sobota, 21 października 2017 r.

Zamość

Z grupą zamościan byliśmy na Wołyniu. Tam są ich korzenie. Oddaliśmy hołd dziesiątkom tysięcy Polaków pomordowanym przez bandy UPA.

- Kocham Wołyń i bardzo przeżywam powroty na rodzinną ziemię - mówi Zofia Szwal. - Po każdym wyjeździe jestem chora, ale gdybym tu nie przyjechała, rozchorowałabym się jeszcze bardziej.
I choć wie, że na trasie podróży nie będzie jej rodzinnej Orzeszyny, gdzie Ukraińcy zabili rodziców, siostrę i brata ojca, uśmiecha się pogodnie.
Z Zamościa wyruszyliśmy na Zosin. W Uściługu skręcamy w prawo. Dojeżdżamy do Kolonii Funduma, a w zasadzie miejsca, gdzie była wieś. W 1943 r. UPA zamordowała tu 260 Polaków. - Bandyci zastrzelili rodziców i brata - mówi Janina Kalinowska. - Mama przykryła mnie ciałem, dlatego przeżyłam.
Miejsce kaźni upamiętnia wysoki, metalowy krzyż. Takich samych jest na Wołyniu dużo więcej. Wołyniacy, na czele z Eugeniuszem Strzałkowskim, koszą chwasty, składają wieńce, zapalają znicze i modlą się w intencji pomordowanych.
Jedziemy w stronę Kowla. Zatrzymujemy się w Helenówce za Włodzimierzem Wołyńskim. Tej nazwy nie ma co szukać na mapie. Jest tylko w sercach Wołyniaków. Tutaj bandyci zabili 110 mieszkańców polskiej narodowości.
Dalej jest Werba, z krzyżem upamiętniającym śmierć ponad tysiąca Polaków z tej gminy. W Mohylnie zginęło 69 osób, w Swojczowie - 196, w Dominopolu - 490, w Rudni i Żurawcu - 110, w Kisielinie - około 100, a 83 cudem uniknęło rzezi w kościele. - Chciałbym zobaczyć kościół, bo dom i inne zabudowania Ukraińcy spalili na naszych oczach - marzy Andrzej Bartoszewski, który urodził się właśnie Kisielinie.
Kościół pw. Matki Bożej Szkaplerznej z daleka wygląda imponująco, ale na miejscu widać, że to kompletna ruina. Na ponad 250-letnim cmentarzu znajdujemy grób ostatniej parafianki. Agatę Biesiagę pochowano 30 lipca 1943 r.
- Przynajmniej raz w roku staramy się być w miejscach, gdzie bandy UPA wymordowały nam najbliższych - mówi Teresa Radziszewska, szefowa zamojskiego zarządu Stowarzyszenia Upamiętnienia Polaków Pomordowanych na Wołyniu.
Pani Teresa urodziła się w Kolonii Aleksandrówka. W 1943 roku ukraińscy bandyci zabili jej rodziców i troje rodzeństwa w wieku 1,5-5 lat. W sumie zginęły 92 osoby. Na miejscu, gdzie była wieś, mieszkają cztery ukraińskie rodziny, przeważnie w podeszłym wieku. Witają się z Radziszewką i jej siostrą cioteczną, Kamilą Ostasz. Płaczą.
Odwiedzamy jeszcze Kupiczów, gdzie z kościoła rzymskokatolickiego zrobiono pracujący do tej pory młyn, zapalamy znicze na grobach żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji AK w Zasmykach.
Wracamy. Pustka za oknem, a przy drodze pełno piołunu. - Na tych pustych przestrzeniach tętniły życiem polskie wioski - mówi Zofia Szwal. - A piołun to gorzkie łzy wszystkich wymordowanych Polaków - dodaje Teresa Radziszewska.
Na całym Wołyniu 2 tys. polskich miejscowości znikło całkowicie z powierzchni ziemi. - Tu są moje korzenie - mówi 35-letni Stefan Rusiecki, którego do rodzinnego Swojczowa zabrał ojciec. Jest muzykiem i od 10 lat mieszka w Lozannie. - W przyszłym roku przyjadę tu z synem. Niech wie, skąd pochodzimy. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!