy ani on, ani jego koledzy już nie mają; znaczną jego część zdążyli wykorzystać. Podobnie, jak w ostatnich dniach i tygodniach, pracownicy służby zdrowia czy celnicy.
Nie namawiając nikogo do stosowania urlopu na żądanie w celu wywierania presji na pracodawcę, podpowiadamy, jak korzystać z tego, wprowadzonego zaledwie przed kilkoma laty, dobrodziejstwa. Dodajmy - wprowadzonego m.in. na wniosek przedsiębiorców, którzy mieli już dość nadużywania przez pracowników zwolnień lekarskich.
Podpowiadamy tym chętniej, bo niewykluczone, że

to już ostatni sezon takich urlopów.

Nauczone przykrymi doświadczeniami ostatnich tygodni organizacje zrzeszajace pracodawców postulują bowiem, by urlopy na żądanie, jako szkodliwe dla przedsiębiorców, zlikwidować.
Chcieliśmy dobrze, a strzeliliśmy sobie w piętę
- konkluduje smętnie pan Janusz.
Wprowadzenie urlopów na żądanie nastąpiło w momencie, kiedy rynek pracy należał do pracodawcy, kiedy bezrobocie było dwucyfrowe. To pracownika trzeba było wówczas chronić przed nadmierną eksploatacją ze strony przedsiębiorcy, dać mu możliwość wyrwania się z firmy, by mógł załatwić swe pilne sprawy osobiste, których nie był w stanie przewidzieć w rocznym planie urlopowym. To działało bez większych zgrzytów do czasu, aż lekarze odkryli, że prawo do urlopu na żądanie można świetnie wykorzystać jako oręż w walce o lepsze płace.

Jak to działa

Jeśli pracownik nieoczekiwanie potrzebuje wolnego dnia (albo dwóch, maksymalnie czterech), może nie stawić się pracy, tylko wysłać maila lub zadzwonić do szefa i powiedzieć: biorę urlop na żądanie. W każdym roku kalendarzowym pracownik ma prawo wykorzystać cztery dni w terminie przez siebie wybranym i niekoniecznie wszystkie od razu Jak z samej nazwy wynika, pracownik nie potrzebuje prosić pracodawcę o zgodę na otrzymanie owego urlopu - on go żąda.
Urlop na żądanie nie jest jednak - jak niektórzy mylnie sądzą - jakimś dodatkowym bonusem; mieści się on w wymiarze należnego danemu pracownikowi urlopu wypoczynkowego. Oznacza, że można go wziąć, pod warunkiem że urlop wypoczynkowy nie został w danym roku całkowicie wykorzystany.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!