czwartek, 14 grudnia 2017 r.

Rozrywka

Jeżdżą bokiem po Torze Lublin (wideo)

  Edytuj ten wpis
Dodano: 9 maja 2008, 18:47
Autor: Paweł Puzio

Już nie liczę ile włożyłem w mojego nissana. Pewnie kupiłbym sobie mieszkanie pod miastem.

Wolę tego nie sumować, bo dostałbym zawału - mówi Bartosz Stolarski z Warszawy, zwycięzca sobotniego Toyo Drift Cup 2008. Jest to sport w czystej formie, bo nagrody od sponsorów pokrywają lichy ułamek wydatków na sprzęt.

W lubelskich zawodach zorganizowanych przez Polską Federację Driftingu wzięło udział 53 zawodników. To jest więcej niż w rajdzie Elmot, który ruszył wczoraj. - Do Lublina na I eliminację przyjechało 53 zawodników. To bardzo dużo.


Załadowane przez: Dziennik Wschodni. Realizacja Łukasz Minkiewicz


Do sobotnich finałów zakwalifikowała się 30 jeźdźców. Wygrał Bartosz Stolarski z Warszawy - wyjaśnia szczegółowo Magda Budek, event manager w Polskiej Federacji Driftingu. - Pierwszą eliminację oglądało ponad 2800 kibiców. Taka frekwencja nas mile zaskoczyła - dodaje Budek.

90 na \"budziku”

- To jest naprawdę diabelnie widowiskowe. Wózki idą slajdem, silniki wyją, brakowało tylko dymu spod opon. Ale i tak był czad, choć lało jak z cebra - mówi Tomasz Skórski, kibic z Kielc.

- Nie było łatwo. Trasa była trudna, techniczna i szybka. Naprawdę duże słowa uznania - mówi Bartosz Stolarski. - Drift to kwintesencja jazdy. Jest szybkość i jazda bokiem. Akurat podczas I eliminacji jeździliśmy 60, 70 na godzinę, bo padał rzęsisty deszcz. Gdyby było sucho, myślę, że i "90” pojawiłaby się na "budziku”. A to w przypadku driftu jest bardzo szybko. Zwykły śmiertelnik po takiej przejażdżce ma dość. Ale do tego sportu trzeba być nienormalnym - dodaje Stolarski, który w ten sport bawi się już trzy lata.

Będzie akademia

Jak każdy młody sport, tak i drift to duża grupa zapaleńców. Jeżdżą wyłącznie dla sportu, bo nagrody dla najlepszych są dość skromne - 2000 złotych dla zwycięzcy eliminacji, nagroda główna komplet opon Toyo wart 6-7 tysięcy, dla triumfatora cyklu. - Tu chodzi o radość z jazdy, rywalizację i adrenalinę. Życie ma smak, kiedy bokiem się sunie po łuku.

Lubelska impreza, współorganizowana przez Automobilklub Wschodni, zebrała same pochwały za organizację. - Mimo ogromnej wody lejącej się z nieba, wszystko działało - komputery, elektroniczny pomiar czasu. Tor do jazdy był ustawiony perfekcyjnie - dodaje Stolarski.

- Patrząc po Kronie toru, na której stały tysiące kibiców, wiemy jedno: ten sport ma przyszłość. Prawdopodobnie otworzymy na Torze Lublin Akademię Driftu - mówi Kuba Jankowski z Automobilklubu Lubelskiego. Kolejna eliminacja Toyo Drift Cup za rok. To nie znaczy jednak, że w tzw. międzyczasie na Torze Lublin nie pojawią się auta sunące bokiem.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!