wtorek, 26 września 2017 r.

Puławy

Taaaaaaka ryba z taaaaakimi zębami!

Dodano: 21 lipca 2006, 09:25

Zamiast leszcza ryba... z zębami.
To połów Mariusza Ciesielskiego. Taki sam jak jego sąsiada dzień wcześniej. Wędkarze są pewni: to piranie.

Jezioro Matygi to dawne koryto Wisły w pobliżu Dęblina. Popularne wśród tutejszych wędkarzy. Bracia Mariusz i Piotr Ciesielscy łowią tu często, ale tego, co wyciągnęli z wody kilka dni temu, nie zapomną do końca życia. - Mój brat najpierw myślał, że to mały karp. Potem, że leszcz. Sięgnąłem podbierakiem, wyciągam rybie haczyk z pyska, a tu... zęby. Wtedy wiedziałem już, że to pirania - opowiada Piotr Ciesielski.
Taką samą dzień wcześniej złowił sąsiad Ciesielskich z Borowej Tomasz Jakubicz. - Trudno było ją wyciągnąć, ważyła z pół kilograma. Ale szybko zdechła. Zamroziliśmy ją i jeszcze nie wiemy, co z nią zrobić. Ale to na pewno pirania. Sąsiad miał kiedyś takie w akwarium. Wszystko się zgadza, to pirania czerwona - opowiada o złowionym okazie Paweł Jakubicz, kuzyn pana Tomka.
O nietypowych połowach w jeziorze mówi teraz cała wieś. Ciesielscy swoją piranię wpuścili do oczka wodnego i ryba jest miejscową atrakcją. - Ludzie przychodzą ją do nas obejrzeć i tylko kręcą głowami z niedowierzaniem. Ale w jeziorze jakoś już nikt się nie kąpie - śmieje się pan Piotr.
Piraniami straszy się teraz
we wsi dzieci. - Żeby na głęboką
wodę nie wchodziły, bo tam są groźne ryby. Ale popłochu nie ma, ludzie się specjalnie nie boją. Tyle, że mała sensacja, każdy biega oglądać
- mówi Wiesław Gawriołek, sołtys Borowej.
Sprawą zajęło się dęblińskie koło Polskiego Związku Wędkarskiego, do którego należą także wędkarze z Borowej. - Podejrzewamy, że tych ryb może być więcej. Jeden z wędkarzy, który wyciągnął piranię, mówił nam, że miał kilka podejrzanych brań na wędkę. Dziś mamy spotkanie z wędkarzami z Borowej, będziemy się zastanawiać, co z tym zrobić - mówi Marian Pieprzowski, prezes koła PZW w Dęblinie.
Przedstawiciele związku oglądali jedną ze złowionych ryb. Tomasz Jakubicz przyszedł ją pokazać. - To dość duży okaz, około 30-centymetrowy. Bez wątpienia pirania - dodaje Pieprzowski.
Prezes uważa, że jakiś akwarysta chciał się pozbyć drapieżnych okazów i tak znalazły się w jeziorze Matygi. Tak samo twierdzi profesor Stanisław Radwan z katedry hydrobiologii i ichtiobiologii Wydziału Biologii i Hodowli Zwierząt lubelskiej Akademii Rolniczej. - Ktoś się znudził hodowlą w akwarium i wypuścił. Ale takie pojedyncze okazy nie są groźne dla ludzi, bo pirania poluje stadami - tłumaczy.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!