niedziela, 19 listopada 2017 r.

Zamość

Kradną, co się da

  Edytuj ten wpis
Dodano: 16 maja 2007, 16:07
Autor: Anna Szewc

Właściciel baru piwnego w Bełżcu chciał sprzedać lokal razem z wyposażeniem. Nic z tego nie będzie. Złodzieje wpadli, zgarnęli, co się dało i ślad po nich zaginął.

Lista łupów jest imponująca. Znalazło się na niej: sześć blaszanych grzejników, miedziane rurki, elektryczny bojler, żyrandol z wiatrakiem, bateria do zlewozmywaka i prysznicowa, 2 lampki, a także 28-calowy telewizor, odtwarzacz video, kołdra, koc w kratę i niewielki świecznik. Wartość całości to 5 tysięcy złotych. - Dobrze, że wcześniej wynieśliśmy chłodziarki, bo to pewnie też by ukradli - załamuje ręce pan Jan, mieszkaniec Lubyczy Królewskiej, współwłaściciel baru w Bełżcu.
Od jakiegoś czasu poszukiwał kupca na lokal. Liczył, że jeśli poza nieruchomością zaoferuje wyposażenie, to szybciej znajdzie kontrahenta. Teraz szuka złodziei. - Na plecach tego nie wynieśli, może ktoś ich widział. Chodzę po okolicy, wypytuję, może trafię na jakiś ślad, a swoją drogą poinformowałem policję. Może znajdą winnych - zastanawia się mężczyzna. - Byliśmy na miejscu, zabezpieczyliśmy ślady. Wiadomo, że sprawcy dostali się do środka pokonując ogrodzenie i drzwi od zaplecza. Nasi policjanci pracują nad tym, żeby ich namierzyć - zapewnia jeden z funkcjonariuszy tomaszowskiej policji.
To zdarzenie potwierdza tezę, że pomysłowość złodziei nie zna granic, ale wybredni nie są. - Pamiętam przypadek, kiedy pewna hrubieszowianka poinformowała nas o kradzieży kalesonów jej syna. Nawet wskazała winną, a łup rozpoznała po dziurze na kolanie - opowiada sierżant Justyna Popek z hrubieszowskiej policji. Sprawa skończyła się sądzie. Łupem złodziei padają także drobniejsze przedmioty. - Szukaliśmy człowieka, który okradł pewną panią z 30 igieł krawieckich. O ile dobrze pamiętam, nie odnaleziono ani sprawcy ani łupu - wspomina Popek. Podobnie zakończyła się sprawa ubiegłotygodniowej kradzieży, której dokonano na jednym z pól pod Hrubieszowem. Ktoś podprowadził rolnikowi kilka ton tzw. kiszonki, czyli kompostowanych na świeżym powietrzu buraczanych liści. Sprawa została umorzona.
To jednak nie oznacza, że złodzieje są bezkarni. - Bo np. namierzyliśmy mężczyznę, który sąsiadowi ukradł siedem kur. Informacja o przestępstwie spłynęła do nas na tyle szybko, że sprawca nie zdążył zjeść tego, co ukradł - tłumaczy sierżant Popek.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!