środa, 18 października 2017 r.

Zamość

Pacjent stracił nogę. Nie chciał ścigania lekarza

  Edytuj ten wpis
Dodano: 6 czerwca 2011, 19:12

Zdaniem śledczych, ordynator popełnił błędy, ale sąd umorzył postępowanie (Archiwum)
Zdaniem śledczych, ordynator popełnił błędy, ale sąd umorzył postępowanie (Archiwum)

Mieszkaniec wioski pod Zamościem, który trafił do "starego” szpitala ze złamaną nogą, stracił kończynę. Lekarza oskarżono o narażenie pacjenta na niebezpieczeństwo utraty życia albo zdrowia. Sąd umorzył wczoraj postępowanie. Uznał, że Zbigniew Ch. działał nieumyślnie, a ściganie takiego przestępstwa następuje na wniosek pokrzywdzonego.

Zdaniem biegłych, ordynator oddziału urazowo-ortopedycznego Zamojskiego Szpitala Niepublicznego wybrał złą metodę leczenia.

– Ale nie można mu przypisać, że zrobił to specjalnie – powiedział wczoraj sędzia Krzysztof Tracz z Sądu Rejonowego w Zamościu, który przyjął, że oskarżony działał nieumyślnie.

Przy takiej kwalifikacji prawnej czynu ściganie przestępstwa odbywa się na wniosek pokrzywdzonego. A pokrzywdzony tego nie chciał.

W październiku 2002 r. pan Tadeusz uległ wypadkowi drogowemu. Z otwartym złamaniem kości piszczelowej nogi trafił do szpitala przy ul. Peowiaków. Założono mu opatrunek gipsowy i zastosowano wyciąg szkieletowy. Podczas hospitalizacji wszystkie decyzje dotyczące leczenia prowadził dr Zbigniew Ch.

Dwa tygodnie później przeprowadzono kolejne zabiegi. Po ponad trzech miesiącach pacjent został wypisany do domu. Na nodze miał opatrunek gipsowy, ale rana się nie goiła.

Pokrzywdzony kilka razy zgłaszał się do poradni ortopedycznej, gdzie otrzymywał jedynie leki przeciwbólowe i zalecenia dotyczące zmiany opatrunków. Z uwagi na stan zapalny lekarz rodzinny skierował go do szpitala. Później pan Tadeusz był jeszcze kilka razy hospitalizowany, przebywał też w PSK nr 1 w Lublinie. Trzy lata po wypadku amputowano mu nogę.

Sprawą zainteresowali się śledczy, którzy pod koniec 2008 r. oskarżyli Zbigniewa Ch. o narażenie pacjenta na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi za to do 3 lat pozbawienia wolności. Według prokuratury, ordynator, który sprawował bezpośrednią opiekę nad pacjentem i miał obowiązek troszczenia się o niego, ograniczył proces leczenia otwartego złamania nogi, mimo że stan pacjenta wymagał operacyjnego ustabilizowania złamania.

Śledczy oparli się na opinii biegłych lekarzy z Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu, z której wynikało, że lekarz powinien zastosować jedną z uznanych metod operacyjnych. Nieuzasadnione było też przedłużanie leczenia nogi w gipsie.

Ordynator nie przyznał się do winy. Złożył obszerne wyjaśnienia, w których opisał proces leczenia, podnosząc, że był prawidłowy. Wczoraj nie chciał komentować wyroku.

Wyrok, który zapadł wczoraj przed Sądem Rejonowym w Zamościu, nie jest prawomocny. Kosztami postępowania obciążono Skarb Państwa.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
gada
smutny marian
mosquito
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

gada
gada (7 czerwca 2011 o 11:11) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
to że nieumyślnie to logiczne. Po prostu typowy polski lekarz, z typowymi umiejętnościami. A że pacjent nie chce go ścigać ? Boi się że następnym roaem straci głowę. To zwykły chłop, a ludowe powiedzenie mówi "zemsta jest słodka".
Rozwiń
smutny marian
smutny marian (7 czerwca 2011 o 10:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
a jak miał ścigać lekarza... na jednej nodze przecież by nie dogonił.
Rozwiń
mosquito
mosquito (7 czerwca 2011 o 08:51) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
tłumok a nie konował !
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!