środa, 23 sierpnia 2017 r.

Puławy

Awantura na dworcu

Dodano: 2 kwietnia 2008, 20:35

Ponad 40 osób, wraz z burmistrzem Nałęczowa stawiło się na dworcu PKP, aby spotkać się z komisją

przysłaną z lubelskiej kolejowej centrali. Nie usłyszeli dobrych wiadomości. Właściwie to nie usłyszeli... niczego.

- Wysłałem do kolei pismo w sprawie przejścia. Dostałem odpowiedź z zaproszeniem na spotkanie, więc jestem - mówił mieszkańcom Andrzej Ćwiek, burmistrz Nałęczowa.

Wczoraj dworcowa poczekalnia zapełniła się mieszkańcami okolicznych wsi, których codzienne ścieżki krzyżują się z nałęczowskimi torami. - To dla nas prawdziwa partyzantka. W końcu to najkrótsza droga na PKS, do ośrodka zdrowia, szkoły, apteki, pracy czy urzędu - argumentował Jan Galiński. W podobnym tonie wypowiadali się mieszkańcy, którzy liczyli, że ich wieloletnie starania w końcu przyniosą skutek. Szybko się rozczarowali.

Okazało się bowiem, że spotkanie zwołała sekcja kolei, która nie posiada żadnych uprawnień do decydowania o tego typu inwestycjach. Do prowadzenia rozmów lubelska dyrekcja PKP wyznaczyła naczelnika wydziału eksploatacji Zygmunta Grzechulskiego, który dość szybko rozwiał nadzieje mieszkańców.

- Przysłano mnie, żeby się z państwem spotkać i rozpoznać możliwość budowy poziomego przejścia lub kładki. Pierwsza opcja odpada, bo pociągi, które się tutaj nie zatrzymują musiałyby wytracać prędkość - poinformował delegat. Z kolei kładka mogłaby kolidować z planami przebudowy linii Warszawa-Dorohusk. - A to wiąże się z koniecznością przebudowy całej stacji, ale dokładnej dokumentacji jeszcze nie ma - mówił naczelnik Zygmunt Grzechulski.

- Czy nie można kładki zbudować już teraz? - pytali zdenerwowani mieszkańcy. - W zasadzie można, ale trzeba skompletować dokumentację - szczera odpowiedź naczelnika Grzechulskiego wzbudziła salwę śmiechu.

- Myślałem, że zaczynamy poważną rozmowę, ale tylko marnujemy czas. To śmieszne. Nie usłyszeliśmy niczego. Spotkam się z dyrektorem lubelskiej kolei i poproszę o konkretną odpowiedź, a państwu obiecuję, że będę trzymał rękę na pulsie - oświadczył zebranym burmistrz Ćwiek.

Przepychanki i starania o bezpieczne przejście trwają od dwóch dekad. - Wygląda na to, że nadal będziemy narażać nasze życie i zdrowie. Kolej zwyczajnie nas ignoruje. Teraz przysłali do nas człowieka po to, by zyskać na czasie - mówił Jacek Michalewski, rozżalony mieszkaniec Drzewc.
Czytaj więcej o:
Arek
kolo
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Arek
Arek (8 kwietnia 2008 o 09:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Temat rzeczywiście poważny, choć jak zwykle redaktorzy "Dziennika Wschodniego" wyszli z założenia socjalistycznego "Czy się stoi, czy się leży..." Również poziom artykułu jest niski i świadczy o braku kompetencji piszącego i tak:
1. Spotkanie zwołał Zakład, a nie Sekcja kolei. Sekcja jest bowiem jednostką wykonawczą Zakładu.
2. Nie istnieje coś takiego jak lubelska kolejowa centrala (nie mam pojęcia skąd autor tekstu wpadł na pomysł takiej nazwy).
3. Co do sprawy ma burmistrz Nałęczowa, skoro sprawa dotyczy mieszkańców wsi Drzewce (czyżby chciał rozszerzyć swe włości i już myśli o kolejnych wyborach burmistrza?)?
Autorowi radziłbym sprawdzanie tego o czym pisze artykuł, zanim jeszcze go napisze.
Teraz odnośnie meritum sprawy:
1. Nie jestem przeciwnikiem kładki, ale kasę (a przynajmniej jej część) powinien wyłożyć ten, komu na niej zależy, czyli właściwy Urząd Gminy. Jaki w tym interes ma akurat kolej, która jest właścicielem terenu? (Tak, tak Panie Redaktorze, cywilizowane kraje zachodnie dzielą koszty takich inwestycji, a u nas wymaga się wyłacznie od kolei finansowania inwestycji niekoniecznie potrzebnych do jej funkjonowania).
2. Gwarancją bezpieczeństwa mieszkańców powinna być również ich ostrożność podczas przechodzenia przez tory.
3. Gdy kładka kiedyś w końcu powstanie mieszkańcy i tak będą chodzić przez tory, bo po schodach będzie im pod górę. Więc pytanie: komu i po co ta inwestycja?
Rozwiń
kolo
kolo (4 kwietnia 2008 o 07:02) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
No tak. Jakie to typowo polskie...
Problemy, problemy. A wszystko sie rozbija jak zwykle o kasę. No bo wiadomo - po pierwsze kto ma to zrobić i wyłożyć fundusze - i po drugie jak już zbudują - kto ma to konserwować, odpowiadać za stan techniczny i bezpieczeństwo tym samym. Kolej, czy lokalne władze gminy? I o to sie głównie rozchodzi... o kasę.

I tak wkoło macieju, a ludziska biegają po torowisku...

Powodzenia ślepa Gienia
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!