wtorek, 26 września 2017 r.

Zamość

Przepychanki między busami

Dodano: 28 lutego 2007, 16:46

Policyjna czujność to rzecz chwalebna. Łatwiej być jednak chwatem w biały dzień, niż uganiać się za bandziorami nocą np. po staromiejskich zaułkach.

Nasz fotoreporter, na zamojskim dworcu busów, padł przedwczoraj ofiarą nadgorliwości policjanta. Nie on jeden.

Dworzec busów przy ul. Gminnej w Zamościu to prawdziwa zmora. Busiarze nieraz muszą dokonywać prawdziwych cudów, aby tam wjechać lub wyjechać, a podróżni, chłostani wiatrem, marzną na mrozie i mokną na deszczu. Na dworcu nie ma żadnych wiat, a o „przeczekaniu” we własnym aucie nie można nawet pomarzyć. Wielu doprowadza to do pasji.
– Czekam właśnie na ważną i ciężką przesyłkę – opowiadał nam przedwczoraj zmarznięty Jacek Patrykowski z Zamościa. – Ma przyjechać w busie z Lublina. Gdyby było tu jakieś miejsce postojowe, nie musiałbym taszczyć paczki kilkaset metrów.
W pobliżu dworca nie wyznaczono miejsc parkingowych dla podróżnych. Zdesperowani kierowcy wciskają jednak swoje samochody pomiędzy busy i gdzie tylko się da. Robią wielki błąd.
– Na takich delikwentów czatuje policja – złości się jeden z prywatnych przewoźników. – Podróżni może kombinują, ale... są do tego zmuszeni. Problem trzeba rozwiązać, a nie na nim żerować.
Na ostatniej sesji zamojskiej Rady Miejskiej o „nienormalnej” sytuacji na dworcu busów mówiła radna Elżbieta Kramarczuk. – Czekałam w nocy na córkę – opowiadała. – Postawiłam auto na pustawym dworcu. Lecz zaraz przyjechała policja i musiałam się ewakuować. Kilka dni temu moi znajomi mieli mniej szczęścia i dostali mandat. To nieciekawa sytuacja. Najbliższy parking oddalony jest o kilkaset metrów. Ten problem powinien zostać jak najszybciej rozwiązany przez spółdzielnię mieszkaniową. Postaram się o to.
Marek Soboń, członek zarządu SM im. Jana Zamoyskiego, twierdzi, że sprawy załatwić się „tak łatwo” nie da. – Spółdzielnia jest właścicielem tych gruntów i nie widzę powodów, aby odstępować ich część na miejski parking. Busiarze od nas ten dworzec wynajmują. Jeśli zechcą zapłacić za kilka miejsc parkingowych, wtedy o tym pomyślimy. Zresztą wielkiego kłopotu nie ma. Podróżni mogą stawiać auta na okolicznych... płatnych parkingach.
W poniedziałek na zamojski dworzec busów wybrał się nasz fotoreporter. Miał zrobić zdjęcia do tego artykułu. Traf chciał, że w kadrze znalazł się umundurowany policjant z teczką. Gdy zobaczył aparat, zrobił awanturę, spisał fotoreportera (wyjaśnił, że robi to „prewencyjnie”) oraz zmusił go do wykasowania zdjęć z cyfrowego aparatu. Co go tak rozjuszyło? Nie wiadomo. Pewnie wykonywał jakąś tajną misję i zapomniał się zakamuflować. Dlaczego jednak przeszkadza dziennikarzowi wykonywać swoje obowiązki? – Policjant ma prawo wylegitymować, kogo zechce – ucina Tomasz Halinowski, zastępujący wczoraj rzecznika zamojskiej policji. – Nie wiem, co tam zaszło, więc nie mogę się na ten temat wypowiadać.
Po więcej wyjaśnień odesłano nas do naczelnika wydziału prewencji. Ten był jednak wczoraj nieuchwytny.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!