Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Kiedy picie bliskiej osoby przestaje byc sprawa prywatna

Drżenie rąk, które mija po pierwszym kieliszku. Picie zaczynające się coraz wcześniej, bez okazji. To nie są cechy charakteru, tylko objawy, które mają swoją nazwę. Jak je rozpoznać i dlaczego odstawianie alkoholu w domu bywa groźniejsze niż samo picie.
Kiedy picie bliskiej osoby przestaje byc sprawa prywatna

Rodziny zgłaszają się po pomoc zwykle kilka lat po tym, jak problem stał się widoczny dla wszystkich dookoła. Nie dlatego, że nie widzą. Dlatego, że przez te lata próbują rozwiązać sprawę w czterech ścianach - rozmową, kontrolą, wylewaniem butelek, stawianiem warunków. Każda z tych metod wydaje się rozsądna i każda z osobna zawodzi.

Co zwykle widać najpierw

Pierwszy sygnał rzadko dotyczy ilości. Dotyczy roli, jaką alkohol zaczyna pełnić. Przestaje być dodatkiem do spotkania, a staje się sposobem na poradzenie sobie - ze stresem, z bezsennością, z lękiem przed kolejnym dniem.

Potem pojawia się przesuwanie granic. Picie zaczyna się wcześniej. Okazja przestaje być potrzebna. Rośnie tolerancja: ta sama ilość nie daje już tego, co dawała.

Dalej przychodzą objawy, których nie da się wytłumaczyć zmęczeniem. Poranne drżenie rąk, które ustępuje po pierwszym kieliszku. Poty, kołatanie serca, rozdrażnienie w dni bez alkoholu. To już nie jest kwestia silnej woli, tylko zmiany w pracy układu nerwowego.

Czego rodziny próbują i dlaczego to nie działa

Kontrola. Chowanie butelek, sprawdzanie telefonu, liczenie pieniędzy. Przenosi konflikt z problemu na relację, a picie i tak znajduje drogę.

Ultimatum bez planu. "Albo przestajesz, albo się wyprowadzam" działa tylko wtedy, gdy za słowami stoi konkretna ścieżka: dokąd dzwonimy, kiedy, do kogo. Bez tego jest kolejną obietnicą, którą obie strony złamią.

Odstawianie w domu. To nie tylko nieskuteczne, ale przy długim i intensywnym piciu po prostu niebezpieczne. Przerwanie ciągu bez zabezpieczenia medycznego może skończyć się drgawkami albo majaczeniem alkoholowym, czyli stanem zagrożenia życia.

Jeśli u osoby odstawiającej alkohol pojawia się dezorientacja, silne drżenie całego ciała, wysoka gorączka, drgawki albo widzi i słyszy rzeczy, których nie ma, należy niezwłocznie wezwać pomoc pod numerem 112. To nie jest moment na szukanie ośrodka.

Co faktycznie można zrobić

Pierwszy ruch nie musi należeć do osoby pijącej. Rodzina może zacząć sama, od konsultacji - własnej, bez udziału bliskiego. To zwykle moment, w którym ktoś po raz pierwszy tłumaczy, czym różni się detoks od terapii, ile trwa jedno i drugie, i jak wygląda realny harmonogram.

Drugi ruch to przestać negocjować w nieskończoność. Osoba uzależniona rzadko podejmuje decyzję w stanie pełnej gotowości. Częściej robi to w oknie kilkudziesięciu godzin, kiedy skutki ostatniego ciągu są jeszcze świeże. Jeśli w tym momencie nie ma gotowego numeru i wolnego miejsca, okno się zamyka.

Jak wygląda leczenie stacjonarne

Proces ma dwa etapy, których nie wolno mylić.

Detoksykacja to wyprowadzenie organizmu ze stanu odstawienia pod nadzorem lekarskim. Trwa zwykle kilka dób i sama w sobie nie leczy uzależnienia - przygotowuje grunt.

Terapia zaczyna się dopiero potem. Standardowy pobyt to 28 dób. W sytuacjach złożonych, na przykład gdy uzależnienie od alkoholu nakłada się na leki uspokajające, bywa wydłużany do 42 dób. W ośrodkach stacjonarnych cały przebieg jest zwykle rozpisany na etapy leczenia uzależnień stacjonarnie, od konsultacji po plan wypisu, i warto poprosić o ten harmonogram jeszcze przed przyjęciem.

Osobna sprawa to leki przyjmowane przez pacjenta - benzodiazepiny, opioidy, nasenne. Odstawia się je stopniowo, do zera, jeszcze w trakcie pobytu, a nie po powrocie do domu.

Czego nie da się przyspieszyć

Pierwszy tydzień po przyjęciu to w praktyce dochodzenie do siebie: sen, apetyt, ustępowanie objawów. Właściwa praca zaczyna się później i wtedy też pojawia się najwięcej prób przerwania pobytu, bo objawy minęły, a wraz z nimi poczucie, że cokolwiek jest nie tak. To przewidywalny moment i warto o nim wiedzieć wcześniej, zarówno pacjentowi, jak i rodzinie.

Materiał przygotował ośrodek leczenia uzależnień Zeus Detox & Rehab, ośrodek stacjonarny w Łomiankach Dolnych pod Warszawą, przyjmujący jednocześnie do 10 pacjentów, wpisany do RPWDL pod numerem 000000258902. Na miejscu przez całą dobę obecni są pielęgniarka i ratownik medyczny, leczenie prowadzone jest pod nadzorem lekarskim.

Tekst ma charakter informacyjny i nie zastępuje konsultacji lekarskiej. W sytuacji zagrożenia życia należy dzwonić pod numer 112.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama