poniedziałek, 20 listopada 2017 r.

Zamość

Emeryt: "Warta" potraktowała mnie nieuczciwie

  Edytuj ten wpis
Dodano: 1 grudnia 2008, 17:21

W wypadku stracił zdrowie. Zniszczeniu uległy też rower, odzież oraz zegarek. - Wyceniłem szkody, ale Towarzystwo Ubezpieczeń i Reasekuracji "WARTA” robi wszystko, aby wypłacić mi jak najmniejsze odszkodowanie - żali się emerytowany nauczyciel.

W sierpniu ub. roku prawidłowo jadącego rowerem 80-latka potrącił na ul. Partyzantów w Zamościu samochód. Emerytowany nauczyciel ze stłuczeniem głowy, rozciętą dłonią oraz stłuczeniami stawów: skokowego, kolanowego, biodrowego i łokciowego w stanie nieprzytomnym trafił do szpitala. Przez ponad 5 miesięcy był niezdolny do pracy.

Gdy sąd grodzki skazał 26-letniego kierowcę mitsubishi na 510 zł grzywny, pokrzywdzony zwrócił się do "WARTY”, gdzie ubezpieczony był sprawca wypadku, o pokrycie szkód. - Domagałem się 20 tys. zł zadośćuczynienia za stracone zdrowie - opowiada Stanisław Filipowicz. - Dołączyłem zaświadczenia od lekarzy i wysłałem do Warszawy.

Niedawno zapadła decyzja. TUiR "WARTA” przyznała mu zaledwie 10 proc. żądanej kwoty. - Wysokość zadośćuczynienia jest trudna do oszacowania w wymiarze finansowym, gdyż poczucie krzywdy związane z utratą zdrowia jest zawsze odczuciem subiektywnym - czytamy w uzasadnieniu decyzji.

Poszkodowany twierdzi, że to kpiny. - Po wypadku chodzę o lasce - mówi. - Cały czas czuję ból w łokciu i kolanie. Grozi mi trwałe kalectwo.

Zapowiada, że odwoła się od tej krzywdzącej, jego zdaniem decyzji, a jeśli to nie pomoże, wystąpi na drogę sądową. - Odwołanie to najlepsza droga, na pewno zostanie wnikliwie rozpatrzone - powiedziała nam Iwona Mazurek z TUiR "WARTA”.

Starszy pan nie jest też zadowolony z wyceny za uszkodzony jednoślad, zegarek, okulary, spodnie, koszulę oraz buty. Ich wartość wycenił na 1 tys. zł. Ale pracownicy "WARTA” wyliczyli szkody dokładnie na 328,80 zł.

- To rekompensata za uszkodzone buty, okulary, dynamo i siodełko oraz lampę w rowerze - opowiada emeryt. - Za poszarpane ubrania nie dostałem ani grosza, podobnie jak za szwajcarski zegarek, bo po wypadku policja go nie odnalazła.
Jak przypuszcza nasz rozmówca, rozjechały go samochody.

- Na oględzinach miejsca wypadku mnie nie było, bo karetka odwiozła mnie do szpitala - opowiada Filipowicz. - A po odzyskaniu przytomności dziękowałem Bogu, że żyję.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!