Do pomyłki doszło 5 października podczas wysyłki ostrzeżenia związanego z rosyjskim atakiem powietrznym na Ukrainę. Alert informował, że sytuacja jest monitorowana, a w polskiej przestrzeni operuje lotnictwo wojskowe. Ostrzeżenie dotyczyło województwa lubelskiego.
RCB poinformowało jednak, że wiadomość została omyłkowo skierowana również do odbiorców w województwie lubuskim. Centrum wzięło odpowiedzialność za błąd.
Lubelskie pomylone z Lubuskim
- Mamy świadomość, że Alert RCB jest dla odbiorców sygnałem do podjęcia działań służących ochronie życia i zdrowia. Błędnie skierowane ostrzeżenie mogło wywołać niepokój oraz skłonić mieszkańców do podjęcia działań ochronnych - przekazało Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.
RCB przeprosiło mieszkańców za pomyłkę, wywołany niepokój i ewentualne utrudnienia. Dzień wcześniej Alert RCB dotyczący rosyjskiego ataku na Ukrainę wysyłany był do odbiorców w województwie lubelskim. W trakcie jego dystrybucji zagrożenie ustało i pierwszą wysyłkę przerwano, a następnie uruchomiono kampanię odwołującą ostrzeżenie.
W efekcie część mieszkańców Lubelszczyzny, zgodnie z tym, jak być powinno, otrzymała najpierw informację o zagrożeniu, a później jego odwołanie. Ale do części osób, ze względu na przerwanie pierwszej wysyłki, mogła natomiast dotrzeć jedynie wiadomość o ustaniu zagrożenia. RCB tłumaczyło, że wynikało to ze zmiany sytuacji w czasie dystrybucji alertu.
Wicepremier Polski o alertach
- Wiem, że te alerty są często męczące dla mieszkańców, ale lepiej wysłać ich więcej niż mniej - mówił wczoraj wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz w Porcie Lotniczym Lublin.
Szef MON przyjechał do Lublina z informacjami o powstaniu nowych jednostek wojska w Biłgoraju i Łukowie, dowództwie 18. Brygady Zmotoryzowanej w powiecie opolskim, bazie śmigłowców w Świdniku, a także dalszych inwestycjach w Kraśniku i Dęblinie. Przy okazji wspominał jednak również o alertach, których mnogość w ostatnich miesiącach niepokoi mieszkańców Lubelszczyzny.
- Lepiej o wszystkim informować. Dlaczego tych alertów i zagrożeń jest tak dużo? Dlatego, że zagrożenie jest tak duże. Liczba operacji w powietrzu nad Ukrainą wzrosła piętnastokrotnie w porównaniu z pierwszą połową 2024 roku, czyli okresem już po wybuchu pełnoskalowej wojny. W pierwszej połowie 2026 roku ta liczba się zwielokrotniła. Po kilku miesiącach drugiego półrocza widzimy, że jest ich jeszcze więcej. Alerty wynikają więc zarówno z zagrożenia, jak i z prowokacji odbywających się wokół granicy polsko-ukraińskiej. Musimy więc inwestować w taki sposób, żeby móc powiedzieć wprost: Lubelszczyzna jest bezpieczna, Podkarpacie jest bezpieczne - puentował Kosiniak-Kamysz.

Komentarze