piątek, 18 sierpnia 2017 r.

Zamość

Jak w Tarnoszynie ścięli i spalili krzyż

Dodano: 21 sierpnia 2010, 10:59

Miłości i szacunku do ojczyzny uczył go przed wojną dziadek. Dziś sam jest dziadkiem i wspomina tamten czas. Niedawno świętowaliśmy 600 rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Mało kto wie, że w jego rodzinnym Tarnoszynie w powiecie tomaszowskim stoi krzyż upamiętniający 500-lecie rozprawy z Krzyżakami.

Tadeusz Wolczyk (ur. 1934), bo o nim mowa, jest emerytowanym oficerem Wojska Polskiego i mieszka w Chełmie. Napisał m.in. wspomnienia "Tarnoszyn w ogniu” oraz opowiadanie "Przerwany śpiew skowronka”.

Grunwald. – Od dziecięcych lat ten obco brzmiący wyraz był mi znany – opowiada Tadeusz Wolczyk. – Naprzeciw domu dziadka, w centralnym miejscu Tarnoszyna, przy skrzyżowaniu dróg stał wielki drewniany krzyż. W czasie odwiedzin u dziadka (mieszkał samotnie), jako kilkuletni chłopiec, zadawałem mu różne pytania, między innymi, dlaczego ten olbrzymi krzyż nazywa się tak dziwnie.

Dziadek z chęcią i cierpliwością opowiadał: – Przypomina wielką bitwę rycerzy polskich z Krzyżakami, którą stoczono bardzo dawno temu, w dniu 15 lipca 1410 roku pod miejscowością Grunwald i na pamiątkę pięćsetnej rocznicy tego zwycięstwa ten krzyż postawiono.

\"Krzyżacy” na dobranoc

Nie wszystko, co usłyszałem i dowiedziałem się od dziadka byłem jeszcze wówczas w stanie zrozumieć. Wobec tego dokuczałem w domu mamie i ojcu, zadając dużo pytań. Może też i dlatego wieczorami mama zaczęła czytać "Krzyżaków”. Jej spokojny głos przybliżał nam nieznany świat.

Poznawaliśmy nowe postaci i ich losy. Wówczas z szacunkiem i chłopięcą lękliwością zacząłem odnosić się do krzyża. Czynię to do dnia dzisiejszego, gdy tylko odwiedzam Tarnoszyn.
Były czytane też książki inne, również ciekawe. Najwięcej jednak łez wsiąkło w moją poduszkę w czasie słuchania "Quo vadis”.

Wrzesień 1940 roku, pierwszy obowiązek szkolny. Z dziadkiem dzieliłem się o swoich nowych przeżyciach i odczuciach. Szybko chciałem się nauczyć czytać. Nie było to proste, jak mi się początkowo wydawało. Dziadek uczył mnie cierpliwości, a gdy moje literowe kulfony zaczęły upodabniać się do liter, rozpoczął naukę estetyki w pisaniu w formie kaligrafii, co było również niełatwe.

Polska to piękny kraj

Tuż przed pierwszymi wakacjami (1941 r.) w sadach, zagajnikach i gdzie tylko było to możliwe pojawiła się duża ilość wojska niemieckiego. Po kilku dniach znikli. Ukazali się natomiast na drogach w długich kolumnach marszowych, kierując się na wschód. Trwało to bez przerwy kilka dni i nocy.

Latem, zaraz po tych wydarzeniach, sąsiedzi ukraińscy ożywili się, na wygonie nad rzeką zorganizowali wiec-festyn. Pełno obcych ludzi, żółto-niebieskich proporczyków. Kolorystyka i tempo tych zdarzeń ciekawiło. W tej sytuacji częściej dokuczałem dziadkowi, który tryskał humorem, wyrażając się w ten sposób: - Diabeł z szatanem wzięli się mocno za bary, a wiesz synku, czym to się skończy? Naszym zwycięstwem.

Byłem dzieckiem wojny i wojna wciąż trwała. Latem 1942 a może 1943 roku dziadek zaczął mi tłumaczyć, kto ja jestem, że Polska to piękny i duży kraj, i tak stopniowo doszedł do krzyża-pomnika w Tarnoszynie (powtarzał to kilkakrotnie, bym nie zapomniał).

Podnieśli rękę na krzyż

Po klęsce państw centralnych w pierwszej wojnie światowej Austriacy wycofując się ze Lwowa, władzę nad miastem przekazali Ukraińcom, w wyniku tego działacze ukraińscy z Jewgenem Petruszewiczem na czele ogłosili niepodległość Zachodnio-Ukraińskiego Państwa. Zaczęli tworzyć struktury administracji i policji w powiatach, miastach i wsiach.

W tej konkretnej, wymuszonej sytuacji, jesienią 1918 roku rozpoczęła się wojna polsko-ukraińska. Ukraińscy mieszkańcy Tarnoszyna powołali radę ludową. Pierwszą decyzją tej rady było: usunąć krzyż dumy Polaków. Siłą przymuszono dwóch młodych Polaków do ścięcia krzyża. Drewno przewodniczący rady Jędruch Migus końmi zaciągnął na swoje podwórko, z przeznaczeniem na opał. Wojna polsko-ukraińska zakończyła się pod koniec maja 1919 roku zwycięstwem Polaków.

Granica wschodnia została ustalona na Zbruczu 17 lipca 1919 roku. Życie wracało wolno do normy. Ukraińcy uspokoili się i przycichli.

Spotkała ich kara

Zimą 1919 jeden z członków rady – Andrzej Bida – biorący udział przy pohańbieniu krzyża, w czasie pojenia konia przy studni, poślizgnął się, wpadł do studni i utopił się. Wiosną dwoje jego dzieci, córka i syn zmarli prawdopodobnie na czerwonkę. Latem tegoż roku wszyscy domownicy Migusa, przewodniczącego rady, pracowali w polu w czasie żniw. Jego dom i zabudowania gospodarcze spłonęły.

Dzień bezchmurny, słoneczny, było bardzo gorąco. Samozapłon czy inne nieznane fatum było przyczyną tego pożaru? Bardzo szybko ogień rozprzestrzenił się na sąsiadów, którzy również spalili się. Opowiadano, że spłonęły tylko te domy, w których do opału wykorzystywano drewno z krzyża. Ten dziwny przypadek dotyczący najaktywniejszych członków rady w Tarnoszynie, przeraził i przestraszył ukraińskich mieszkańców wsi i w miejscowościach sąsiednich.

Nowy krzyż-pomnik wzniesiono latem 1919 roku. Stał i stać będzie. Żadna zbrodnicza ręka nie ośmieli się go skrzywdzić. Nawet w czasach i latach najtrudniejszych dla Polaków od jesieni 1939 do lata 1947 roku.

Nie wszyscy, ale znaczna cześć Polaków zdołała uniknąć i przeżyć najtragiczniejsza noc, noc zgrozy i masowego mordu z 17 na 18 marca 1944 roku, kiedy zbrodnicze pododdziały UPA-OUN zaatakowały jednocześnie ze wszystkich stron wieś, mordując i zabijając wszystkich, którzy znaleźli się w zasięgu siekiery. Nie oszczędzono nikogo, małych dzieci, kobiet czy starców (wykaz ofiar znajduje się w kościele pw. św. bp Stanisława w Tarnoszynie – red.).

W wielki piątek 1944 roku jednak nie zadrżały ręce podpalaczom kościoła. Spłonęła świątynia, spłonęły domy i zabudowania gospodarcze. Spłonął dorobek życia, dorobek pokoleń. By całkowicie pogrzebać polskość Tarnoszyna, latem 1944 roku usypano kopiec zwany mohyłą, w której symbolicznie pogrzebano Polskę. Mohyła nie trwała długo. Przemieszczający się latem 1945 roku pododdział Wojaka Polskiego, zorientowawszy się w czasie krótkiego postoju, wypoczynku w pobliżu cerkwi, co to za kopiec, nakazał jego zlikwidowanie tylko przy pomocy rąk, bez żadnych narzędzi (relacje tę przekazał mi W. Bida we Lwowie 1969 r.).

Pan Tadeusz poświęcił te wspomnienia ofiarom OUN-UPA zamordowanym w Tarnoszynie oraz dziadkowi Józefowi.
Czytaj więcej o:
Mariusz
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Mariusz
Mariusz (22 sierpnia 2010 o 17:32) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Krzyż jako pamiątka zwycięstwa nad Krzyżakami? LMAO! Niech zgadnę: a na pamiątkę zwycięstwa nad hitlerowcami postawili tam swastykę?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

18-20 sierpnia
komentarze (0)0
polubienia (1)1
17-08-2017

18-20 sierpnia

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!