czwartek, 14 grudnia 2017 r.

Świdnik

Świdnik się bawi

  Edytuj ten wpis
Dodano: 28 lipca 2005, 20:33

Gramy do 4.30
Sobota, godz. 22.40, kompleks handlowy przy ul. Kruczkowskiego 6a. Klub „Labirynt” świeci pustkami. Z podwórka słychać rytmiczne dźwięki. Na schodach prowadzących do „Pika” siedzi kilku młodych ludzi. W środku większość stolików pustych, na parkiecie tylko kolorowe światła.

– Za wcześnie. Zabawa rozkręca się po północy – Małgorzata Maziak wie, co mówi. Od ośmiu lat jest właścicielką „Pika”. Gdy lokal prowadził znajomy, pracowała za barem. Dziś ma więcej pracy, ale innej sobie nie wyobraża. – Z roku na rok przychodzi coraz mniej ludzi. Już nawet nie ma sensu organizować balów w sylwestra. Od dwóch lat robimy normalne dyskoteki, tylko trochę droższe. Kiedyś było Bistro, Max, i dla wszystkich starczyło klientów. Większość padła – mówi.
Piwo z kranu – 3,5 zł, „wjazd” – 5 zł, ale pierwszych 50 osób wchodzi gratis. Bo „tłum idzie do tłumu”. Muzyka – „Jak w Esce. Jak włączę radio, to jakbym była w „Piku”. I tak do godz. 4.30.
Małolat nie lubię
Piątek, sobota, niedziela – Kamil od sześciu lat nie opuszcza żadnej imprezy w „Piku”. – Znam tu wszystkich. Z ochroniarzami i właścicielką jestem na ty. Jak wyjdę na parkiet to DJ sam puszcza muzę, która mi podchodzi – mówi Kamil. – A Iskry nie lubię. W ciągu pół godziny zaczepia cię czterdzieści małolat. Mnie to nie bawi.
– Tu też się zdarzają chętne dziewczyny, ale mniej – dodaje jego kumpel Jacek. – Kiedyś miałem niezły motyw: siedzę przy stoliku, podchodzi małolata, ledwo się trzyma na nogach i mija dziesięć minut zanim wybełkotała: „Pójdziesz ze mną pod schody?”.
Chociaż dziś spokojnie, pytam o burdy pod „Pikiem”.
– Zdarzają się. To teren porachunków wsi: Krzesimów – Łęczna czy Lublin – Świdnik. Ktoś z Lublina dostanie w Świdniku, to Lublin zajeżdża w piątek pod „Pika” – mówi stały bywalec lokalu przy Kruczkowskiego.
Wszyscy wszystkich znają
Godz. 2.30, al. Lotników Polskich. Klub „Iskra”. Miękkie, czarne siedziska i piwo za 4,5 zł. Zazwyczaj o miejscu na kanapie można tylko pomarzyć. Dziś tłoku nie ma.
– Zwykle jest tyle ludzi, że przejść się nie da. Ale teraz są wakacje – mówi Magda, którą spotykamy w damskiej toalecie. Tu też nie ma kolejek. – Teraz przychodzisz koło północy i wchodzisz na luzie. Zresztą, wciąż te same twarze. Świdnik jest mały.
– Szczerze? Przychodzimy tu, bo nie ma gdzie pójść. A do „Pika” nie chodzę. Nie podoba mi się – dodaje Kasia, siostra Magdy.
Andrzej („Latynos”) i Wacław („Wuzek”) to stali bywalcy „Iskry”.
– Wszyscy wszystkich znają. Ktoś dziś coś powie, a w niedzielę powtarza to cały Świdnik. Jeśli kogoś nie znasz, to znaczy, że jest z Lublina albo Łęcznej – mówi Andrzej.
– Tu było fajne przez chwilę, ale po jakimś czasie masz dość – dodaje Wacław. – Dlatego czasem jeździmy do Lublina: Hades czy MC. Tam wreszcie jesteśmy anonimowi.
Tylko na jedną noc
– To nie jest miejsce, gdzie możesz poznać dziewczynę na dłużej niż jedną noc. Te, które tu można spotkać, są albo puste, albo zajęte – mówi Jacek, student jednej z lubelskich uczelni. Do „Pika” zagląda co weekend. – Kiedyś poznałem tu fajną laskę. Ładna, z fajną gadką. Podobała mi się, chociaż miała tylko 16 lat. Któregoś dnia spotkałem się z nią i jej koleżankami. Posłuchałem, o czym gadają i poczułem się jak w przedszkolu.
– Czy można poznać kogoś fajnego? Tak, mnie się zdarzyło – mówi Magda, tajemniczo się przy tym uśmiechając. Magda studiuje w Lublinie, w wakacje w świdnickiej „Iskrze” bywa prawie co tydzień.
– Mnie to nie interesuje. Jestem zajęta! – śmieje się Kasia.
Mediom wstęp wzbroniony
Najgłośniej gra „Stylowa”. Polskich szlagierów można posłuchać już po drugiej stronie ronda. Umawiamy się z właścicielem, że przyjdziemy po północy, „bo wtedy są też młodzi”. Jednak przy wejściu czeka nas niespodzianka: ochroniarz w pastelowej garsonce. Po minucie zjawia się też właściciel lokalu.
– Ja widziałem jak panie robiły zdjęcia, jak ludzie piją na ulicy. To nie tak bawi się świdnicka młodzież! Dlatego tutaj nie wejdziecie! – mówi.
Interesujący powód...
– To tylko wymówka – gdy wychodzimy zaczepia nas świadek tej rozmowy. – To lokal, gdzie bawią się ludzie po czterdziestce i starsi. I rzadko jest to mąż z żoną. Pani by się dała w sfotografować z kochankiem?


  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!