sobota, 21 października 2017 r.

Świdnik

Na półkach był tylko ocet

  Edytuj ten wpis
Dodano: 12 stycznia 2006, 13:54

Co najczęściej odpowiadała ekspedientka w peerelowskim sklepie? - "Nie ma”, "wyszło”, "nie dowieźli”. Egzotyczne owoce - tylko na święta. Czarne buty - proszę bardzo, ale tylko z… aktem zgonu. Tak było we wszystkich sklepach, również w Świdniku

Lepsze towary - za dolary

Teoretycznie, w latach sześćdziesiątych obcej waluty nikt nie powinien mieć. W praktyce wyglądało to trochę inaczej. Kwitł nielegalny handel dolarami, które przydawały się choćby z tego względu, że w każdym większym mieście funkcjonował sklep Peweksu, gdzie za dewizy można było kupić markowe ubrania (np. dżinsy), kosmetyki, papierosy, alkohol, zabawki i żywność. Świdnicki Pewex był bodaj najlepiej zaopatrzony w naszym regionie.
Po modne ciuchy jeździliśmy też na bazary. Najsłynniejszy był Bazar Różyckiego w Warszawie, a także bazar w Rembertowie, gdzie kupowało się głównie ubrania dżinsowe.
Handel w naszym mieście za czasów PRL to były przede wszystkim społemowskie sklepy. Przetrwały do dziś. - Obecnie prowadzimy 10 sklepów spożywczych i dwa przemysłowe - mówi prezes Antoni Dejko. - Mamy własną piekarnię, z której codziennie świeże pieczywo trafia do odbiorców w Świdniku, Lublinie, Łęcznej.
Kiedy prezes Dejko ogląda stare fotografie przedstawiające obrazki z życia świdnickiego handlu, potrafi określić czas, w którym zostały wykonane. Np. ta z oddziałowego zgromadzenia "Społem” pochodzi z roku 1996, gdy świdnicka spółdzielnia świętowała jubileusz swojego 20-lecia.
Rozpoznaje też osoby: ówczesnego prezesa Wacława Madeja (ten na mównicy) i zasiadających za stołem prezydialnym - Tadeusza Karasiaka (dyrektora Zasadniczej Szkoły Zawodowej, szkolącej handlowców), Wacława Wermara (zastępcę kierownika działu gastronomii WSS w Lublinie), Szczepana Pieńkowca (kierownika wydziału handlu UM w Świdniku), Ignacego Pietraszka (wiceprezesa WSS w Lublinie) i Adolfa Borowika (działacza spółdzielczego).

Lata 70.

Spółdzielczość społemowska wkroczyła do Świdnika w 1976 r. w wyniku reorganizacji handlu w mieście. Przejęła wtedy odpłatnie sklepy, restauracje, bary, piekarnię i ciastkarnię od firm dotychczas je prowadzących.
A sklepów było sporo: 22 spożywcze, cztery przemysłowe i pięć małych sklepików - o łącznej powierzchni 2718 mkw. Ponadto piekarnia i ciastkarnia oraz osiem zakładów gastronomicznych (w tym m.in. restauracje "Świdniczanka” i "Lotnicza”, bary "Zacisze” i "Michał”, kawiarnie "Jubilatka”, "Ja i Ty” i "Mariola”). "Społem” zatrudniało 370 osób. I stale się rozwijało. Oprócz sklepów firma prowadziła także zakłady fryzjerskie, krawieckie, kosmetyczne, koła zainteresowań dla dzieci i młodzieży, kursy i pokazy.

Trudne lata osiemdziesiąte

Lata osiemdziesiąte to wprawdzie okres dalszego rozkwitu spółdzielni, ale także dużych trudności związanych z brakiem żywności w kraju. Obowiązywał wtedy system nakazowo-rozdzielczy. Podstawowa żywność sprzedawana była na kartki. Klienci coraz częściej psioczyli na handel. Jedyne, czego nigdy nie brakowało, to był…ocet. W 1985 r. spółdzielnia zatrudniała 643 osoby i prowadziła działalność handlową w 26 sklepach o powierzchni 3310 mkw.

Okres transformacji

Lata dziewięćdziesiąte to początki gospodarki rynkowej, prywatyzacji oraz rozwój prywatnego handlu. Dotychczasowe sklepy społemowskie prowadzone w lokalach dzierżawionych od PGKiM oraz Spółdzielni Mieszkaniowej "poszły pod młotek”. Spółdzielnia straciła 14 sklepów i sześć zakładów gastronomicznych, wygrywając jednocześnie przetarg na trzy dotychczas prowadzone placówki handlowe.
Prywatyzacja dotknęła również usług w ośrodku "Praktyczna Pani”, gdzie zlikwidowano wszystkie punkty, a pomieszczenia oddano - z uwagi na wysoki czynsz - Spółdzielni Mieszkaniowej. Pracę straciło 125 osób.

Dzień dzisiejszy

To przede wszystkim konkurencja. W Świdniku jest 9 marketów.
- Jeszcze do niedawna - mówi prezes Antoni Dejko - stanowiły one zagrożenie dla małych sklepów, które najszybciej i najboleśniej odczuły działanie konkurencji. Jednak dziś klienci zaczynają odwracać się od wielkich sieci handlowych i wracają do sklepików osiedlowych. To powoduje, że mamy się całkiem dobrze. W ostatnich dwóch latach wypracowaliśmy nawet zysk. W trzech naszych sklepach można już płacić kartą bankomatową, a we wszystkich płacić rachunki za prąd, gaz, telefon, abonament radiowo-telewizyjny oraz doładowywać karty telefoniczne. Jak widać skutecznie opieramy się konkurencji.
Janusz Świąder
Fot. Archiwum prywatne

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!