Dlatego w tych okolicznościach jeszcze bardziej bolesna jest sobotnia porażka z Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski. O końcowym rezultacie decydowała dogrywka, ale błędy zostały popełnione wcześniej. - Zabrakło nam niewiele, ale kluczowe okazały się ich zbiórki w ofensywie. Musimy nauczyć się tego, jak radzić sobie z prowadzeniem. Robiliśmy za dużo strat. Jest jeszcze przed nami dużo pracy – wyjaśniał Matthias Tass, zawodnik PGE Start. - T o nie było wielkie widowisko. Nie możemy pozwolić przyjezdnej ekipie na 22 pkt ekstra po zbiórkach. Myślałem, że z tym elementem będzie u nas już lepiej. Dodatkowo mieliśmy olbrzymi problem z trafieniem do kosza. Idziemy dalej, chociaż przed nami trudny kalendarz. Będziemy walczyć – dodawał Wojciech Kamiński.
Wiara w to, że zła karta odwróci się akurat w starciu z Dzikami Warszawa wydaje się być niepoprawnym optymizmem. Dziki bowiem to jedno z objawień na koszykarskiej mapie nie tylko kraju, ale również Europy. Jeszcze kilkanaście dni temu Dziki pięknie walczyły o awans do Koszykarskiej Ligi Mistrzów. Finał kwalifikacji przegrały jednak nieznacznie z niemieckim Rasta Vechta. Odbiły sobie to niepowodzenie na kolejnych rywalach – w lidze Dziki rozgromiły 102:63 Energę Tref Sopot, a w FIBA Europe Cup 103:76 Tartu Ulikool Maks&Moorits.
Widać więc, że skala wyzwania jest olbrzymia. Liderem zespołu jest Quanterrius Jackson, który w poprzednim sezonie błyszczał w Ostrowie Wielkopolskim. Zwrócić uwagę trzeba też na doświadczonego Grzegorza Kamińskiego. Dwóch zawodników Dzików lubelski sztab powinien mieć dobrze rozpoznanych. W składzie Warszawian są bowiem Michał Krasuski i Michał Aleksandrowicz. Pierwszy grał w Starcie przez 4 sezony, Aleksandrowicz natomiast występował w tym klubie w latach 2010-2012, kiedy „czerwono-czarni” grali na zapleczu PGE Basket Ligi.
Mecz w Warszawie rozpocznie się w niedzielę o godz. 15. Transmisja z niego będzie obecna na portalu YouTube.

Komentarze