sobota, 21 października 2017 r.

Zamość

Dostali po kieszeni

  Edytuj ten wpis
Dodano: 27 listopada 2001, 20:15
Autor: Anna Szewc

Zaczęło się od ogłoszenia. Do wzięcia była posada grabarza w Berlinie. Jan Nowaczek, właściciel firmy „Spokój” z Gorzowa Wielkopolskiego nie ukrywał, że robota będzie ciężka, ale za to legalna i dobrze płatna. Kandydat miał jedynie dotrzeć na miejsce z gotówką potrzebną na mieszkanie i ubezpieczenie. Kilku bezrobotnych uwierzyło, że uśmiechnął się do nich los. W Berlinie nadzieje prysły.
– Z dworca Ostbanhof w Berlinie odebrał mnie młody człowiek podający się za syna Nowaczka. Wsiedliśmy do forda escorta. Natychmiast zażądał pieniędzy. Po drodze mieliśmy jeszcze odbić na xero mój paszport. Kiedy wysiedliśmy z samochodu, ten człowiek przypomniał sobie, że nie ma drobnych i wrócił po nie do auta. Wskoczył do środka, trzasnał drzwiami i tyle go widziałem – mówi Henryk P. z Zamościa.
Zrozpaczony mężczyzna z kilkoma markami w kieszeni był zmuszony nocą szukać posterunku policji w Berlinie. Niemieccy policjanci stwierdzili, że Henryk P. padł ofiarą tej samej polsko-niemieckiej szajki, która oszukała kilkanaście innych osób. Wtedy jednak werbowali ludzi z innych rejonów Polski i oferowali pracę w cukierni.
Prawie taki sam scenariusz miała berlińska przygoda Stanisława K. z Łęcznej, który do pracy w Niemczech pojechał zabierając ze sobą jeszcze dwóch kuzynów z województwa podkarpackiego. Cała trójka została podwieziona pod dom, w którym mieli zamieszkać. Tam pracodawca próbował ich zmusić do oddania paszportów, a gdy stanowczo zaprotestowali, zainkasował gotówkę i zniknął. Kiedy mężczyźni zdali sobie sprawę, że zostali oszukani, byli przerażeni. Nie znali języka ani miasta, nie wiedzieli gdzie szukać pomocy.
Przypadkiem spotkali w Berlinie polskiego kierowcę ciężarówki, który właśnie wracał do kraju. Rodak dowiózł ich do granicy i pożyczył pieniądze na dalszą drogę. Natychmiast po powrocie do Łęcznej Stanisław K. powiadomił o wszystkim policję. – W tej chwili sprawdzamy sprawę na miejscu, ale najprawdopodobniej będziemy musieli nawiązać współpracę z Interpolem. Bez ich pomocy schwytanie sprawców nie będzie możliwe. Na szczęście dysponujemy w miarę dokładnym portretem pamięciowym oszusta – mówi prowadzący dochodzenie oficer KPP w Łęcznej. – Wierzę, że uda nam się dotrzeć do sprawców. Pamiętam, że przed dwoma laty, dzięki wsparciu Interpolu namierzono oszustów, którzy w identyczny sposób nabrali mieszkańca Włodawy.
Na wszelki wypadek skontaktowaliśmy się z policją w Gorzowie Wielkopolskim. – W naszym mieście nie mieszka żaden Jan Nowaczek. Firma „Spokój” też jest lipna – rozwiewa wszelkie wątpliwości podinspektor Wiesław Ciepiela, rzecznik prasowy komendanta wojewódzkiego policji w Gorzowie. – Co więcej, w całym mieście nie ma nawet adresu, który ta firma podała jako własny.
Personalia poszkodowanych zostały zmienione.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!