środa, 13 grudnia 2017 r.

Zamość

Golf z niespodzianką

  Edytuj ten wpis
Dodano: 5 lutego 2010, 17:43


d Pojechał samochodem na przegląd techniczny, do domu wrócił z wgnieceniem dachu. Właściciel volkswagena golfa podnosi, że do uszkodzenia doszło na terenie salonu. Szefostwo tego ostatniego nie ma jednak sobie nic do zarzucenia.
LESZEK WÓJTOWICZ
wojtowicz@dziennikwschodni.pl
Po przejechaniu 30 tys. km, Marek Żelechowski z Zamościa wybrał się z żoną swoim rocznym golfem na przegląd do Autoryzowanego Dealera Audi Volkswagen „Danelczyk” w Świdniku. – Przyjęli samochód, zostawiłem kluczyki i usiedliśmy w poczekalni – opowiada kierowca. – Po upływie pół godziny pracownik serwisu poinformował mnie, że samochód jest w trakcie przeglądu i trzeba poczekać jeszcze półtorej godziny. Aby nie tracić czasu, pojechałem drugim samochodem do innego serwisu.
Ale długo nie zagrzał tam miejsca, bo wkrótce otrzymał telefon z salonu: Pana samochód ma wgięty dach – usłyszał w słuchawce. – Byłem zszokowany – opowiada 48-latek.
Wrócił. – Samochód miał wgięte pół dachu, a na tapicerce zauważyłem ślady pięciu palców w smarze, jakby ktoś próbował wypchać od środka wgniecenie – relacjonuje pan Marek.
Pracownicy serwisu zapewniali, że nie mają nic wspólnego z uszkodzeniem. Próby skontaktowania się z prezesem salonu spaliły na panewce, więc nasz rozmówca postanowił wracać do domu.
W ostatnią sobotę znowu pojawił się w salonie, bo w międzyczasie swoimi ścieżkami ustalił, że w serwisie jest monitoring. – Godzinę musiałem czekać na informatyka, by w końcu usłyszeć, że nie mają zapisu z przeglądu mojego samochodu, bo w tym czasie monitoring był... wyłączony – denerwuje się kierowca, któremu w końcu udałoś się porozmawiać z właścicielem salonu. – Ja nie przyjechałem wyłudzać pieniądze, chodziło mi tylko o to, by przyznali się do błędu. W drewnianym kościele raz do roku cegła spada nie wiadomo skąd. Dla nich naprawić dach, to jak dla kelnera podać obiad. Prezes obstawał przy swoim, ale w końcu nakazał mi napisać oświadczenie i zgodził się na naprawę.
Ale w środę zamościanin został poinformowany, że jednak do niej nie dojdzie. – Bo nie poczuwamy się do winy – powiedział nam Władysław Danelczyk, prezes podlubelskiej firmy. – Wgniecenie stwierdzono po wprowadzeniu samochodu przez bramę. W zagłębieniu stała woda. Są na to świadkowie. Musiało pojawić się wcześniej, u nas nie ma takiej możliwości.
A co z monitoringiem? – Na serwisie jest monitoring, ale bieżący, niczego nie rejestrujemy – zapewnia prezes i dodaje, że mogą naprawić golfa, ale na koszt właściciela.
A za to – według ich szacunków – trzeba będzie zapłacić 5–6 tys. złotych. – Mam autocasco i nie chodzi o pieniądze, ale o sprawiedliwość.
To była pierwszy przegląd pana Marka w podlubelskim salonie. – I ostatni. Na następny mogę jechać nawet do Gdańska – zapewnia.

Katarzyna Mazur
Miejski Rzecznik Konsumentów w Zamościu
Kierowca ma prawo domagać się odszkodowania z tytułu szkody, na jaką został narażony. Najpierw powinien jednak wezwać firmę do jej wyrównania. Gdyby sprawa trafiła do sądu, musiałby udowodnić, że do szkody doszło z winy przedsiębiorcy. Sprawa może być trudna dowodowo.

Fot. Leszek Wójtowicz

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!