sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Świdnik

Sołtys w spódnicy

Dodano: 18 maja 2006, 13:59

Heronim Flejsz sołtysował w Ewopolu ponad trzydzieści lat. Teraz sołtysem jest jego córka Bożena. Rządzi we wsi już czwarty rok. Jak to jest, kiedy baba chłopom przewodzi?

Po łące z torfowiskami wolno spaceruje dorodny bociek. Ma tu jak w raju. Na zalesionej skarpie doliny Wieprza dopiero co skończyły się konwalie. Za to we wsi bzy kwitną jak oszalałe. Nic dziwnego, że coraz częściej ciągną tu mieszczuchy. Wypatrują zacisznych chałup, by po wyremontowaniu znaleźć schronienie przed wielkomiejskim jazgotem.

Na chałupie Pawluczuków

Przysiadł św. Franciszek z Asyżu.
Prosto z Białej Podlaskiej. Tam miał galerię Zbigniew Pawluczuk. Rzeźbiarz i malarz. Jego żona Janina pochodzi ze Świdnika. Całe lata pracowała w tamtejszym WSK. Wymyślili, żeby w Ewopolu stworzyć malutki raj na ziemi. Ona zaprosiła do ogródka mnóstwo kwiatów, on ustawił małe kapliczki na korzeniach.
Janina na cztery lata została sołtysem. Jak trzeba było załatwić dla Ewopola telefony, pojechała do lubelskiego sejmiku i oświadczyła, że nie wyjdzie, póki co trzeba nie załatwi.
Dziś uważa, że mieszkańcy Ewopola jej nie docenili.
- Zawsze byłam dla nich podrzutkiem. Nie stąd. Są przekonani, że ze zbieranych podatków chałupę sobie wyremontowałam. Najlepiej to sprzedam i stąd pójdziemy - rzuca.
Po Janinie Pawluczukowej sołtysem została Bożena Babicz. Co ciekawe, Bożenkę rekomendowała Pawluczukowa.
- Młoda, ojciec sołtys przez 32 lata. Może więcej zrobi - mówi na odchodne z zadumą.

Tu trzeba mieć do ludzi pokorę

Na schodach kolejnego domu, schludnie wyciosnego z bia-
łego kamienia, siedzi Danuta Omilańczuk. Dziś na emeryturze. Przez 14 lat przepracowała w tutejszym sklepie spożywczym. Syn Janusz dorabia dorywczo.
- W Ewopolu czas płynie wolniej. Dwóch wdowców, dwanaście wdów. Pasuje, żeby sołtys był kobietą - mówi z zadumą w głosie.
Żyje tu już pięćdziesiąt lat.
Spokojnie. Byle zdrowie było.
- Tu na wsi trzeba mieć do ludzi pokorę. Nawet maluczki swój rozum ma. Jak się do człowieka z góry podejdzie, stanie okoniem.
Nieco dalej to samo mówi Bole-
sława Sidor, 81 lat. Mąż Jan nie żyje od trzech lat.
- Zostałam samiusieńka. Jak ten palec - mówi smutno.

Dwieście krów i sto koni

- Teraz ledwie dziesięć procent z tego zostało - kiwa głową 78-letni Adolf Maziarz. Murarz-tynkarz z zawodu. Właśnie podjechał pod jedyny sklep spożywczy.
Za ladą stoi Lilianna Lesko z Trawnik. Pracuje dopiero od zeszłego wtorku.
Od rana sprzedała czterdzieści chlebów po 1,40, trzydzieści bułek po 50 i 30 gr, trochę zwyczajnej po 5,80 i mielonki po 9,50. Namawia mnie na boczuś po 9 zł.
- Pan spróbuje. Wędzony, w środku samo mięso.
Co jeszcze poszło? Tanie winko za 3,60. Robotnicy z miastowej budowy wzięli Marellę. Wino w typie wermutu po 7 zł.
- Jak masz małe pieniądze, kupujesz mała butelkę Zwierzyńca. Zależy, na co kogo stać - dodaje filozoficznie.

Zbudował LSM, Czechów i Czuby

O 12.15 Tadeusz Bąk wyszedł przed płot swojej działki. Dziś na emeryturze. Ale nie wygląda na swoje lata.
- Jestem murarz-tynkarz. Budowałem bloki na LSM-ie, wieżowce na Czubach i na Czechowie. Teraz tu mam mały domek na starość.

Syn Darek (35 lat) jest lakier-
nikiem w WSK Świdnik. Córka Nina (36 lat) nie pracuje. Bo pracy nie ma. Córka Aneta, 28 lat, jest położną w szpitalu na Staszica w Lublinie.
Recepta na życie?
- Nie narzekać na ludzi. Wtedy nie jest źle - mówi z uśmiechem.

Order św. Jerzego

Na schodach sołtysówki siedzi Heronim Flejsz, rocznik 1927.
- Pan poprawnie napisze: Heronim, nie Hieronim - mówi z powagą. Wysoki, szczupły. W oczach iskierki. Sołtys przez 32 lata. Ojciec Bożenki.
O Ewopolu wie najwięcej. O grodzisku, zwanym pieszczotliwie grobelką, gdzie w dzieciństwie szukał skarbów. O stojącej dwa domy dalej karczmie, młynie wodnym, a nawet browarze.
Było, minęło. Dziś po dawnym Ewopolu nie ma śladu.
Przeprasza na chwilę i niesie w rękach pożółkły rulon. Znalazł go nad belką swojego starego domu. To rosyjski plan Ewopola z XVIII wieku. Z dumą pokazuje order ze św. Jerzym, który dostał jego ojciec Stanisław. Dokładnie wojskowy order św. Męczennika Zwycięskiego Jerzego. Jedno z najwyższych carskich odznaczeń. W domu był jeszcze Wielki Krzyż carskiego Orderu Św. Stanisława. Skąd? Kto to wie...

Żeby być dobrym sołtysem

Heronim Flejsz z zadumą spogląda na swoje 32 lata sołtysowania.
– Zgodnym trzeba być. Obelgę jednym uchem znieść, drugim wypuścić. Na wszystko mieć radę. I nie za wiele dla siebie chcieć – mówi zdecydowanie.
Jego córka Bożena. Po mężu Babicz. Czarna, smagła. Uśmiechnięte oczy. Pamięta, jak cztery lata temu wygrała wybory na sołtysa przewagą trzech głosów. Wzięła pieczątkę z gminy i tabliczkę z napisem „Sołtys”. Usiadła na schodach jak dziś. Złapała się za głowę, jak wszystkim problemom zaradzi.


• Co sobie pani zapisze pod koniec kadencji na plus?
– Nic. To, co zrobiłam, dzięki pomocy gminy i ludzi miejscowych się udało. Niech oni powiedzą.
• Na minusie?
– Niewiele udało mi się zrobić dla młodzieży. Ani dyskoteki, ani klubu. Nie umiałam do nich dotrzeć.
– Jak będzie do ludzi cierpliwa, to ją na następną kadencję wybiorą – kiwa głową stary sołtys.
Czy wybiorą?
Wystarczy pospacerować wzdłuż wsi.
Skromna jest. Cierpliwa. Wysłucha. Doradzi – mówią zgodnie mieszkańcy Ewopola.
Pytam Magdę, córkę Bożeny, czy kiedyś po dziadku, potem matce przejmie sołtysowanie. Gdyby ludzie tak chcieli?
– Nigdy w życiu – ucina krótko.

Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!