czwartek, 8 grudnia 2016 r.

Zamość

Dzieciństwo bywa czasem smutne

Dodano: 7 listopada 2001, 14:22

Wychowankowie Specjalnego Ośrodka Rewalidacyjno - Wychowawczego, który od czerwca ubiegłego roku funkcjonuje w Teodorówce uczą się życia tutaj, bo rodzice nie czuli się na siłach, by ich wychować. O swoich dzieciach przypominają sobie dopiero wówczas, gdy maluchy otrzymują renty. - Jesteśmy dla nich rodziną, zresztą często nazywają nas swoimi mamusiami i tatusiami - mówią wychowawcy.

Dzięki uruchomieniu ośrodka blisko 30 dzieci z Domu Pomocy Społecznej w Teodorówce, które przez długi czas dojeżdżały na zajęcia do szkoły w pobliskim Hedwiżynie, zyskało możliwość nauki na miejscu. Podstawowym celem placówki jest bowiem realizacja obowiązku szkolnego przez dzieci z upośledzeniem umysłowym, a także zapewnienie im rozwoju psychofizycznego i społecznego oraz pobudzanie zainteresowania otaczającym światem. - Dyrektor szkoły w Hedwiżynie wydała zezwolenie na naukę poza szkołą wychodząc naprzeciw prośbom rodziców - mówi Bożena Knapik-Ciosmak, dyrektor placówki w Teodorówce. - Powstanie ośrodka nie byłoby możliwe gdyby nie zainteresowanie i pomoc władz DPS, które nieodpłatnie udostępniły pomieszczenia, i które ponoszą koszty opłat za wszystkie media.

Trudna szkoła życia

Pracownicy placówki zgodnie twierdzą, że nawet studia nie przygotowywały do prowadzenia zajęć z dziećmi tak głęboko upośledzonymi. Wszystkiego musieli uczyć się sami. - Wyglądało to tak, że to my kształtowaliśmy w kuratorium opinię o tej pracy - mówią wychowawcy z Teodorówki.
W ośrodku prowadzi się przede wszystkim dwie formy zajęć, dostosowywanych do indywidualnych wychowanków. - Dla każdego dziecka osobno piszemy program i cele pracy. Jeśli dziecko nie jest w stanie się poruszać, a takie też mamy, nasze działania nastawione są na stymulację wszystkich jego narządów. Często upośledzenie wiąże się z brakiem wzroku czy słuchu, więc te zmysły staramy się uruchomić - wyjaśnia Wojciech Zbiegień, nauczyciel w ośrodku i psycholog DPS.
Pedagodzy pracujący z dziećmi starszymi robią wszystko, by podopieczni osiągnęli jak największy stopień samodzielności. Czasem polega to na nauce czynności z pozoru bardzo prostych, jak choćby właściwe utrzymanie łyżki.

Rozwój poprzez zabawę

W ośrodku prowadzi się też zajęcia Metodą Ruchu Rozwijającego Weroniki Sherborne, którą również realizuje się indywidualnie. - Zakłada ona stymulowanie rozwoju psychoruchowego, czyli stymulowanie strony fizycznej, ale ma również wpływać na funkcjonowanie psychiczne dzieci - tłumaczy W. Zbiegień.
To skomplikowane wyjaśnienie, w praktyce sprowadza się do tego, co większość rodziców robi ze swoimi zupełnie zdrowymi dziećmi. Chodzi więc o zwykłe baraszkowanie czy turlanie się po podłodze, które jednak w stosunku do dzieci upośledzonych przynosi zaskakująco dobre efekty. Dzieci, szczególnie te mniej sprawne po prostu uwielbiają takie zajęcia. - Mamy dziewczynkę, która przez dwa lata biernie uczestniczyła w zajęciach, siedząc gdzieś z boku. W tej chwili sama domaga się ćwiczeń - mówi dalej Zbiegień.

Mama już mnie nie pamięta

Większość podopiecznych ośrodka pochodzi z rodzin, w których ich podstawowe potrzeby emocjonalne nie były zaspokajane. - My staramy się być dla nich mamusiami i tatusiami. Tak też często nas nazywają - z uśmiechem mówią pracownicy. Takie określenie to nie byle co. W większości przypadków biologiczni rodzice nie utrzymują ze swoimi dziećmi żadnych kontaktów. Rzadkie są też przypadki powrotu maluchów do prawdziwych rodzin. Najczęściej dziecko nabiera dla rodziców wartości dopiero wówczas, gdy przyznana mu zostanie renta. Inne pozostają w DPS przez całe swoje życie.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO