W marcu spotkanie tych samych ekip zakończyło się niespodziewanym triumfem gości i to aż 3:0. Naprawdę niewiele zabrakło, aby po 26 minutach sobotnich zawodów było 0:2.
Już po 45 sekundach piłkarze z Tomaszowa Lubelskiego powinni otworzyć wynik. Po akcji prawą flanką, piłka spadła przed polem karnym prościutko do Dmytro Penteleichuka. Ukrainiec uderzył mocno po ziemi, a do szczęścia zabrakło centymetrów, bo trafił w słupek.
W 26 minucie świetnie akcję niebiesko-białych rozprowadził Daniel Emmanuel. Anglik zagrał na prawo do Igora Leszczyńskiego, a ten posłał podanie w pole karne, gdzie wystarczyło, aby Maciej Szuta dostawił jedynie stopę. Niestety, z pięciu metrów nie trafił w piłkę, a goście mogli jedynie złapać się za głowy.
Lublinianka miała przewagę, ale długimi fragmentami biła głową w mur. W 38 minucie miejscowym dopisało szczęście. Najpierw Ostap Shpakivsky przerzucił dla pewności centrostrzał Patryka Drozda nad poprzeczką. Tak się jednak składa, że stały fragment zakończył się golem. Po rzucie rożnym piłkarze Daniela Koczona zebrali futbolówkę przed szesnastką, a sporo miejsca w narożniku pola karnego miał Jakub Sobstyl. Kapitan gospodarzy zdecydował się na strzał po krótkim rogu. Spóźniony i chyba trochę zasłonięty Shpakivsky miał piłkę na rękawicy, ale nie zdołał jej odbić i w ten sposób to drużyna z Lublina objęła prowadzenie.
W końcówce pierwszej połowy jedni i drudzy wypracowali sobie po jednej szansie. Najpierw znowu próbował Sobstyl, a w odpowiedzi Penteleichuk huknął prosto w Macieja Śliwkę.
Po przerwie dominacja gospodarzy
O ile w pierwszej połowie Tomasovia miała naprawdę kilka niezłych momentów, to w drugiej zdecydowanie dominowali Lublinianie. Błyskawicznie powinni zamknąć mecz, ale wróciły problemy ze skutecznością. Ezana Kahsay na dzień dobry z ostrego kąta przymierzył w boczną siatkę. Za chwilę po zagraniu Adriana Popiołka, Michał Chromiec był blisko zaliczenia „swojaka”.
Po chwili znowu uderzał Sobstyl, a w 54 minucie przyjezdni wrócili z bardzo dalekiej podróży. Po centrze z rzutu rożnego pod bramką ekipy z Tomaszowa Lubelskiego zrobił się porządny „kocioł”. Niepewne wyjście zaliczył Shpakivsky, ale na jego szczęście strzelający do „pustaka” Bartosz Janiszek trafił w... Dominika Kołacza, który wpadając do bramki „obronił” strzał kolegi z drużyny. W 68 minucie Janiszek spróbował jeszcze raz, tym razem z dystansu. Golkiper gości w tej sytuacji zrobił jednak swoje.
Kto w piłce siedzi nie od dzisiaj, ten pewnie spodziewał się, co nastąpi. Niewykorzystane sytuacje zemściły się w 74 minucie. Emmanuel w pierwszej połowie zepsuł kilka dobrze zapowiadających się ataków swojego zespołu. Tym razem zachował się jednak bardzo dobrze. „Zewniakiem” zagrał na wolne pole do Macieja Orzechowskiego, a ten w taki sam sposób dograł pod bramkę. Śliwka źle odbił piłkę, bo przed siebie. Z prezentu skorzystał nabiegający Rostyslav Kalinin, który huknął na 1:1.
Pewnie kibice spodziewali się nerwowej końcówki, a tymczasem minęło 70 sekund i drużyna trenera Koczona błyskawicznie odzyskała prowadzenie. Po akcji prawą stroną pod bramkę próbował dogrywać Sobstyl. Po jego zagraniu futbolówka odbiła się od jednego rywala, drugiego, po czym spadła do Kahsaya. „Izi” nie zmarnował doskonałej okazji, bo z bliska trafił na 2:1. W 85 minucie gracz z Erytrei skompletował dublet, a przy okazji ustalił wynik.
ZDANIEM TRENERÓW
Kamil Witkowski (Tomasovia)
– Doprowadziliśmy do remisu na trudnym terenie, ale niemal natychmiast straciliśmy drugą bramkę, nie wiem czy minęła nawet minuta. Za chwilę była jeszcze czerwona kartka. Mimo to chcieliśmy gonić wynik, otworzyliśmy się, ale zamiast wyrównać dostaliśmy trzeciego gola. Uważam jednak, że mieliśmy swoje momenty, szczególnie w pierwszej połowie. Gdybyśmy tutaj wyciągnęli remis, to by się nic nie stało. Lublinianka miała optyczną przewagę, ale liczą się konkrety, a tych przed przerwą mieliśmy kilka. Przegrywamy jednak z wiceliderem i dużo pracy przed nami. Pracujemy ze sobą prawie dwa tygodnie, więc automatyzmy jeszcze nie są na tym poziomie, trudno mieć po tak krótkim czasie pretensje do chłopaków.
Daniel Koczon (Lublinianka)
– Chciałem powiedzieć, że to był najsłabszy mecz w naszym wykonaniu, ale zwycięzców się nie sądzi. W tej lidze są różne momenty w grze. Do tej pory byliśmy i jesteśmy jakościowym zespołem. Tym razem dyspozycja zespołu nie była na tym samym poziomie, co wcześniej. Trzeba porozmawiać, czym to było spowodowane. Cały tydzień wydawało się, że dalej będziemy szybko operować piłką, grać w ataku pozycyjnym i stwarzać dużo sytuacji. Zabrakło jednak pojedynków jeden na jeden w bocznych sektorach, a piłka niektórym przeszkadzała. Zawsze chwalę chłopaków, a tym razem nerwówka nie była potrzebna. Trzy punkty jednak dopisane, trzeba wyciągnąć wnioski, a w Hannie powalczyć, ale i lepiej zaprezentować się pod względem piłkarskim.
Lublinianka – Tomasovia Tomaszów Lubelski 3:1 (1:0)
Bramki: Sobstyl (38), Kahsay (75, 85) – Kalinin (74).
Lublinianka: Śliwka – Drozd, Janiszek, Bednara (70 Stefańczyk), Nowak (88 Delmanowicz), Kovalskyi (46 Kołacz), Popiołek, Sobstyl (82 Pachuta), Pacek, Kahsay, A. Leszczyński (56 Misiurek).
Tomasovia: Shpakivsky – Gierała, Vyzdryk, Chromiec (89 B. Czuryło), Orzechowski, Kalinin, Emmanuel (74 Bazhunaishvili), I. Leszczyński, Penteleichuk, D. Szuta, M. Szuta (89 Caran).
Czerwona kartka: M. Szuta (Tomasovia, 77 min, za drugą żółtą).

Komentarze