piątek, 20 października 2017 r.

Świdnik

Piaski, godz. 13.15

  Edytuj ten wpis
Dodano: 27 kwietnia 2006, 11:45

Pod księgarnią Szczepana Maniszewskiego stoi 5-letnia Małgosia z Józefowa. W rękach trzyma pozytywkę pełną czekoladowych ciasteczek. W zakładzie fryzjerskim Zofia Siuda z Kolonii Kozienice Dolne poprawia sobie humor nową fryzurą. Dwa domy dalej na ławeczce siedzi Adam Żak, miejscowy cukiernik. A Józef Korzeniowski z Kolonii Kębłów ładuje na rower kapustę kupioną w zieleniaku Anny Chomy.

Pozytywka gra za każdym razem, gdy Małgosia wyciągnie z niej ciasteczko. Jej mama ma na plecach podróżny plecak i sportowe mocno wydeptane buty. Na piechotę jest do Piask taniej. Małgosia tęsknie spogląda w otwarte drzwi księgarni. Ale dziś kredek nie dostanie, bo nie ma na nie pieniędzy.
Szczepan Maniszewski mieszka w Piaskach z dziada pradziada. Jego rodzina co najmniej od 1833 r., kiedy Jan Maniszewski był pisarzem w majątku Kębłów.
- W księgarni pracuję już 11 lat. Poza Grocholą rzadko kto książkę kupi. Trochę broszur z polskiego, tani długopis, zeszyt. Czytam "Donos na Karola Wojtyłę” i czekam na ludzi - mówi Maniszewski.

Cały czas do przodu

Bożena Juchkiewicz prowadzi przy ul. Piłsudskiego zakład fryzjerski. Na ścianie wisi obraz jej męża Andrzeja. Andrzej jest na zasiłku. Mają trójkę dzieci. Sylwia chodzi do szóstej klasy, Michalina do trzeciej, Marcel do zerówki.
Na prawym fotelu siedzi Zofia Siuda z Kolonii Kozice Dolne. Poprawia sobie humor, bo jak człowiek zrobi sobie trwałą, to od razu porządniej wygląda.
- W zakładzie fryzjerskim najpierw trzeba być psychologiem. Słuchać ludzi, wiedzieć kiedy gadać, kiedy przestać - śmieje się Bożena, która wcale nie wygląda na matkę Polkę, ale nią jest.
Wieczorem siada przy stole, wyciąga obolałe nogi i patrzy w ścianę.
- Wytrzymam tak 5 minut i hop do przodu. Kolacyjka, dzieci. Jestem szczęśliwa - mówi z uśmiechem.

Na ławeczce

Dwa domy dalej siedzą: Adam Żak, jego syn Tomek i Mirek Wierzbik.
Adam Żak jest cukiernikiem. W Piaskach od 1977 r. Przyjechał z Cieplowa koło Radomia. Tomek pracuje na saksach. Gdy obaj odpoczywają na ławeczce, w cukierni na Lubelskiej dyżuruje Jacek Żak.
Adam zrobił dziś krem do tortów. Wypiekł chrupiące rurki po 14,60 za kg. W cukierni czeka na łasuchów makowiec po 10,30 i napoleonki po złotówce sztuka.
Mirosław Wierzbik ma sklep hydrauliczny. Od 11 lat na swoim.
- Mam wszystko, co potrzeba w domu, ogrodzie i polu. Drzwiczki do kaflowego pieca, kosiarki, gwoździe. Co idzie? Skończyły się grzejniki. Teraz pójdą kosiarki, na jesieni ruszą się kafle - mówi z uśmiechem.
Czy da się z tego wyżyć?
- Raz lepiej, raz gorzej, ale u siebie - śmieje się pod wąsem.

Najlepsze warzywa

Są u Anny Chomy. Na swoim od 13 lat. Dwójka dzieci. Dominik zdaje maturę, Christian chodzi do liceum. Do sklepu się nie garną. Raczej chcą uciec z Piask.
W warzywniaku dostaniesz solone śledzie z beczki. Takie same, jakie sprzed wojny pamięta regionalista i historyk Piask Lucjan Świetlicki.
Koło 10 ludziom kończą się pieniądze, więc Anna zapisze zakupy na zeszyt.
Józef Korzeniowski z Kolonii Kębłów kupił kapustę na bigos i pakuje ją na rower.
Ziemię oddał za rentę i stara się z żoną Krystyną jakoś żyć.
- Tatuś znał dwie drogi: do kościoła i do Pana Boga. I ja na tej drodze zostałem - Józef mówi ze wzruszeniem. Jeszcze kupi chleb w GS i pojedzie do domu wydoić krowę. Wypije świeżego mleka i pójdzie do sąsiada.
- Dawniej to szedł człowiek do kościoła, zjadł obiad i zagadał do drugiego pod jabłonią. Inaczej było żyć. Teraz zamkną się z telewizorem na bloku i tyle. Co oni z życia mają - dodaje z zadumą.

Na Lubelskiej

W cukierni Żaka napoleonki pachną aż miło. Ciasto chrupie jak należy, krem jest delikatnie budyniowy, ale niesłodki.
Jak idzie handel?
- Po świętach przez tydzień mieliśmy zamknięte. Żeby ludzie od słodyczy odpoczęli - śmieje się Jacek Żak. Kto kupuje ciacha najczęściej? Dziewczyny rurki. Bo malutkie i na jeden raz do buzi. Gospodyni księdza - makowiec. Wcale nie napoleonki. Duchowni ciastek z kremem nie jedzą. Emeryci - drożdżówki z jagodami.
W sklepie Elizy Grelak, która 36 lat przepracowała w handlu - jak woda idą nasiona. Od święta ktoś na weselny prezent kupi porcelanowy komplet z Chodzieży za 420 złotych. Zdobiony różyczkami.
- W takiej filiżance herbata smakuje inaczej - zapewnia Eliza.
To tak samo jak z cygańskimi patelniami po 13,50 zł. Jak usmażysz na niej karkówkę, to dwa razy lepiej smakuje.

Czas płynie wolniutko

Także u Haliny Czekajowej, która ma sklepik z lampami w najsłynniejszym domu w Piaskach. Tu urodził się Norbert Patek, słynny zegarmistrz z Genewy.
Dzieci Haliny, Tomasz i Katarzyna, prowadzą obok sklep z farbami, gdzie jeszcze można kupić palone wapno. Na ścianę i na jabłonki.
Jak się żyje w Piaskach?
- Wolniej niż gdzie indziej - śmieje się pogodnie Halina.
Jaka jest recepta na szczęśliwe życie w Piaskach?
- Cieszyć się z każdego dnia. I umieć zaufać Bogu. Jak to się mówi? Żyć do tańca i do różańca - kiwa głową Czekajowa.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!