- Pocisk, który spadł na Zamojszczyźnie, według oceny polskich służb, miał spaść w Kraśniku na zakłady Mesko - powiedział polski dziennikarz Zbigniew Parafianowicz, autor książek „Polska na wojnie” i „Kłopot z Zełenskim”, w programie „Teraz WP”.
Nawiązywał do incydentu z 30 lipca 2026 roku, kiedy w miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim doszło do upadku i eksplozji rosyjskiego pocisku manewrującego typu Ch-101. Eksplozja utworzyła krater o głębokości około 5 metrów i średnicy około 10 metrów w polu rzepaku. Szczątki rozłożyły się w promieniu kilkuset metrów. Nikomu nic się stało. Zniszczeniu nie uległ żaden z pobliskich budynków.
Prokuratura Okręgowa w Lublinie przekazała, że odnalezione szczątki, czyli fragmenty silnika, elektroniki i materiał wybuchowy, pochodzą z rakiety Ch-101 wyprodukowanej w Rosji w drugim kwartale 2026 roku. Premier Donald Tusk, który przyjechał do Tarnawy-Kolonii, nie miał wątpliwości, że było to celowe działanie ze strony Rosji.
Rosjanie celowali w Kraśnik?
- Celem Rosji nie był przypadkowy upadek rakiety na polu. Ten pocisk miał dotrzeć do Kraśnika. Albo miał być sygnałem, że zakłady Mesko pracujące na potrzeby polskiej zbrojeniówki są w zasięgu rosyjskich pocisków manewrujących - ujawniał jednak Parafianowicz w „Teraz WP”, powołując się na źródła w polskich służbach.
Zakłady Mesko w Kraśniku to strategiczny producent korpusów do amunicji artyleryjskiej kalibru 155 mm, który obecnie realizuje wielomilionową inwestycję mającą na celu wielokrotne zwiększenie krajowych zdolności produkcji tej amunicji.
- Przecież nawet jeżeli popatrzymy na mapę, gdzie ten pocisk spadł w Tarnawie-Kolonii, to Kraśnik leży w linii prostej, w niedużej odległości od tego miejsca. Sygnał jest jasny: i rok produkcji pocisku, i jego jakość, i trudność z namierzeniem, i niski pułap jego lotu, i upadek w sąsiedztwie Kraśnika - zwracał uwagę Parafianowicz.
Prokuratura sprawdza taką wersję
Prokuraturę Okręgową w Lublinie spytaliśmy, czy posiada informacje lub ustalenia wskazujące, że celem pocisku manewrującego Ch-101, który spadł w Tarnawie-Kolonii, mógł być Kraśnik i znajdujące się tam zakłady Mesko.
- Z uwagi na dobro postępowania i fakt, że duża jego część jest niejawna, nie udzielimy informacji w przedmiotowym zakresie. Jednym z celów postępowania jest ustalenie celu zaprogramowanego w pocisku. Trwają czynności dowodowe i ekspertyzy kryminalistyczne zamierzające do dokonania ustaleń w tym zakresie - przekazał nam prokurator Marcin Kozak, pełniący funkcję rzecznika Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Prokurator Kozak dodał, że w ramach postępowania śledczy badają różne wersje śledcze, także te dotyczące Kraśnika i zakładów Mesko. Dopytaliśmy, czy w związku ze zdarzeniem z 30 lipca prokuratura otrzymała od wojska lub służb specjalnych materiały dotyczące możliwej trasy i celu rosyjskiego pocisku Ch-101.
- Prokuratura współpracuje w tej sprawie z wszystkimi instytucjami państwowymi, które mogą mieć informacje przydatne dla postępowania - zapewnił prokurator Kozak.
Śledztwo wciąż jest w toku. Prokuratura oczekuje na zlecone opinie specjalistyczne.
Wicepremier Polski nie potwierdza
5 października w Porcie Lotniczym Lublin występował wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. I również jego zapytaliśmy o doniesienia Zbigniewa Parafianowicza dotyczące rosyjskiej rakiety Ch-101, która miała rzekomo uderzyć w zakłady Mesko w Kraśniku.
- Nie mogę potwierdzić. Wydaje się, że była to celowa prowokacja Federacji Rosyjskiej i raczej obliczona na to miejsce, w którym doszło do zderzenia rakiety z ziemią. Byliśmy zresztą z premierem Donaldem Tuskiem zaraz po tym zdarzeniu w Tarnawie-Kolonii. Nie dostałem dotąd żadnego raportu, który świadczyłby o tym, że celem było cokolwiek innego - odpowiedział nam szef MON.

Komentarze