poniedziałek, 23 października 2017 r.

Świdnik

Znalazła swój dom w Polsce

  Edytuj ten wpis
Dodano: 20 kwietnia 2006, 12:24

Urodziła się w Kijowie, mieszka w Świdniku, pracuje w Piaskach. Najpierw studiowała wychowanie muzyczne, potem myła bloki, teraz jest nauczycielką muzyki. Śpiewa ukraińskie romanse tak, że czujesz drżenie w całym ciele. Na razie sama dla siebie

Leśna ulica zagubiona na świdnickim Adampolu. Furtkę stylowego domu otwiera Olena. Drobna, włosy upięte w kok, serdeczny uśmiech. Proszę, proszę - zaciąga z kresowym akcentem.

Pachnie cynamonem

Najpierw zaparzy kawę. Z cynamonem. Poda ciasteczka. Pogłaszcze ulubioną papugę. Powie mężowi, żeby dopilnował, co trzeba.
- Nazywam się Olena Anikiejewa. Urodziłam się w Kijowie. Płynie we mnie ruska krew. Po ojcu Sergieju. Ukraińska po mamie Walentynie Kostiuczenko z Czernigowa. I polska. Po prababce Stefanii. Ale kogel-mogel! - śmieje się.
Cynamon pachnie coraz mocniej. W garnuszku bulgoce kawa.
Olena opowiada o przedszkolu i pierwszej miłości do fortepianu. Słuchała, jak grała nauczycielka. Ona stała z boku. Próbowała tak samo grać. Na razie palcami w powietrzu. Potem była podstawówka, prywatne lekcje, średnia szkoła muzyczna. Najpierw w klasie skrzypiec. - Nie pasowały mi. Wybrałam fortepian. Wieczorem ojciec przychodził z pracy, kładł się na wersalce, głową niemal dotykał instrumentu. Śpiewała dumki. Sama, potem na głosy. Skończyła Instytut Gorkiego w Kijowie. Została nauczycielką muzyki.

Olena, Natalka i szampan

Najszczęśliwsze dni w życiu?
- Opowiem o mężu. Kiedy poznałam Stasia - mówi z nieśmiałym uśmiechem. W jej ogromnych oczach o kolorze szarego, wzburzonego morza zapalają się iskierki miłości.
Była wiosna 1988 r. Z Natalką Połtawką, koleżanką ze studiów chciały się napić szampana. Wsiadły do taksówki i oświadczyły kierowcy: Niech pan jedzie tam, gdzie dają szampana. Taksówkarz podrapał się w głowę i zawiózł je do malutkiego zajazdu w sielskim stylu.
- W restauracji siedzieli sami Polacy. Dwóch z nich zaprosiło nas do stolika. Był szampan. I toast za wiosnę. I tak się potoczyło - mówi rozmarzona.
Przedstawiła Stasia ojcu. Siedział pół godziny. Ojciec nic nie mówił. Potem spytał, czy da szczęście córce.
- Dał?
- Jasne, że dał - odpowiada, nie kryjąc rumieńca na twarzy.
Olena wyszła za Stacha. Natalka za jego kolegę Daniela. Wzięli ślub w Kijowie. A potem w drogę. Bo Stach był budowlańcem z Piask.

Nie będzie Ukrainka uczyć naszych dzieci

Pojechała za mężem do Piask. Miasteczko wydało się jej piękne i swojskie.
- Dowiedziałam się, że w Krasnymstawie potrzebują nauczyciela muzyki. Przygotowałam sobie, co chcę zrobić, zabrałam odpis dyplomu i pojechałam. Jak tylko usłyszeli, że zaciągam, powiedzieli krótkie "nie”. Z płaczem wróciłam do Piask.
Zaczęła szukać pracy. Najpierw w swoim zawodzie. Potem gdziekolwiek. Zaciskała zęby, myła klatki schodowe w lubelskich blokach, cały czas marzyła o muzyce.
Aż stał się cud. Dziewięć lat temu zwolniło się miejsce nauczycielki muzyki w Piaskach.
- Wzięłam kwity i poszłam. Nie wierzyłam, że będę nauczycielką muzyki.
- Była skromna. I miała w oczach pasję. Zaryzykowałam i zatrudniłam ją - mówi Eliza Kunc, ówczesna dyrektor szkoły.
- Było ciężko. Często płakałam - wspomina Olena.
Rodzice powoli zaakceptowali Olenę. Ale byli i tacy, co stawiali sprawę jasno: Nie będzie Ukrainka uczyć naszych dzieci. I już.
- Zapomniałam, jak to bolało. Teraz jestem szczęśliwa, że w szkole mnie zaakceptowali - mówi nieśmiało.
Jakby jeszcze nie wierzyła, że wszystko jest dobrze. Dziś chce dać z siebie wszystko. Prowadzi chór, występuje. Za kilka dni wyjedzie z zespołem do Kijowa.

Jest super

Żarkoje robi się tak.
- W garnku o grubym dnie układam ziemniaki. Na to warzywa, kiełbasę, znów ziemniaki. I najważniejsze, żeby na wierzch ułożyć plaster słoniny. I do piekarnika - wylicza jednym tchem.
- Świetnie gotuje. Jakie ona pielmienie robi... - dodaje mąż.
- Jest fantastyczna - dodaje krótko córka Ania, uczennica trzeciej klasy Gimnazjum nr 2 w Świdniku. - Jest po prostu super - dodaje.
- Szczęśliwa rodzinka?
- Żeby pan wiedział, że szczęśliwa - kończy Stanisław Poniewozik.
Szczęście widać na pierwszy rzut oka.
Świeżo skończony dom.
Zadbany ogródek.
Tylko psa dziś nie ma.
- Do sąsiadów przyjechały dzieci z Niemiec. Tak się rok temu z psem zaprzyjaźniły, że dziś go wypożyczyliśmy. Na cały dzień - śmieje się Olena.

Drżenie

Kocha śpiewać.
Najbardziej solo. Bez fortepianu.
Jakby chciała wibrującym głosem wypowiedzieć wszystko, co niosą tęskne ukraińskie pieśni.
Pieśni, które śpiewała matka. Pieśni o miłości, samotnym koniu pędzącym przez stepy i o zaklinaniu zła.
- Może pani zaśpiewać?
- Dobrze. Ale bez muzyki.
Zamyka oczy. Zaczyna cichutko. Jakby z dala dochodził płacz dziewczyny porzuconej przez chłopca. Po chwili, głośniej, coraz głośniej. Smutno. Czule. Zmysłowo. Pięknie. Na razie śpiewa sama dla siebie. Na razie...
Waldemar Sulisz
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!