wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Zamość

Karetka nie przyjechała. 9-latka zmarła. Sprawę bada prokuratura

  Edytuj ten wpis
Dodano: 21 listopada 2011, 18:33

Co było przyczyną śmierci dziewczynki? Wiadomo tylko, że zlecono dodatkowe badania histopatologiczne
Co było przyczyną śmierci dziewczynki? Wiadomo tylko, że zlecono dodatkowe badania histopatologiczne

Nie udało się uratować dziewięciolatki, do której matka bezskutecznie wzywała karetkę. – Trzeba wyjaśnić przyczynę śmierci dziecka, a także ocenić postępowanie lekarzy i pogotowia – mówi Romuald Sitarz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zamościu.

Wstępne wyniki sekcji zwłok są już znane. – W tej sprawie będą przesłuchiwani świadkowie, m.in. rodzice dziecka oraz lekarze, dlatego dla dobra prowadzonego postępowania nie chcemy ich na razie ujawniać – wyjaśnia prokurator Sitarz.

O sprawie krótko pisaliśmy w niedzielę. Dziewczynka z miejscowości Sąsiadka na Zamojszczyźnie miała infekcję i od dwóch dni brała antybiotyk. W nocy z wtorku na środę dostała wysokiej temperatury; termometr wskazywał 40 stopni. Dlatego ok. godz. 1 matka Kariny zadzwoniła na pogotowie. Karetki jednak nie wysłano.

Dyspozytor odesłał kobietę do Centrum Lekarza Rodzinnego, świadczącego całodobową opiekę medyczną w zamojskim szpitalu "papieskim”. Ale po godz. 1 ponownie zadzwoniła na pogotowie. Powiedziała, że w centrum odmówiono jej wizyty domowej, a ona nie ma czym zawieźć dziecka do Szczebrzeszyna, gdzie znajduje się zespół medyczny. I tym razem nie doczekała się pomocy.

Poprosiła więc sąsiada i jego samochodem przywiozła córkę do szpitala w Szczebrzeszynie. – Dziecko, które trafiło na oddział o godz. 1.55, nie dawało oznak życia: brak oddechu, nieruchome źrenice – relacjonuje Sławomir Porzuc, dyrektor placówki. – Pani doktor przystąpiła do reanimacji, ale o godz. 2.05 stwierdzono zgon.

Z podstacji zamojskiego pogotowia w Szczebrzeszynie do Sąsiadki jest niecałe 10 kilometrów. – Mam żal do pogotowia, bo gdyby karetka przyjechała na czas, może moja córka by żyła – mówi matka Kariny.

– Odsłuchałem rozmowę i według mnie dyspozytor nie zawinił – twierdzi Leszek Bez, wicedyrektor Samodzielnej Publicznej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego w Zamościu. – Działał zgodnie z przepisami ustawy o ratownictwie medycznym. Z relacji matki nie wynikało, że dziecko znajduje się w ciężkim stanie. To była spokojna, rzeczowa rozmowa.

W szpitalu "papieskim”, któremu podlega CLR, nie chcą wypowiadać się na ten temat. – Poczekajmy na wyniki postępowania – ucina rzecznik Ryszard Pankiewicz.

Co było przyczyną śmierci dziewczynki? Wiadomo tylko, że zlecono dodatkowe badania histopatologiczne. Śledczy nie chcą się wypowiadać, czy dziewczynka była obciążona jakąś chorobą. Zbierają dowody: zabezpieczono dokumentację medyczną. Prokuratorzy sprawdzą, czy były podstawy do odmowy wysłania karetki, bo to, że matka Kariny dwa razy dzwoniła na pogotowie, jest faktem.
Pogrzeb Kariny był w piątek.

– To była pogodna dziewczynka. Razem z moją córką przystępowała do Pierwszej Komunii Świętej, ale do szkoły chodziła nie do Zaburza, tylko ze swoją starszą siostrą do Szczebrzeszyna. Każdy we wsi przeżywa jej śmierć – powiedziała nam mieszkanka Sąsiadki.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Ratownik 24
Ratownik 7
wiechosta
(19) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Ratownik 24
Ratownik 24 (22 listopada 2011 o 14:17) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='Mieszkanka Sąsiadki' timestamp='1321910332' post='561118']
Nie wiem co się wydarzyło, dlaczego umarła Karinka. Ale w tym samym tygodniu widziałam następujące zdarzenie. Do sąsiadki na przeciw, w samo południe, zajechało pogotowie co prawda nie na sygnale, ale z włączonymi światłami - tymi kogutami, zeby było jasne. Oczywiście przestraszyłam się że coś się stało. Więc przez okno obserwowałam co się dzieje (no wiem, ta wścibskość). Nic sie nie działo! Najprawdopodobniej przyjechali za własną potrzebą, sąsiadka miała jakichś 'fachowców' na dachu, przyjechało jeszcze jedno auto, pogadali, a pózniej się rozjechali. Możliwe ze pracownicy karetki po prostu robotę sobie umuwili. W godzinach pracy, włączyli sobie światła aby było ciekawiej.
[/quote]

Mieszkanko m. Sąsiadka jak masz takie herezje głosić to cię na stosie spala i dadzą exkomunike. Jak Karetka jeździ do m. Sąsiadka kilka razy w tygodniu bo jedna z BAB którą bolą włosy to OK. bo To Moja sąsiadka i tak ma być, a że jej nic nie jest to inna sprawa chce z kimś pogadać. Ale ja sąsiadka nie pójdę bo to chora " na głowę kobieta i jak się rozgada" to.... A teraz wielka sprawiedliwa bo zobaczyła sygnały świetlne a tak się czasem jeździ by koni nie płoszyć i Starych Wścibskich Bab by nie miały o czym plotkować. - jagoda - czy jak tam cie zwą zrób coś ze swoim życiem zostań dyspozytorem pogotowia. a jak nie to skończ herezje.
Rozwiń
Ratownik 7
Ratownik 7 (22 listopada 2011 o 14:07) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='jagoda' timestamp='1321907309' post='561091']
Pani dyspozytorka będzie widniała w prokuraturze w karcie zgłoszenia - jeśli rodzice zechcą to do niej dotrą.
Na ratowanie dziecku życia dyspozytorka nie chce wysłać karetki, a żeby kupić jej bułki to chętnie wysyła. jak karetki jeżdżą na pustych kursach (tzn bez pacjentów) tylko po to żeby przywieźć lub odwieźć lekarza z dyżuru to dyspozytorki nie mają nic przeciwko, a żeby dziecko ratować to już zasłaniają się procedurami.
Poza tym nie trzeba być pielęgniarką (pielęgniarki są dyspozytorkami) żeby wiedzieć, że temperatura 40stopni jest zagrożeniem życia - nawet dla zwierząt, nie wspominając o małych dzieciach.
Dyscyplinarka dla Pani i tego wice dyrektora co twierdzi, że nic się nie stało.
Śpij aniołku i wieczny spokój temu dziecku.



Czy Pani była na dyspozytorni. Widziała Pani Karetkę jadącą po bułki. A w tej bajce był smok. zastanów się wscipska BABO co piszesz i komu ciemnote wciskasz.
Rozwiń
wiechosta
wiechosta (22 listopada 2011 o 13:21) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Czyli rozumiem,że to od mocy darcia ryja zależy czy lekarze ruszą swoje tłuste dupska do chorego ? Stan jego zdrowia to oczywiście sprawa drugorzędna. I jak zwykle w Katolandzie wyjdzie że lekarze są święci i to oni a nie Jezus powinni zostać uznani za mesjaszy...Ich k...mać ! Stalin wiedziałby co z nierobami zrobić.
Rozwiń
MArcin
MArcin (22 listopada 2011 o 13:04) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nietrafiony antybiotyk. Moje dziecko też miało gorączkę 40 stopni ostatnio przy inf. bakteryjnej więc jechałem taksówką na izbę przyjęć (skończyło się serią zastrzyków...). To bardzo niebezpieczna sytuacja. Myślę że rodzice mogli nie być do końca świadomi co się dzieje. Przydała by się w tym temacie podstawowa edukacja dla rodziców np. jak reagować w przypadku gorączki i kiedy i czy w ogóle jechać do szpitala....Ja bym na karetkę nie liczył.
Rozwiń
TTTTTTTT
TTTTTTTT (22 listopada 2011 o 12:19) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
dlaczego usuwane sa posty?prawda w oczy kole?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (19)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!