piątek, 9 grudnia 2016 r.

Zamość

Wrócił cały i zdrowy z Ukrainy

Dodano: 6 sierpnia 2003, 20:58

Łukasz Kwaśniak  (Leszek Wójtowicz)
Łukasz Kwaśniak (Leszek Wójtowicz)

Jest! Cały i zdrowy. Trochę zmęczony. Wczoraj w godzinach południowych służby graniczne Ukrainy po 43 godzinach przetrzymywania przekazały stronie polskiej 19-letniego Łukasza Kwaśniaka, ucznia Technikum Budowlanego w Zamościu, który w poniedziałek na skutek utraty orientacji w terenie wylądował swoim szybowcem na polu niedaleko Rawy Ruskiej na Ukrainie.

Chłopak miał wrócić do domu we wtorek, ale ukraińscy pogranicznicy nie zdążyli wykonać dokumentacji zatrzymania. – Taka jest procedura – mówi ppłk Marek Dominiak, komendant Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej w Chełmie. – Zatrzymany musiał złożyć po jednej i drugiej stronie granicy wyjaśnienia odnośnie okoliczności, w jakich się znalazł
na Ukrainie.
– Dobrze, że jest już po wszystkim, chociaż przetrzymał nas trochę urząd celny – powiedział nam mechanik lotniczy Krzysztof Sierak.
Kto zapłaci za holowanie szybowca? Aeroklub. Jest u nas taka zasada, że kto w polu wyląduje, ma zapewniony darmowy transport. Szybowiec nie został uszkodzony.

Wzięli mnie za szpiega

Rozmowa z Łukaszem Kwaśniakiem z Aeroklubu Ziemi Zamojskiej


• Zmęczony?
- Kto by nie był? Dwie nie przespane noce. No prawie nie przespane. Trochę spałem.

• Jak doszło do tego, że wylądował pan po ukraińskiej stronie granicy?
- Sam nie wiem. Leciałem nad Tomaszowem Lubelskim, ale nie byłem pewny, że to jest właśnie to miasto. Poleciałem dalej...

• Kiedy było wiadomo, że coś jest nie tak?
- Po wylądowaniu. Szybko podbiegli do mnie jacyś wojskowi. Całą gromadą. Mieli karabiny. Zrobiło się nerwowo.

• Co było dalej?
- Zabrali mnie na strażnicę, z aparatu fotograficznego zabrali kliszę i rozpoczęły się przesłuchania. Dwa razy dziennie. Pytali, dlaczego przekroczyłem granicę. Może przez ten aparat wzięli mnie za szpiega.

• Założyli kajdanki?
- Nie.

• Ale można się było najeść strachu?
- Trochę. Chciałem jak najszybciej wrócić do domu. Ukraińcy obiecywali, że wypuszczą mnie we wtorek. Tak się nie stało. Wtedy pomyślałem, że mogę tam siedzieć i siedzieć.

• Jak był pan traktowany przez ukraińskich pograniczników?
- Rewelacyjnych warunków nie było. Spałem na podłodze. Na materacu. Nie mogłem kontaktować się z rodziną. Ukraińcy dawali mi jeść, ale jakoś nie mogłem niczego przełknąć.

• Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i wrócił pan do domu. Kto czekał na granicy?
- Mój ojciec i mechanik z Aeroklubu Ziemi Zamojskiej Krzysztof Sierak. No i funkcjonariusze Straży Granicznej, którym musiałem złożyć wyjaśnienia.

• Ta przygoda nie będzie mieć wpływu na dalsze uprawianie szybownictwa przez pana?
- Chyba tak, ale nie wiem czy w tym roku wsiądę jeszcze do szybowca. Jeśli chodzi o nielegalne przekroczenie granicy, to raczej nie poniosę większych konsekwencji. Gorzej z klubem. Na pewno będę zawieszony. Na jak długo? To się okaże.

• Największe marzenie?
- Pójść do domu, wykąpać się i położyć spać.

Rozmawiał Leszek Wójtowicz
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

10-11 grudnia
komentarze (0)0
polubienia (0)0
09-12-2016

10-11 grudnia

Alarm 24

CENEO