wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Zamość

Policjanci z Turobina pomogli oszukanym warszawiakom odzyskać pieniądze

Dodano: 5 listopada 2009, 13:14

Kupili używany samochód, ale do domu nie dojechali, bo rozkraczył im się po drodze. Dzięki zdecydowanej postawie policji, parze warszawiaków udało się odzyskać pieniądze.

Jeździli po stolicy wysłużonym samochodem, dlatego postanowili zamienić go na nowszy model. Znaleźli ofertę mieszkańca Turbina w powiecie biłgorajskim, który chciał pilnie sprzedać siedmioletniego renaulta lagunę.

Paweł Gwizd wraz z sympatią pojechał na miejsce. – Właściciel przekonywał, że auto jest w idealnym stanie, że z żalem je oddaje, ale potrzebuje pieniędzy na ocieplenie domu – wspomina.

Zapłacili 18,5 tys. zł, podpisali umowę i ruszyli w drogę. Po przejechaniu 60 km samochód odmówił posłuszeństwa. – Dzwoniliśmy do poprzedniego właściciela, ale on się zapierał, że nigdy wcześniej nie miał z autem problemów – opowiada warszawianin.

Po godzinie samochód w końcu odpalił, a nowi właściciele pojechali nim prosto do autoryzowanego serwisu. – Okazało, że kupiliśmy wrak samochodu – informuje pan Paweł.

Pracownicy lubelskiego serwisu od razu poznali lagunę, bo dwa tygodnie wcześniej przeprowadzali w niej przegląd. Gdy 30-letni właściciel usłyszał wówczas, że naprawa elektroniki ma go kosztować 10 tys. zł oznajmił, że nie będzie reperował auta, tylko je sprzeda.

Warszawiacy natychmiast zadzwonili na policję.

– Nikt nas nie spławił, nie drwił z naszej głupoty, tylko zostaliśmy poproszeni o stawienie się na posterunku w Turobinie – opowiada Gwizd.

Tamtejsi funkcjonariusze wiedzieli już o całym zajściu. St. sierż. Grzegorz Kwiecień udał się zaraz do poprzedniego właściciela laguny, a jego kolega, sierż. Dariusz Snopek, podnosił zdołowaną parę na duchu.

Po 20 minutach Kwiecień wrócił na posterunek z 30-latkiem, który miał przy sobie 18,5 tys. złotych. W obecności funkcjonariuszy umowy kupna-sprzedaży zostały zniszczone, a para ze stolicy odzyskała swoje pieniądze.

Z postawy mundurowych z Turobina zadowoleni są ich przełożeni.

– W ten sposób buduje się zaufanie do policji – mówi Janusz Wójtowicz, rzecznik prasowy KWP w Lublinie, który otrzymał od warszawiaków list z podziękowaniami.

Właściciel laguny może spać spokojnie. Poszkodowani nie chcą, by ponosił konsekwencje. Ale ze zbyciem wadliwego samochodu na pewno będzie miał teraz kłopot.

Katarzyna Mazur, miejski rzecznik konsumentów w Zamościu

Kupując używany samochód, skorzystajmy z pomocy specjalisty, który sprawdzi jego stan techniczny. Gdy nie będzie miał większych zastrzeżeń, możemy spokojnie podpisać umowę. Właściciel renaulta laguny celowo chciał oszukać kupujących. Wiedział o usterce samochodu, co mogliby przed sądem potwierdzić pracownicy serwisu.
Czytaj więcej o:
poco
Gość
~francuz~
(16) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

poco
poco (6 listopada 2009 o 21:14) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Gdyby turobianin /mieszkaniec Turobina/ kupił tak auto w Warszawie to w życiu by swoich pieniędzy nie zobaczył.My ,ze wschodu,jesteśmy jeszcze ludżmi ...
Rozwiń
Gość
Gość (6 listopada 2009 o 13:00) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
~francuz~ napisał:
mialem przez miesiac passata rocznego czyli powyzej 50 tys i powiem szczerze ze Ci co podniecaja sie tym autem to niech sie przejada peugeotem 407 np za 40 tys

a bede wciskal i nie kit bo skoro auto sie nie psuje tylko zuzywaja sie w nim czesci tj klocki koncowki drazka to nie znaczy ze sie psuje... skoro nie zawiodl mnei nigdy nie zepsul sie to po co mialbym pisac ze sie psuje itd ???????


Osobiście nie przepadam za vw ale...

To znaczy że w kazdym aucie prędzej czy poźniej trzeba wymieniać pewne elementy zuzywające się podczas eksploatacji a czy to będzie auto niemieckie czy francuskie to nie ma znaczenia.
Ja mam niemieckie auto i nie narzekam, ale też nie twierdzę też, ze się nigdy nie popsuje. Wypisywanie głupot typu "francuskie są idealne i nigdy się nie psują" jest moim skromnym zdaniem próbą leczenia kompleksów, bo znaczna większość mając do wyboru auto z Francji nawet nowe za sto tysięcy wybierze auto niemieckie znacznie droższe lub japońskie. Tu chodzi o prestiż którego samochody francuskie niestety nie posiadają i daleko im do aut japońskich czy niemieckich.
Wniosek z tego taki, ze kupując uzywany samochód obojętnie jakiej marki musimy się nastawić na mniejsze lub większe wydatki, nawet nowe samochody nie są pozbawione wad, więc zanim coś kupimy warto, tak jak napisano, zasięgnąc porady eksperta (a nie fanatyka).
Rozwiń
~francuz~
~francuz~ (6 listopada 2009 o 12:48) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Gość napisał:
Zadam ci jedno pytanie, czy kiedykolwiek miałeś niemieckie auto ale nie szmelc za parę tysięcy tylko powiedzmy za powyżej 40 -50? I nie pisz mi tu o jakichś szwagrach tylko o sobie.

Najbardziej krzyczą ci co nigdy nie posiadali takiego samochodu ale chcą uchodzić za znawców.

Poza tym jeszcze raz ci mowię zebyś ludziom nie wciskał kitu o niezawodności uzywanych aut bo to nie jest prawda i każdy samochód się psuje.



mialem przez miesiac passata rocznego czyli powyzej 50 tys i powiem szczerze ze Ci co podniecaja sie tym autem to niech sie przejada peugeotem 407 np za 40 tys

a bede wciskal i nie kit bo skoro auto sie nie psuje tylko zuzywaja sie w nim czesci tj klocki koncowki drazka to nie znaczy ze sie psuje... skoro nie zawiodl mnei nigdy nie zepsul sie to po co mialbym pisac ze sie psuje itd ???????
Rozwiń
Gość
Gość (6 listopada 2009 o 12:33) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
znak diamentu ;) napisał:
chyba jezdze to wiem czy sie psuje czy nie to Wy wciskacie kit ze te szmelce niemieckie sa najlepsze naj naj pod kazdym wzgledem bo co?? bo handlarzyna ktory rznie cwaniaczka na gieldzie tak powiedzial? zebyscie wiedzieli jaka przeszlosc te niemieckie dasy wasze maja...
po prostu niechce innego auta niz renault bo jest dobre przekonalem sie od 20 lat bo jezdze tylko renault a szewagier VW i audi... ale juz i on zwatpil i po nowym roku bierze nowa lagune



Zadam ci jedno pytanie, czy kiedykolwiek miałeś niemieckie auto ale nie szmelc za parę tysięcy tylko powiedzmy za powyżej 40 -50? I nie pisz mi tu o jakichś szwagrach tylko o sobie.

Najbardziej krzyczą ci co nigdy nie posiadali takiego samochodu ale chcą uchodzić za znawców.

Poza tym jeszcze raz ci mowię zebyś ludziom nie wciskał kitu o niezawodności uzywanych aut bo to nie jest prawda i każdy samochód się psuje.
Rozwiń
znak diamentu ;)
znak diamentu ;) (6 listopada 2009 o 12:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Gość napisał:
Proszę cię, rozumiem, ze lubisz swoje auto i ze tylko na takie cię stać ale nie wciskaj ludziom kitu, ze się nie psuje. Kazdy samochód kiedyś się popsuje, są elementy które się zuzywają, ulegają uszkodzeniu i trzeba je wymieniać. Nawet auta na które stać jedynie milionerów potrafią się popsuć więc po co ta głupia gadka. Każdy ma taki samochód na jaki go stać a czy to będzie francuskie, włoskie , japońskie, amerykańskie czy niemieckie auto to już zalezy tylko od kupującego.



chyba jezdze to wiem czy sie psuje czy nie to Wy wciskacie kit ze te szmelce niemieckie sa najlepsze naj naj pod kazdym wzgledem bo co?? bo handlarzyna ktory rznie cwaniaczka na gieldzie tak powiedzial? zebyscie wiedzieli jaka przeszlosc te niemieckie dasy wasze maja...
po prostu niechce innego auta niz renault bo jest dobre przekonalem sie od 20 lat bo jezdze tylko renault a szewagier VW i audi... ale juz i on zwatpil i po nowym roku bierze nowa lagune
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (16)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!