Pierwsze sygnały o możliwym zamachu miały trafić do Służby Ochrony Państwa. Informacje te do weryfikacji przekazano policji. Premier Tusk i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, jak informuje rzecznik rządu Adam Szłapka, dowiedzieli się o zagrożeniu w niedzielę 11 października około godziny 7 rano.
Na polecenie ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego i ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka zwołano pilną naradę. O godzinie 11 w Centrum Antyterrorystycznym ABW spotkali się przedstawiciele policji, Służby Ochrony Państwa i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Duże prawdopodobieństwo spełnienia gróźb
Po zakończeniu spotkania Jacek Dobrzyński poinformował, że służby ustaliły dalszy sposób postępowania. Podkreślił powagę sytuacji.
- Sprawę traktujemy niezmiernie, wręcz śmiertelnie poważnie. Radykalizacja młodzieży, o której w ostatnim tygodniu tak dużo mówimy, radykalizacja osób dorosłych, różnego rodzaju pogróżki, które potem okazują się na przykład głupimi żartami, ale w tym wypadku mówimy o dużym prawdopodobieństwie spełnienia tych gróźb - mówił Dobrzyński.
Wyjaśnił, że to funkcjonariusze SOP jako pierwsi analizują podobne sygnały. Zebrane materiały trafiają następnie do policji, która wykorzystuje własne źródła i kanały informacyjne do ustalenia ich wiarygodności. Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych zwrócił uwagę, że z roku na rok do polskich służb trafia coraz więcej gróźb i pogróżek. Tym razem dotyczą one bezpośrednio bezpieczeństwa i życia premiera i wicepremiera Polski.
Do sprawy odniósł się także Adam Szłapka. W rozmowie z Polsat News zapewnił, że Donald Tusk przebywa w Warszawie i wykonuje swoje obowiązki w normalnym trybie. Przyznał jednak, że otrzymane informacje były wyjątkowo niepokojące i wymagały pilnego spotkania przedstawicieli służb. Nie ujawniono, kto miałby stać za groźbami i w jakich okolicznościach miałyby zostać zrealizowane. Służby kontynuują czynności wyjaśniające.


Komentarze