Był „Krwawy Piątek”, wyszedłem na ulicę, przez kilkadziesiąt metrów szedł za mną postawny facet w wieku ojcowskim z komórką przy uchu.
- Moja młoda widziała dziewczynkę z nożem. Zgłosiła dyrektorce. Policja ma przyjechać i sprawdzić. Nie wiem, czy się jej przewidziało, czy nie, ale grubo jest - relacjonował.
I tak, to było pierwsze zdanie, jakie usłyszałem po wyjściu z mojej kamienicy na zewnątrz w „Krwawy Piątek”. Nie byłem odporny na psychozę strachu, która ogarnęła Polskę w czwartek 8 października. 15-letni uczeń Wiktor S. zadźgał nożem 37-letnią woźną w Szkole Podstawowej im. Jana Pawła II w miejscowości Leszczydół-Nowiny. 19-latek z Ostrołęki ranił ostrym narzędziem dziewięć osób, a policjanci zabezpieczyli przy nim plecak z materiałem wybuchowym. W internecie zaroiło się od zapowiedzi „Krwawego Piątku”.
Przed snem przeglądałem media społecznościowe, które trafniej wypadałoby określać mianem „mediów antyspołecznościowych”, żeby dowiedzieć się, że na Placu Litewskim już kogoś zasztyletowano, że na KUL dojdzie do ataku nożownika, że w Puławach planowana jest masakra, że w Chełmie zagrożone są wszystkie szkoły. W Telewizji Republika wyświetlano nagłówki: „Nie posyłajcie dzieci do szkoły!”.
Grupy zrzeszające rodziców na Messengerach i Whatsappach płonęły od paniki. Nagły autorytet, jak w najmroczniejszych pod kątem dezinformacji czasach pandemii koronawirusa, która w pewnym momencie występowała równolegle z infodemią, zyskiwali ludzie, którzy mają „szwagra”, „kuzyna”, „znajomego” w służbach i od tego „szwagra”, „kuzyna”, „znajomego” w służbach dowiedzieli się, że nadchodzi „Krwawy Piątek” i rząd to ukrywa.
Już wiemy, że „Krwawego Piątku” nie było.
Ani „Krwawego Poniedziałku”.
Policja uratowała szkoły przed masakrami
Premier Donald Tusk i minister Marcin Kierwiński przekazali ustalenia służb, z których wynika, że nie istniała żadna zorganizowana grupa, która miałaby inspirować dzieci i młodzież do zabijania w szkołach. Nie znaczy to jednak, że „Krwawy Piątek”, „Krwawy Poniedziałek” albo jakikolwiek inny krwawy dzień nie zdarzyłby się, gdyby nie imponująca akcja polskiej policji.
Tak, imponująca.
Funkcjonariusze w całej Polsce przeprowadzili zdrowo ponad sto zatrzymań wśród młodzieży. Statystyka obejmuje najgroźniejsze przypadki, ale też internetowe groźby, durne żarty i inne podejrzane zachowania. Do nastolatków i młodych dorosłych, którzy nakręcali psychozę strachu, nagrywali głupie filmy z nożami czy meczetami, robili sobie z tymi nożami i meczetami równie idiotyczne zdjęcia, ale też w najgorszych scenariuszach przymierzali się do zaatakowania swoich rówieśników i innych ludzi, trafił prosty przekaz: zero tolerancji.
Okazało się, że problem naprawdę istniał, również na Lubelszczyźnie. Policjanci zatrzymali 15-latka z Chełma, który w internecie publikował niepokojące nagrania. W Tomaszowie Lubelskim aresztowano 13-letniego ucznia siódmej klasy, który zapowiedział na komunikatorze klasowym, że przyjdzie do szkoły i zaatakuje innych uczniów nożem. W Lublinie ujęto 18-latka nawołującego do ataku z użyciem maczet i 16-latkę grożącą w sieci nożem. Lubelska policja zatrzymała sumarycznie kilkanaście osób.
Ostatnio na trzy miesiące do aresztu trafił Yaroslav F., 21-letni student KUL. Jest podejrzany o przygotowania do zabójstwa przypadkowo napotkanej osoby z pobudek rasistowskich, według śledczych chciał w ten sposób wziąć udział w internetowym wyzwaniu „Krwawy Piątek”. Na zajęciach miał wychwalać zbrodnie i namawiać jedną ze studentek do wspólnego dokonania zabójstwa, o niepokojących wypowiedziach władze KUL zawiadomiły prokuraturę. Yaroslav F. miał trzy noże, jeden nosił przy sobie, dwa kolejne, przeznaczone do rzucania, przechowywał w mieszkaniu. Oglądał drastyczne nagrania na Telegramie, wyszukiwał informacje o torturach, zadawaniu bólu. Pracował też jako kierowca taksówki, policjanci zatrzymali go w aucie, nie przyznał się do winy, grozi mu 15 lat więzienia.
Brzmi poważnie, prawda?
Wbrew tym nielicznym komentatorom, którzy próbowali przenieść narrację w kierunku politycznym, wykorzystać dramaty w szkołach, żeby uderzyć w prezydenta Karola Nawrockiego albo premiera Donalda Tuska, zależnie od światopoglądowych sympatii lub antypatii. I wbrew tym, którzy starali się skierować dyskusję na absurdalne tony, te o wprowadzeniu cenzury do internetu, te o konieczności przepychania kolanem jakichś ustaw, te o rzekomym zakazie gry w Roboloxa, GTA czy innego Minecrafta.
Porzućcie wszelką nadzieję
Gdy tysiące policjantów wykonywało i wciąż wykonuje mrówczą pracę w województwie lubelskim i innych rejonach Polski, w „mediach antyspołecznościowych” i tych głównego nurtu trwała i trwa debata o przyczynach tych ostatnich wydarzeń, niewątpliwie budzących grozę i obawę eskalacji w niedalekiej przyszłości.
Z zażenowaniem przyglądałem się tej części debaty, która orbitowała wokół zrzucania odpowiedzialności za ataki w szkołach na efekty „bezstresowego wychowania” i odrzucenia metody „zbawiennego wpływu kabla od żelazka”, który ponoć pionizował dzieciaki w latach 70., 80. i 90., a nawet w pierwszej dekadzie XXI wieku.
W budowaniu takiej historii nie przeszkodziła nawet relacja siostry Wiktora S., 15-letniego mordercy bohaterskiej woźnej z miejscowości Leszczydół-Nowiny, która w „Fakcie”, bez usprawiedliwiania brata, opowiedziała, że ojciec stosował wobec dzieci przemoc, często dochodziło do awantur, a rodzina miała założoną Niebieską Kartę.
Nie przeszkodził też fakt, że często ci sami ludzie, którzy w ostatnim tygodniu rzucili się na „bezstresowe wychowanie”, zaczęli zachwalać „zbawienny wpływ kabla od żelazka” i ironizować, że „w naszym pokoleniu dzieci cięły siebie, a dziś tną innych”, na co dzień trąbią o konieczności dbania o dobrostan psychiczny, na kozetkach u psychologów przepracowują trudne dzieciństwo, oglądają przykładowe „13 powodów” na Netflixie i kiwają wyrozumiale głowami. Ale to zrozumiały mechanizm: chęć poczucia się lepszym. To młode zepsute pokolenie planowało „Krwawy Piątek”. Nie my.
Bolesna prawda jest jednak taka, że to my, dorośli, młodsi i starsi, tworzymy czasy, w których dorastają dzieci. A na piekiełko internetu, algorytmów, social mediów, tych wszystkich Telgramów, TikToków, X-ów, najgłębszych zakamarków Youtube już dawno machnęliśmy ręką, jak u Dantego: „Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie”.
Zło nie śpi
Z raportu „Rówieśnicy 2026” wynika, że 87 procent badanych uczniów doświadczyło przynajmniej jednej formy przemocy rówieśniczej, 75 procent zetknęło się z cyberprzemocą, 63 procent z przemocą fizyczną, a 53 procent zostało celowo uderzonych.
Polskie nastolatki spędzają w internecie średnio niemal pięć godzin dziennie. Według najnowszego raportu NASK co piąty z nich zetknął się z patostreamami, materiałami zawierającymi wulgarność, obscenicznymi zachowaniami, przemocą. Pierwszy kontakt z pornografią następuje średnio w wieku 11 lat. Co trzeci nastolatek, który zetknął się z takimi treściami, ogląda je regularnie, kompulsywnie.
Jeszcze bardziej niepokojące są dane dotyczące przemocy. W badaniu NASK niemal 40 procent nastolatków przyznało, że było wyzywanych w internecie. Co czwarty doświadczał ośmieszania, co piąty poniżania. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę wykazuje, że blisko jedna trzecia młodzieży w wieku 12-17 lat zetknęła się w ciągu roku z rzeczywistymi scenami okrucieństwa, prymitywnej przemocy. Co czwarty badany widział treści zachęcające do nienawiści, dyskryminacji, rasizmu.
O wielu takich doświadczeniach dorośli nigdy się nie dowiadują. 47 procent nastolatków, którzy doświadczyli cyberprzemocy, przyznało, że nikomu o tym nie powiedziało, alarmuje NASK. Tylko 15 procent szukało pomocy u rodziny lub opiekunów. Tymczasem dwie trzecie rodziców było przekonanych, że w podobnej sytuacji dziecko zwróciłoby się właśnie do najbliższych dorosłych.
Pewne brytyjskie badanie z 2024 roku wykazało, że dzieci trafiają na brutalne nagrania bójek i przemocy nawet bez ich wyszukiwania. Część badanych uważa taki kontakt za praktycznie nieunikniony. Co dziewiąty nastolatek ma problemy z kontrolowaniem korzystania z mediów społecznościowych, a odsetek ten wzrósł z 7 do 11 procent w ciągu czterech lat, wynika z danych WHO. Friedrich Nietzsche pisał: „Jeśli długo spoglądasz w otchłań, otchłań również spogląda na ciebie”.
Jednocześnie eksperyment z 2025 roku wykazał, że po dwóch tygodniach bez internetu w smartfonie 91 procent uczestników odnotowało poprawę zdrowia psychicznego, samopoczucia lub koncentracji. Ale jak dzieci mają nauczyć się żyć bez internetu, skoro do internetu przenieśli się ich rodzice?
Wystarczy przeczytać „W trybach chaosu. Jak media społecznościowe przeprogramowały nasze umysły i nasz świat” Maxa Fishera albo jakąkolwiek książkę o twórcach Big Techów, o Elonie Musku, o Marku Zuckerbergu, o Samie Altmanie, żeby zrozumieć, że są ludzie, którzy już zamienili wirtualną rzeczywistość w Gotham City. Ale takie bez Batmana, Robina i komisarza Gordona. Z samymi Pingwinem, Jokerem i Człowiekiem-Zagadką.
Tymi złymi.
Dlatego, choć nie było ani „Krwawego Piątku”, ani „Krwawego Poniedziałku”, to trzeba wiedzieć, że Zło nie śpi. I jest bliżej niż komukolwiek mogłoby się wydawać.


Komentarze