Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Mariusz Misiura (Motor Lublin): Cieszy, że wreszcie daliśmy kibicom radość ze zwycięstwa

Motor przegrywał w Radomiu 0:1, potem prowadził 2:1, ale wydawało się, że będzie musiał się zadowolić remisem. W doliczonym czasie gry goście zdobyli jednak zwycięskiego gola. Jak spotkanie oceniają trenerzy: Mariusz Misiura i John Carver?
Mariusz Misiura (Motor Lublin): Cieszy, że wreszcie daliśmy kibicom radość ze zwycięstwa

Autor: Motor Lublin/YouTube/screen

 

Mariusz Misiura (Motor Lublin)

– Bardzo dziękuję wszystkim pracownikom klubu za te trzy tygodnie, które przepracowaliśmy. Rozpoczęliśmy przerwę na kadrę od integracji. Pojechaliśmy sobie razem z drużyną, ze sztabem, z pracownikami klubu i jeździliśmy takimi terenowymi samochodami. Każdy mógł prowadzić po takich wyboistych, trudnych drogach ten samochód. Po to, żeby tak, jak teraz byliśmy w takim trudnym momencie, kiedy jest tych punktów bardzo mało, to, żeby każdy miał okazję za to kółko wsiąść i prowadzić. Powiedziałem też młodemu „Luberkowi”, że to są takie momenty, żeby ich doświadczał, żeby od nich nie uciekał, tylko że trzeba się z nimi zmierzyć w trudnym momencie wywalczyć trzy punkty. 

– Nie miałem okazji podziękować trenerowi za rywalizację, dlatego tutaj to zrobię. Wydaje mi się, że byliśmy takim zespołem, który bardziej chciał wygrać, chociaż Radomiak też zagrał bardzo dobrą drugą połowę. Cieszę się, że to zrobiliśmy. Jak nie strzeliliśmy sytuacji na 3:1, to w głowie pojawiły się demony tego meczu z Legią Warszawa, kiedy prowadziliśmy 2:1 w 95 minucie. Wtedy „Maki” nie strzelił i przegraliśmy 2:3. Tutaj Radomiak wyrównał na 2:2, proszę mi wierzyć, że złość wewnętrzna była wtedy ogromna, ale później nasz niesamowity dzieciak „Kiki” strzelił bramkę i wygraliśmy 3:2, z czego się naprawdę bardzo cieszymy.

Zawodnicy często mają zapisy w kontraktach, które nie pozwalają im na takie sporty ekstremalne...

– Nie pomyślałem o tym w tamtym momencie, ale patrząc, w jakiej ekstremalnie trudnej sytuacji byliśmy jeszcze trzy tygodnie temu, to wydaje mi się, że po prostu podjęliśmy to ryzyko. Były takie sytuacje, że ktoś uderzył głową o szybę, ale to z drugiej strony dobrze. Miałem takie poczucie, że żaden zawodnik nie pęka. Każdy idzie szybko, stąd cztery szybkie żółte kartki. Rozmawialiśmy w przerwie o odpowiedzialności, żeby z jednej strony chcieć odwrócić mecz, czyli dawać energię, ale z drugiej dyscyplinę i taki rozsądek, żeby za chwilę nie dostać czerwonej kartki, nie osłabić drużyny. Cieszę się, że była energia, rozsądek, dyscyplina, więc dumny z nich jestem bardzo.

Rony Lopes...

– Podszedł do mnie chyba dwa albo trzy dni temu, gdy trenował na siłowni. Ja mówię „Rony, miałeś grać w piłkę, a cały czas cię widzę na siłowni. On odparł: no właśnie, oszukałeś mnie, bo dzwoniłeś do mnie, żebym tutaj przyszedł grać, kreować, a cały czas tylko biegam i ćwiczę na siłowni. Powiedziałem: spokojnie, to już ten czas, teraz po tej przerwie na kadrę, masz świetną wagę. Wierzę, że z każdym tygodniem będziemy widzieć coraz lepszego Rony’ego.

– Nie mogę się doczekać, kiedy Ivo Rodrigues wróci i będziemy mogli ich zobaczyć razem na boisku, chociaż też nie zapominajmy o bohaterze spotkania o Kikim. Świetny dzieciak, naprawdę. Ja jestem jego fanem, od naszego pierwszego spotkania na treningu. Niesamowity potencjał, bo dotykając kiedyś pierwszy raz Wiktora Nowaka, to mam takie poczucie, że mają bardzo dużo wspólnych cech i wierzę, że Kiki tak samo jeszcze mocno urośnie.

Czego spodziewaliście się po Radomiaku w debiucie trenera Carvera...

– Na pewno energii, chęci wygrania spotkania. Rozmawialiśmy z kilkoma zawodnikami z Pogoni Grodzisk po ich sparingu z Radomiakiem. Wiedzieliśmy, że już na sparingu ta energia była duża. Można było się spodziewać, że tym bardziej w meczu o punkty będzie jeszcze większy. No i był taki trudny moment dla nas po bramce na 2:2, kiedy cały stadion zaczął krzyczeć „jeszcze jeden”. Cieszę się, że przetrwaliśmy ten trudny moment.

– Spodziewaliśmy się, że nie będzie zmiany struktury, że jakieś mechanizmy w budowaniu się pojawią. Wiedzieliśmy, że największym atutem będzie tutaj duża energia i zadaniem na odprawie było to, żeby nasza energia była jeszcze większa, że mamy się dopasować, zaadoptować do tego poziomu i jeszcze być lepszym. Cieszę się, że tak się stało.

Stałe fragmenty...

– Na pewno będę rozmawiał z naszymi trenerami, którzy są odpowiedzialni za ten element, tak samo z zawodnikami. Radomiak też jednak ma dobrych trenerów w sztabie, którzy dobrze przygotowują drużynę, nie tylko w tym elemencie. Uważam, że poziom ekstraklasy jest wysoki. Ty chcesz przechytrzyć kogoś i w tym elemencie pewnie rywal nas przechytrzył. A my byliśmy troszeczkę lepsi w wysokim pressingu i mijaniu pressingu przeciwnika, a konsekwencją jest wynik 3:2. To cieszy, ale ja szanuję trenera Carvera i sztab. Zawsze tutaj widziałem dobrze przygotowaną drużynę.

– Porozmawiamy z trenerami. Mam do nich pełne zaufanie, bo pracuję z nimi dwa lub pięć lat. Wiem, jak dobrymi fachowcami są w tej dziedzinie. Też przyznać, że ta pierwsza bramka, to było fantastyczne wykonanie, bardzo dobre dośrodkowanie, wyjście w tempie. Czasami możesz też zrobić wszystko dobrze, ale przeciwnik zrobi to fantastycznie. W stałych fragmentach Radomiak wygrał 2:1, bo my strzeliliśmy jedną bramkę, rywale dwie, ale cieszę się, że ta nasza w 93 minucie była na wagę trzech punktów.

Co działo się w przerwie?

– Totalny spokój. Wszedłem do szatni i powiedziałem panowie, gramy może nie świetny, a bardzo dobry mecz. Przegrywamy 0:1, ale patrząc na przebieg meczu mamy kontrolę. Przeciwnik oddał tylko dwa strzały po stałych fragmentach gry, nie miał żadnego wejścia w pole karne, więc totalna kontrola. Nic nie chcieliśmy nic zmienić, pokazaliśmy tylko specyfikę poruszania się Grzesika i Alvesa. Jak dostaliśmy informację, że Luquinhas wchodzi, to uczuliliśmy Lukoszka i Rony’ego, że może Luquinhas schodzić częściej do szerokości, więc na to się przygotowaliśmy.

– Wydaje mi się, że chęć wygrania, odwrócenia wyniku była widoczna. Cieszę się, że kibice przyjechali taką liczną grupą i że daliśmy im wreszcie możliwość cieszenia się ze zwycięstwa. Zdaję sobie sprawę, że momentami z naszej gry naprawdę można było być dumnym, jak z Legią, czy z Jagiellonią, ale koniec końców tych punktów nie dopisujesz i się frustrujesz. Dlatego cieszę się, że wygraliśmy i jedziemy dalej.

John Carver (Radomiak)

– Oczywiście nie wystartowaliśmy tak, jak chcieliśmy, ale dzięki temu meczowi mogłem zobaczyć, czym dysponujemy. Możemy trenować cały dzień, cały tydzień, ale chodzi o to, żeby zobaczyć zawodników w warunkach meczowych, sporo się o nich dowiedziałem. To jest dopiero początek, ale mieliśmy momenty, podczas których mieliśmy dużo posiadania piłki. Uważam, że w drugiej połowie radziliśmy sobie lepiej.

– Nasz najlepszy moment był wtedy, kiedy strzeliliśmy bramkę na 2:2. Wtedy mogliśmy pomyśleć, że nie graliśmy dobrze, ale udało się wyrównać na 2:2. Zawodnicy chcieli jednak pójść po zwycięstwo, a ja nie miałem z tym problemu. Może jednak powinniśmy lepiej zarządzać tym meczem w końcówce. Cieszy, że kibice byli z nami od pierwszej do ostatniej minuty i na pewno nas napędzali. Będziemy ich potrzebowali w kolejnych meczach. Jestem niezadowolony z tego wyniku, ale czeka nas sporo pracy i jestem zdeterminowany, że coś z tym zrobić.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama