wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Zamość

Już jest, choć urzędowo do tej pory go nie było. 61-letni Jan Kaproń otrzymał wczoraj swój pierwszy w życiu dowód osobisty.

O Janie Kaproniu zrobiło się głośno w całej Polsce we wrześniu ubiegłego roku. Wtedy w Starej Wsi (gm. Mircze) rolnikowi skradziono drewniane sanie. Funkcjonariusze odnaleźli na jednej z posesji nie tylko zrabowane mienie, ale i Jana Kapronia. Postanowili go wylegitymować. I pojawił się problem, bo mężczyzna nie miał przy sobie żądnych dokumentów. Powiedział, że urodził się w 1946 r. pod Biłgorajem, ale tych personaliów nie można było zweryfikować w policyjnej bazie danych, bo... ich tam nie było.
Tak zakończyła się 14-letnia tułaczka Jana Kapronia po gospodarstwach w powiecie hrubieszowskim i ponad 60-letnie życie bez tożsamości. - W burakach robiłem, na żniwach, drzewo rąbałem, zwierzęta doglądałem gospodarzom. Nigdy nie spałem w lesie. Zawsze mnie ktoś przygarnął - zwierza się nam 61-letni dziś Jan Kaproń, który wczoraj odebrał wreszcie swój pierwszy dowód osobisty. Za swoją pracę dostawał jedzenie i nocleg. Pieniądze rzadko.
Od wczoraj ma dowód osobisty. Ale żeby go dostać, trzeba mieć stałe miejsca zamieszkania. Dlatego wójt gminy Mircze znalazł mu dom. - Pan Jan jest w tej chwili na stałe zameldowany u jednego z naszych rolników. Gospodarstwo znajduje się przy ul. Leśnej - mówi wójt Mircza Lech Szopiński.
Historia życia pana Jana jest wyjątkowa. Po śmierci ojca opuścił dom rodzinny i nigdy już do niego nie wrócił. Miał wtedy 14 lat. Wędrował od wsi do wsi. Wszędzie mówiono o nim, że to uczciwy i pracowity człowiek. - Pracy w polu nigdy nie brakowało, robiłem co miałem do zrobienia, a nikt mnie nigdy o żaden dokument nie pytał - wspomina Jan Kaproń. Dlatego nigdy o "kwity” nie zabiegał, nie płacił składek. Nie założył rodziny, nie chodził do lekarza, nie leżał w szpitalu i - co najważniejsze - nigdy wcześniej nie wylegitymowała go policja.
Wczorajszy dzień Jan Kaproń zapamięta na pewno do końca życia. - Jak odbieraliśmy dowód w urzędzie gminy, przeskakiwał co trzy stopnie na schodach, tak mu było spieszno - opowiada wójt Szopiński. - Może jeszcze postaram się o paszport - zastanawia się pan Jan, ale zaraz dodaje, że nigdzie wyjeżdżać nie zamierza. - Tu jest mój dom - mówi. (AK)
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!