czwartek, 14 grudnia 2017 r.

Świdnik

Cisza przed burzą

  Edytuj ten wpis
Dodano: 26 czerwca 2006, 20:54
Autor: (kap, rp, mb)

Witold W. ze Świdnika, który zdaniem Zyty Gilowskiej "wrobił ją” w sprawę lustracyjną, w zeszłym roku został skazany za wynoszenie dokumentów z Urzędu Ochrony Państwa - oznajmiła wczoraj rzeczniczka lubelskiego Sądu Okręgowego.
Nic więcej na razie się nie wyjaśniło.

Wczoraj przed domem Witolda W., męża przyjaciółki Gilowskiej, znowu koczowali dziennikarze. Ale ani on, ani jego żona Urszula, nie mieli ochoty na rozmowę. Witold W. rano odebrał od nas telefon. - Przez was moja matka dostała zawału - stwierdził. - Jadę teraz do szpitala. Proszę zadzwonić później.
Ale po południu telefonów już nie odbierał. Może dlatego, że rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie, Barbara du Chateau ogłosiła wczoraj, że w zeszłym roku Witold W. został prawomocnie skazany na 8,1 tys. zł grzywny przez Sąd Rejonowy w Lublinie za wynoszenie tajnych akt z UOP, gdzie służył w latach 90.
Po południu z domu Witolda W. wyszła starsza kobieta. Żeby wrzucić list do skrzynki i obsztorcować dziennikarzy. Kobieta twierdziła, że oprócz niej w domu nikogo nie ma. Ale wewnątrz dało się słyszeć głosy dwóch osób. A po chwili przyjechali policjanci. Po rozmowie z gospodarzami posesji polecili dziennikarzom rozejść się.
Milczy też lubelski oddział Instytutu Pamięci Narodowej. Zwłaszcza na temat raportów SB odnalezionych właśnie tutaj w grudniu i styczniu 2005/2006 r. Miały się w nich znajdować informacje przypisywane tajnemu współpracownikowi "Beata”. Jak podają media, z zapisów ewidencyjnych ma wynikać, że TW "Beata” to Zyta Gilowska.
- Nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie - odpowiadał wczoraj na każde pytanie Andrzej Borys, dyrektor IPN w Lublinie, zasłaniając się tajemnicą służbową. - Jakiekolwiek informacje możemy przekazać tylko rzecznikowi interesu publicznego, prokuraturom albo Zycie Gilowskiej. Ale nikt z nich nie zwrócił się do nas po żadne dokumenty.
Jedna z ogólnopolskich gazet podała wczoraj, że Gilowska miała przekazywać służbom specjalnym informacje na temat osób, które przyjeżdżały pod koniec lat 80. na letnie kursy w Centrum Języka i Kultury Polskiej na KUL.
- W większości byli to polonusi ze Stanów Zjednoczonych i Kanady. Pojawiali się też obywatele wielu krajów europejskich, m.in. Niemiec, Holandii czy Anglii - wyjaśnia Andrzej Jaroszyński, dyrektor centrum w latach 1984-
1990. - Ale Zyta Gilowska nie prowadziła u nas żadnych zajęć. Nie była pracownikiem ani współpracownikiem naszej letniej szkoły.

W czwartek okaże się, czy Zyta Gilowska będzie miała proces lustracyjny. Sąd Lustracyjny rozpatrzy wtedy wniosek rzecznika interesu publicznego. Prokuratura w Gdańsku zbada zaś, czy rzecznik dopuścił się szantażu wobec byłej wicepremier. Bo Gilowska złożyła w sobotę zawiadomienie, że padła ofiarą szantażu lustracyjnego.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!