poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Zamość

Do szkół w Zamościu mają wrócić mundurki

  Edytuj ten wpis
Dodano: 22 września 2010, 14:19
Autor: Bogdan Nowak

Troska pojawiła się na czołach wielu dyrektorów zamojskich szkół. Dlaczego? Na jednym ze spotkań Kazimierz Chrzanowski, dyrektor Wydziału Edukacji i Sportu UM oświadczył, że trzeba uporządkować sprawę uczniowskich mundurków.

Nie wszędzie będzie to łatwe. Uczniowie gimnazjów mundurków nie lubią, a na apelach noszą tzw. strój szkolny.

– To była tylko sugestia czy prośba do dyrektorów szkół – tłumaczy dyrektor Kazimierz Chrzanowski. – W wielu szkołach w kraju mundurki się przyjęły i stały się ich chlubą. Coraz bardziej modne są nawet tzw. szkoły mundurowe. W szkole powinien obowiązywać przyzwoity, jednolity strój. Ale to rodzice zdecydują o tym czy mundurki będą tak naprawdę wprowadzone.

Ani brzydko, ani ładnie

– Moja córka nosi mundurek od trzech lat – mówi pani Anna, mama uczennicy z SP nr 6 w Zamościu. – To bezrękawnik, łatwo się pierze. Uszyty jest z czegoś co przypomina dżins, może drelich. Ani to jest ładne, ani brzydkie. Córka wyrosła z pierwszego mundurka, ale kupiłam jej inny na szkolnym kiermaszu.

Pani Anna nie uważa, że mundurek czegoś jej dziecko nauczył. – Po prostu córka musi nakładać na siebie jedną rzecz więcej – tłumaczy zamościanka.

– U nas mundurek się nie sprawdził – tłumaczy tymczasem pani Bożena, matka 10-letniego ucznia z SP nr 7. – To był granatowy sweterek, który już po kilku praniach wyglądał źle. Dziecku było w nim w szkole gorąco… Efekt był taki, że wielu rodziców odstawiło je głęboko do szafy. Nowe mundurki to jednak kontrowersyjny pomysł. Nie wiadomo czy będą lepsze.

Wprowadzenie mundurków to jedna z najbardziej nieudanych reform ministerstwa edukacji. Została ona przeforsowana kilka lat temu, przez Romana Giertycha, szefa tego resortu. Od początku szło opornie.

W 2007 roku Ryszard Legutko ówczesny minister edukacji wezwał kuratoria i dyrektorów szkół do zakończenia tej części reformy oświaty. Dyrektorzy, którzy są na bakier zarządzenia mogli dostać naganę lub nawet stracić pracę. Groźba podziałała. Później wszystko jakoś się rozmyło, a o mundurkach trochę zapomniano.

Pani Małgorzata mieszka w jednej z podzamojskich miejscowości i jest z tego zadowolona. Ma czwórkę dzieci. Troje z nich uczy się w szkole podstawowej.

– Życie pokazało, co ta reforma była tak naprawdę warta – mówi pani Małgorzata. – My nie żyjemy w USA. Samo wyprawienie dzieci do szkoły to wielki wydatek. Zestaw podręczników dla dziecka kosztuje kilkaset złotych. A przecież trzeba też kupić przybory, zeszyty, ubrania. Mundurki dla moich dzieci to byłby dodatkowy koszt 150 zł. Nie stać mnie na to. Na szczęście nasza szkoła zrezygnowała z mundurków.

Najstarsza córka pani Małgorzaty uczy się w szóstej klasie. Jej "stary” mundurek wisi w szafie. – Ostatnio się na niego natknęłam – śmieje się. – Wygląda nawet ładnie. Teraz zjedzą go pewnie mole… To nic. Moja córka nigdy go nie lubiła.

Moda na bezrękawniki

– Kilka lat temu mieliśmy mnóstwo zamówień, jednak potem ich liczba spadła – mówi Marek Splewiński, prezes WSI w Zamościu. – Ale oczywiście mundurki szyjemy nadal. Wchodzą przecież w szkołach nowe roczniki dzieci. Mamy jednak znacznie większe moce przerobowe. Jeśli będzie taka potrzeba, jesteśmy w stanie przyjąć znacznie więcej zamówień.

Szkolnym hitem miał być bezrękawnik, który można było założyć niemal na wszystko i nosić cały rok. Na jego uszycie nie trzeba było zbyt wiele materiału, dlatego był tani (kosztował ok. 40 zł). Większość zamojskich szkół podstawowych ubrała dzieciaki w takie uniformy.

Szyła je m.in. Wojewódzka Spółdzielnia Inwalidów w Zamościu. W mundurki z tego zakładu ubrano m.in. dzieciaki z "dwójki” i "trójki”. Dominował w nich zwykle kolor niebieski lub granatowy. Chłopcy dostali zapinane na guziki kamizelki, a dziewczynki tuniki.

W SP nr 2 zamówiono także podkoszulki, które uczniowie mieli nosić latem. W "szóstce” kamizelki mają stójki, dwie kieszonki i są zapinane są na zamki błyskawiczne (uszyła je jedna z prywatnych szwalni), a w SP nr 4 młodsze dziewczynki mają zapinane z tyłu fartuszki, a chłopcy tuniki z kołnierzykami. Chłopcy dostali bezrękawniki. Nie zawsze ubrania były praktyczne.

– Mojej córce zamek błyskawiczny, błyskawicznie… się zepsuł – śmieje się jedna z mam.

Na mundurkach przyszywano zwykle tzw. tarcze z nazwą szkoły. Okazało się, że koszt takich ubrań przekraczał możliwości finansowe wielu rodzin. Państwo zagwarantowało 50 zł na mundurek każdemu dziecku z rodziny, w której dochód na jedną osobę jest niższy niż 351 zł.

Tylko w Zamościu takie wnioski złożyło trzy lata temu (gdy rozpoczął się nacisk na umundurowanie) 669 uczniów podstawówek i 368 z gimnazjów.

Zamiast mundurków noszą strój szkolny

– Nasza szkoła ma mundurki i uczniowie je noszą – zapewnia Terasa Sołowiej, dyrektor SP nr 3 w Zamościu. – Czy chętnie? To inna sprawa. Uczy się u nas 600 osób, o których decydują rodzice. Bywają też sytuacje, że starsi uczniowie oddają swoje mundurki młodszym… Zresztą czasami dzieci mundurków np. zapominają, ale nie mamy z tym kłopotu.

Mundurki chętniej zakładają uczniowie szkół podstawowych. Mają one funkcję nie tylko reprezentacyjną, ale także ochronną. Powinny uczyć dzieci także dyscypliny i obowiązkowości. W gimnazjach jest z tym trochę gorzej.

Wprawdzie uczniowie przez rok od wprowadzenia reformy musieli mundurki nosić, ale potem gromadnie je zarzucili. Nauczyciele nie mają jednak do nich o to wielkiego żalu.

– Uczniowie gimnazjów szukają indywidualności, czegoś co odróżnia ich od innych – tłumaczy Jolanta Goryczka, dyrektor zamojskiego Gimnazjum nr 4. – Dlatego mundurek, który to ogranicza nie jest przez nich mile widziany. Trudno mieć o to żal. My zrezygnowaliśmy z mundurków. Zresztą niełatwo było ich noszenie wyegzekwować.

Dyrektor Goryczka zastanawia się nad wprowadzeniem tarcz, które wyróżniałyby uczniów jej szkoły od innych. Byłoby to wskazane np. na uroczystościach i apelach. – Taka była też intencja dyrektora Chrzanowskiego – zastanawia się dyrektor.

– U nas obowiązuje podczas uroczystości strój szkolny – dodaje jeden z nauczycieli Gimnazjum nr 7 w Zamościu. – Dziewczyny noszą białe bluzki, i czarne lub granatowe spódnice. Chłopcy ubierają się w takich samych kolorach. Mundurki u nas także się nie przyjęły. Są dobre, ale gdy są wykonane ładnie, z dobrego materiału. A takie rzeczy nie mogą być tanie.

– Mundurki to obciach – kwituje 14-letni Tomek, mieszkaniec Starego Miasta w Zamościu. – Wstyd się w tym gdzieś pokazać.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
gosc
Andrew
matka
(4) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

gosc
gosc (23 września 2010 o 20:19) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ja w tym czymś znowu chodzić nie będę.
Rozwiń
Andrew
Andrew (23 września 2010 o 14:48) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
niech się ten minister czy ch*** wiek kto w łeb walnie... bo chyba go pojebało ze bedę w tym chodzić znów
Rozwiń
matka
matka (23 września 2010 o 12:24) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='Gość' date='23 wrzesień 2010 - 07:40 ' timestamp='1285220432' post='351434']
Wprowadzenie mundurków spodowołao tylko zamieszanie. Jak zwykle zrobiono coś, co nie było przemyślane.
[/quote]
Istna głupota, rodzice muszą kupić książki w zawrotnych cenach i całą wyprawkę a ponieważ każdy ma nadmiar pieniędzy to kupi jeszce byle szmatę zwaną mundurkiem na rok jak poprzednim razem. Jestem przeciw
Rozwiń
Gość
Gość (23 września 2010 o 07:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Wprowadzenie mundurków spodowołao tylko zamieszanie. Jak zwykle zrobiono coś, co nie było przemyślane.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (4)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!