środa, 18 października 2017 r.

Zamość

Podpalił się na oczach dzieci i policjantów

  Edytuj ten wpis
Dodano: 14 grudnia 2008, 13:52
Autor: Anna Szewc

Do tragedii doszło dzisiejszej nocy w Horodle (pow. hrubieszowski). Chwilę po interwencji policji 44-letni Bogdan Ł. oblał się benzyną i podpalił. Poważnie poparzony, w bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala. Mimo wysiłku lekarzy, zmarł.

Około godz. 1 w nocy dyżurny hrubieszowskiej policji odebrał telefon od mieszkańca Horodła. - Zadzwonił do nas brat 44-latka. Poinformował, że w mieszkaniu Bogdana Ł. trwa libacja alkoholowa i że znajdują się tam dzieci - opowiada Edyta Krystkowiak, rzeczniczka hrubieszowskiej policji.

Mundurowi pojechali na miejsce. Pod wskazanym adresem zastali pijanego 44-latka i jego 23-letnią konkubinę, matkę 6-miesięcznej dziewczynki i 2-letniego chłopca. Kobieta była trzeźwa.

- Ale dzieci wyglądały na zaniedbane. Dlatego wezwano pogotowie i lekarz uznał, że należy je przewieźć do szpitala - opowiada Krystkowiak.

Ani matka maluchów, ani jej konkubent nie protestowali. Policja twierdzi, że oboje zachowywali się bardzo spokojnie. - Bogdan Ł. zaproponował w pewnym momencie, że pójdzie spać do mieszkającego w tym samym budynku brata. Wyszedł, a po chwili policjanci zauważyli ogień - ciągnie rzeczniczka.

Okazało się, że gdzieś na podwórku mężczyzna znalazł benzynę. Oblał się nią i podpalił. Płonął jak pochodnia. Mundurowi rzucili się mu na ratunek. Ugasili ogień. Karetka odwiozła 44-latka do szpitala.

- Stan pacjenta był naprawdę bardzo poważny. W wyniku podpalenia, miał poparzone ponad 70 procent powierzchni ciała. Robiliśmy, co tylko w naszej mocy. Zastosowaliśmy m.in. chłodzenie organizmu i antybiotykoterapię. Na próżno. Zmarł, nie odzyskawszy przytomności - mówi Jacek Piotrowski, lekarz dyżurny Oddziału Intensywnej Terapii szpitala w Hrubieszowie.

Dwoje dzieci 23-letniej konkubiny zmarłego nadal przebywa w szpitalu. - Ich stan ogólny jest dobry - mówi Stanisław Martyn, ordynator pediatrii. - Nie było konieczności stosowania jakiejkolwiek terapii. Wykonaliśmy im tylko podstawowe badania.

Matka dzieci jest z nimi cały czas na oddziale. Nie wiadomo jednak, kiedy chłopczyk i dziewczynka będą mogli wrócić do domu. - O tym najprawdopodobniej zadecyduje sąd - uprzedza ordynator Martyn.

Policja wyjaśnia tymczasem, dlaczego 44-latek zdecydował się na desperacki krok. - Nic nie wskazywało na to, że może chcieć targnąć się na swoje życie - zapewnia Krystkowiak.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
maras
Gość
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

maras
maras (14 grudnia 2008 o 23:27) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Gość napisał:
po co takiego oszołoma ratować??? jednego psychola mniej by byo!!

chyba cie ku*** kon pier***nal jak byles w oborze u siebie na wsi
Rozwiń
Gość
Gość (14 grudnia 2008 o 22:19) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
po co takiego oszołoma ratować??? jednego psychola mniej by byo!!
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!