W Lublinie odbywa się konferencja poświęcona przygotowaniu służb na sytuacje kryzysowe i zagrożenia dla bezpieczeństwa żywności. W spotkaniu uczestniczą m.in. główny inspektor sanitarny Paweł Grzesiowski, wojewoda lubelski Krzysztof Komorski oraz lubelski państwowy wojewódzki inspektor sanitarny Piotr Drecher. Do Lublina przyjechali również eksperci z Ukrainy.
– W czasach, w których o bezpieczeństwie mówimy bardzo dużo, ale bardzo dużo mówimy w kontekście zagrożeń konwencjonalnych – mówił wojewoda Krzysztof Komorski. Jak podkreślał, bezpieczeństwo żywności jest szczególnie istotne w województwie lubelskim ze względu na przejścia graniczne i dużą ilość produktów rolno-spożywczych transportowanych przez region.
Nie tylko skażenie żywności
Główny inspektor sanitarny Paweł Grzesiowski zaznaczył, że bezpieczeństwo żywności trzeba rozpatrywać znacznie szerzej niż tylko w kontekście przypadkowego zatrucia czy niewłaściwej jakości produktu.
– Wystarczy, że ktoś zablokuje drogi, którymi do Europy, do Polski trafiają produkty żywnościowe, które są niezbędne jako substraty do produkcji konkretnej żywności – mówił.
Na liście potencjalnych zagrożeń znalazło się również celowe wykorzystywanie żywności do destabilizacji rynku, a także cyberataki. Coraz więcej procesów związanych z produkcją, transportem i dystrybucją żywności jest bowiem zależnych od systemów informatycznych.
– Zniszczenie struktury informatycznej w obszarze, czy to właśnie przewozu, transportu, czy produkcji żywności, to jest również bardzo poważny problem – podkreślał Grzesiowski.
„To mógł być sabotaż”
GIS podał przykład sytuacji, która pokazuje, że zagrożenie może pojawić się również na rynku produktów, które normalnie trafiają do sklepów.
Kilka tygodni temu w jednym z województw odnotowano zatrucie dwóch osób toksyną botulinową. Początkowo można było zakładać, że źródłem zatrucia były domowe przetwory. Okazało się jednak, że chodziło o produkt fabryczny kupiony na rynku. Podobny przypadek z tym samym produktem powtórzył się później.
W efekcie cała seria została zatrzymana i wycofana z rynku. W sprawę zaangażowane zostały również służby.
– Nie możemy wykluczyć, że zatrucie, skażenie tej żywności miało charakter świadomy, że to mógł być sabotaż – mówił główny inspektor sanitarny.
Jak zaznaczył, właśnie takie przypadki pokazują, dlaczego konieczna jest współpraca między służbami oraz wymiana informacji także na poziomie międzynarodowym.
Co dzieje się na granicy?
Podczas briefingu padło pytanie o to, jak państwo zabezpiecza granicę przed potencjalnie niebezpiecznymi produktami.
Paweł Grzesiowski tłumaczył, że podstawą jest wykrycie zagrożenia. Transporty żywności przechodzą ocenę ryzyka, podczas której analizowane są m.in. pochodzenie transportu, dostawca, rodzaj produktów i potencjalne zagrożenia.
Następnie pobierane są próbki. Część badań może być wykonywana na miejscu, a bardziej skomplikowane analizy prowadzone są w specjalistycznych laboratoriach.
– Dziesiątki tysięcy badań są regularnie robione nawet na miejscu w stacjach granicznych – mówił GIS.
Inspekcja korzysta także z systemów wymiany informacji dotyczących bezpieczeństwa żywności w Europie. Dzięki nim ostrzeżenia o nieprawidłowościach mogą szybko trafić do odpowiednich służb i ekspertów.
Miliony na specjalistyczne laboratoria
Paweł Grzesiowski poinformował również o planowanym doposażeniu czterech laboratoriów Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Mają one zostać wyposażone w specjalistyczny sprzęt pozwalający na prowadzenie badań żywności w kontekście różnego rodzaju zagrożeń.
– Otrzymaliśmy zgodę ministra finansów na doposażenie czterech stacji w super specjalistyczny sprzęt do badania żywności właśnie w różnego rodzaju kontekstach zagrożeń – poinformował.
Jak dodał, nakłady na ten cel mają wynosić kilkadziesiąt milionów złotych, a szerszy plan inwestycji obejmujący także sprzęt do badań wody sięgać ma kilkuset milionów złotych. Realizacja planów ma nastąpić do końca tego roku, a sprzęt ma rozpocząć pracę od początku przyszłego roku.
Ważnym punktem systemu jest również Lublin. Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna posiada laboratorium klasy BSL-3, umożliwiające pracę z niebezpiecznymi patogenami.
Sanepid monitoruje także internet
Jednym z elementów systemu bezpieczeństwa jest monitoring informacji pojawiających się w mediach i internecie. Służby sprawdzają sygnały, które mogą wskazywać na potencjalne zagrożenia.
GIS zwrócił uwagę, że dotyczy to również rynku suplementów i produktów oferowanych w internecie.
– W tej chwili na przykład dla nas największym problemem, bo on się przekłada na zdrowie bezpośrednio ludzi, to jest kupowanie przez internet niesprawdzonych produktów tak zwanych suplementów czy też jakichś produktów, które mają poprawiać nasze zdrowie – mówił.
Zaapelował także o ostrożność przy zakupach internetowych.
„Informacja jest potężną bronią”
Podczas briefingu dużo miejsca poświęcono również dezinformacji. Wojewoda Krzysztof Komorski zwrócił uwagę, że w sytuacjach kryzysowych szczególne znaczenie ma rzetelne przekazywanie informacji.
– Ogromną odpowiedzialnością nas wszystkich, również i państwa jako profesjonalnych dziennikarzy jest weryfikowanie i obnażanie tego, co jest rzetelną informacją prezentowaną przez profesjonalnych dziennikarzy, od różnego rodzaju półprawd, fake newsów – mówił.
Jak podkreślał, dezinformacja może być wykorzystywana do wzmacniania emocji, skłócania grup społecznych i destabilizowania sytuacji.
– Informacja jest potężną bronią. Jest również potężnym zagrożeniem przekazywania informacji niesprawdzonych lub nieprawdziwych w określonym celu – powiedział wojewoda.
Co z doniesieniami o dżumie w Rosji?
Podczas spotkania padło również pytanie o ostatnie doniesienia dotyczące możliwego przypadku dżumy w Rosji. Grzesiowski studził emocje i podkreślał, że na ten moment nie ma potwierdzenia, że zmarła osoba chorowała na dżumę.
Chodzi o śmierć młodej pracownicy laboratorium zajmującego się chorobami zakaźnymi w odległym regionie Syberii. Informacje o możliwej dżumie pojawiły się w związku z charakterem pracy zmarłej oraz jej wcześniejszym udziałem w badaniach dotyczących bakterii wywołującej tę chorobę.
– Słowo dżuma w ogóle nie padło – zaznaczył Grzesiowski.
Jak tłumaczył, WHO domaga się od rosyjskich władz dodatkowych informacji, m.in. dotyczących osób objętych kwarantanną. Nie ma natomiast obecnie potwierdzenia, że przyczyną śmierci była dżuma.
GIS przestrzegał przed rozpowszechnianiem niepotwierdzonych informacji.
– Powinniśmy wykazać daleko idącą wstrzemięźliwość w komentowaniu całej tej sytuacji, bo ani nie ma słowa dżuma i w ogóle tego tematu na razie przynajmniej nie mamy najmniejszego dowodu na to, że były tam tego rodzaju bakterie – mówił.
Jednocześnie zaznaczył, że sytuacji nie można całkowicie ignorować. Jak tłumaczył, każda epidemia zaczyna się od pierwszego przypadku, dlatego służby muszą zachować czujność i ustalić przyczynę śmierci.
Cztery konferencje wzdłuż wschodniej granicy
Lubelskie spotkanie jest drugim z cyklu czterech konferencji dotyczących zagrożeń chemicznych, biologicznych, radiacyjnych i innych.
Pierwsza odbyła się w Rzeszowie i dotyczyła zagrożeń radiacyjnych. W Lublinie tematem jest bezpieczeństwo żywności. Kolejne spotkania zaplanowano w Białymstoku, gdzie omawiane będą zagrożenia chemiczne, oraz w Olsztynie, gdzie tematem będą zagrożenia biologiczne.
W Lublinie w konferencji uczestniczą także eksperci z Ukrainy, m.in. z obwodów lwowskiego i wołyńskiego. Jak podkreślali organizatorzy, wojna za wschodnią granicą sprawia, że wymiana doświadczeń i współpraca transgraniczna mają szczególne znaczenie.
– Nie wyobrażam sobie, abyśmy w dzisiejszych czasach przy toczącej się wojnie za naszą granicą nie współpracowali z ekspertami z Ukrainy, którzy codziennie muszą mierzyć się z takimi problemami – powiedział Paweł Grzesiowski.
Komentarze