wtorek, 17 października 2017 r.

Rozrywka

Nie jestem chory psychicznie

  Edytuj ten wpis
Dodano: 19 września 2008, 18:26

Rozmowa z Grzegorzem Halamą

• Jak doszło do tego, że absolwent technikum elektrycznego został kabareciarzem?

- Byłem uczniem technikum elektryczno-elektronicznego. I to jeszcze w tym czasie kolega namówił mnie na kabaret.

• To raczej zawód dla humanistów...

- Taki podział jest zbyt schematyczny. Stanisław Lem był przecież jednym z najwybitniejszych polskich pisarzy i nie ma problemu z tym, że wykształcenie miał również techniczne.

• Ale pan za techniką nigdy chyba nie przepadał. Krążą plotki, że zamiast do szkoły wolał pan chodzić na wagary?

- Może pod koniec technikum. Wtedy już wiedziałem, że będę wolał robić artystyczne rzeczy niż kontynuować zawód technika-elektronika, więc, powiedzmy, że szkołę zacząłem traktować swobodniej. Ale też bez przesady, żebym był strasznym wagarowiczem. Byli lepsi.

• Lepsi byli też w wojsku? Słyszałam, że miał pan tam śmieszne przygody?

- No już teraz śmieszą, ale wtedy było to raczej przykre. Po tym, jak nie dostałem się do szkół artystycznych, trafiłem w końcu do wojska, chociaż bardzo starałem się go uniknąć. W tym czasie nie mogłem ani kontynuować swoich artystycznych pasji, ani przygotowywać się na studia. Po prostu zostałem załatwiony przez nasze państwo. Ale nie było aż tak ciężko i w końcu trafiłem do orkiestry. Tam przeczekałem.

• Nie próbował pan wymigać się od kamaszy?

- Oczywiście, że próbowałem. Wojsko nie bardzo mi pasowało. A w wojsku nie ma stanów pośrednich: albo ktoś jest zdolny do służby wojskowej, albo do tej służby nie jest zdolny. Szansę uznania mnie za niezdolnego dawało spotkanie z psychiatrą. A że nie byłem w sumie chory psychicznie, to ta wizyta była bardzo pocieszna. On spytał, czy zdałem maturę. Powiedziałem, że zdałem. Wpisał więc do książeczki zdrowia, że mam maturę, i odesłał do wojska. A oni nawet nie wiedzieli, co z tym za bardzo zrobić.

• W wojsku było śmiesznie?

- Odsłużyłem trzynaście miesięcy. Szczęście w nieszczęściu, że trafiłem do Szczecinka, w którym wprowadzono rygorystyczny zakaz "fali”. W konsekwencji okazało się, że osoby chwiejne i niewiadome, a na taką musiałem wyglądać, kierowano właśnie tam. Nie było tak źle, bo grałem na gitarze i trafiłem do orkiestry. Dzisiaj z ręką na sercu mogę powiedzieć, że wojsko nie było ciężkie, ale raczej monotonne i kompletnie pozbawione sensu.

• W naszym kraju chyba jest dość dużo życiowych inspiracji?

- To nie zależy od kraju, a raczej od osobowości artysty, który wymyśla skecze. Przecież powstaje bardzo dużo uniwersalnego humoru, bez względu na to, w jakim zakątku świata był tworzony. W tym aspekcie pasowałoby stwierdzenie, że piękno jest wokół patrzącego.

• I to z tego piękna powstał chyba najbardziej znany pana bohater, Józek?

- Z Józkiem to była praca, praca i jeszcze raz praca. Chciałem stworzyć postać, no i stworzyłem. Wiedziałem, że w historii kultury światowej zapamiętywane są postaci charakterystyczne, właśnie przez swój specyficzny sposób postrzegania i obserwowania świata. Taki też jest pan Józek.

Agnieszka Kaszuba/Kurier Poranny
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!