niedziela, 4 grudnia 2016 r.

Zamość

Zrobimy, co się da

Dodano: 27 listopada 2001, 14:33

Wychowuję ośmioro dzieci, jestem w ciąży. Nie mam pracy, a ostatnio Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej odebrał mi zasiłek. Nie mamy za co żyć - poskarżyła się nam Krystyna W. Pojechaliśmy na miejsce, by sprawę wyjaśnić i jakoś pomóc kobiecie i jej dzieciom.

W GOPS w Grabowcu wyjaśniono nam, że zasiłek stały został cofnięty, bo pracownicy placówki stwierdzili, że matka w niewłaściwy sposób zajmuje się swoimi dziećmi. - Jej nigdy nie ma w domu. Wiecznie jest w podróży. Dzieci jedzą tyle, co w szkole. W domu brud i smród. Niech siedzi w domu, gotuje, pierze sprząta, to my ten zasiłek jej wypłacimy w innych formach pomocy - usłyszeliśmy od Krystyny Staszczuk, kierowniczki pomocy społecznej w Grabowcu.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami, zasiłek stały należy się osobie, która nie może podjąć pracy, bo ma chore dziecko, wymagające całodobowej opieki i pobiera na nie zasiłek pielęgnacyjny. Od 1999 r. do końca września 2001 r. Krystyna W. otrzymywała na tej zasadzie 406 zł miesięcznie, do tego doliczany był zasiłek z KRUS. Niedawno GOPS postanowił odebrać zasiłek stały, a więc dziewięcioosobowa rodzina musi się utrzymać z 500 zł.
Krystyna W. odwołała się od decyzji GOPS do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Zamościu. Sprawa została skierowana do ponownego rozpatrzenia przez gminę. Czas biegnie. Sprawdziliśmy sytuację. Okazuje się, że prawo stoi po stronie Krystyny W. i zasiłek się jej należy. Nie "w innych formach pomocy”, ale w gotówce. Wszelkie dary rzeczowe, podobnie jak było do tej pory, mogą uzupełniać tę stałą pomoc finansową. Kobieta musi teraz uzupełnić dokumentację medyczną i wtedy odzyska pieniądze. W grudniu ma otrzymać także zasiłek dla kobiet w ciąży, bowiem spodziewa się kolejnego dziecka.
Krystyna W. mówi, że jest zmęczona życiem, przyznaje, że właściwie cały czas jest w drodze, bo leczy się sama, ale też jeździ do kontroli z dziećmi. Ale nie ma jej w domu głównie dlatego, że wędruje po sklepach, naciąga, żebrze, ima się wszelkich sposobów, by coś zyskać dla dzieci Jej mąż nie pracuje. Twierdzi, że leczy się z alkoholizmu. Uznał, że utrzymanie jego dzieci jest obowiązkiem państwa. Rodzina W., jak powiedział nam kurator sądowy, miała już stary samochód, antenę satelitarną, krowę, kozę z gminy. Wszystko sprzedawali. Według pracowników pomocy społecznej i kuratora sądowego rodziny, W. nie nadają się na rodziców. Jednak gromadka ich dzieci potrzebuje pilnie wszelkiej pomocy. Postaramy się zrobić wszystko, by maluchom zapewnić prezenty mikołajkowe i jedzenie na święta. Do sprawy na pewno powrócimy.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO