poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Zamość

Wrócił cały i zdrowy z Ukrainy

  Edytuj ten wpis
Dodano: 6 sierpnia 2003, 20:58

Łukasz Kwaśniak  (Leszek Wójtowicz)
Łukasz Kwaśniak (Leszek Wójtowicz)

Jest! Cały i zdrowy. Trochę zmęczony. Wczoraj w godzinach południowych służby graniczne Ukrainy po 43 godzinach przetrzymywania przekazały stronie polskiej 19-letniego Łukasza Kwaśniaka, ucznia Technikum Budowlanego w Zamościu, który w poniedziałek na skutek utraty orientacji w terenie wylądował swoim szybowcem na polu niedaleko Rawy Ruskiej na Ukrainie.

Chłopak miał wrócić do domu we wtorek, ale ukraińscy pogranicznicy nie zdążyli wykonać dokumentacji zatrzymania. – Taka jest procedura – mówi ppłk Marek Dominiak, komendant Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej w Chełmie. – Zatrzymany musiał złożyć po jednej i drugiej stronie granicy wyjaśnienia odnośnie okoliczności, w jakich się znalazł
na Ukrainie.
– Dobrze, że jest już po wszystkim, chociaż przetrzymał nas trochę urząd celny – powiedział nam mechanik lotniczy Krzysztof Sierak.
Kto zapłaci za holowanie szybowca? Aeroklub. Jest u nas taka zasada, że kto w polu wyląduje, ma zapewniony darmowy transport. Szybowiec nie został uszkodzony.

Wzięli mnie za szpiega

Rozmowa z Łukaszem Kwaśniakiem z Aeroklubu Ziemi Zamojskiej


• Zmęczony?
- Kto by nie był? Dwie nie przespane noce. No prawie nie przespane. Trochę spałem.

• Jak doszło do tego, że wylądował pan po ukraińskiej stronie granicy?
- Sam nie wiem. Leciałem nad Tomaszowem Lubelskim, ale nie byłem pewny, że to jest właśnie to miasto. Poleciałem dalej...

• Kiedy było wiadomo, że coś jest nie tak?
- Po wylądowaniu. Szybko podbiegli do mnie jacyś wojskowi. Całą gromadą. Mieli karabiny. Zrobiło się nerwowo.

• Co było dalej?
- Zabrali mnie na strażnicę, z aparatu fotograficznego zabrali kliszę i rozpoczęły się przesłuchania. Dwa razy dziennie. Pytali, dlaczego przekroczyłem granicę. Może przez ten aparat wzięli mnie za szpiega.

• Założyli kajdanki?
- Nie.

• Ale można się było najeść strachu?
- Trochę. Chciałem jak najszybciej wrócić do domu. Ukraińcy obiecywali, że wypuszczą mnie we wtorek. Tak się nie stało. Wtedy pomyślałem, że mogę tam siedzieć i siedzieć.

• Jak był pan traktowany przez ukraińskich pograniczników?
- Rewelacyjnych warunków nie było. Spałem na podłodze. Na materacu. Nie mogłem kontaktować się z rodziną. Ukraińcy dawali mi jeść, ale jakoś nie mogłem niczego przełknąć.

• Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i wrócił pan do domu. Kto czekał na granicy?
- Mój ojciec i mechanik z Aeroklubu Ziemi Zamojskiej Krzysztof Sierak. No i funkcjonariusze Straży Granicznej, którym musiałem złożyć wyjaśnienia.

• Ta przygoda nie będzie mieć wpływu na dalsze uprawianie szybownictwa przez pana?
- Chyba tak, ale nie wiem czy w tym roku wsiądę jeszcze do szybowca. Jeśli chodzi o nielegalne przekroczenie granicy, to raczej nie poniosę większych konsekwencji. Gorzej z klubem. Na pewno będę zawieszony. Na jak długo? To się okaże.

• Największe marzenie?
- Pójść do domu, wykąpać się i położyć spać.

Rozmawiał Leszek Wójtowicz
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!