Na co dzień pełni służbę w Zespole Patrolowo-Interwencyjnym Komisariatu Policji w Wisznicach. Poza służbą sierżant Iwona Łobińska zdecydowała się zrobić coś, co dla drugiego człowieka może oznaczać najważniejszy dar – szansę na życie.
Siedem lat temu zarejestrowała się w bazie potencjalnych dawców szpiku Fundacji DKMS. Przez ten czas czekała na informację, że jej komórki mogą pomóc chorej osobie. Telefon odebrała na początku lipca tego roku.
Nie wahała się ani chwili
Policjantka dowiedziała się, że znalazła swojego genetycznego bliźniaka i może zostać dawcą. Od razu zgodziła się na pobranie komórek macierzystych.
Zanim doszło do zabiegu, przeszła szczegółowe badania, które pozwoliły sprawdzić, czy może bezpiecznie oddać materiał do przeszczepienia. Po zakwalifikowaniu do procedury pozostało już tylko czekać na wyznaczony termin.
Do pobrania doszło w połowie września. Dopiero po zabiegu sierżant Łobińska dowiedziała się, że jej komórki macierzyste otrzyma kobieta mieszkająca w innym kraju.
– Dzięki jej chęci pomocy, wrażliwości i empatii chory otrzymał szansę na powrót do zdrowia i nowe życie – podkreślają policjanci, którzy nie kryją dumy ze swojej koleżanki.
Zachęca innych do rejestracji
Sierżant Iwona Łobińska zapewnia, że zabieg był bezpieczny i bezbolesny. Zachęca też innych, by rozważyli dołączenie do bazy potencjalnych dawców.
Okazją do przypomnienia o takiej możliwości jest Ogólnopolski Dzień Dawcy Szpiku. Jak informuje policja, do bazy Fundacji DKMS mogą zgłaszać się osoby ogólnie zdrowe w wieku od 18 do 55 lat, które nie mają znacznej nadwagi i są świadome zobowiązania związanego z rejestracją. Dawcą faktycznym można zostać do ukończenia 61 lat.
Sama rejestracja jest prosta. Wystarczy zamówić pakiet rejestracyjny, wypełnić formularz, pobrać wymaz z wewnętrznej strony policzka i odesłać próbkę do Fundacji. Na jej podstawie wykonywana jest typizacja antygenów zgodności tkankowej. Wyniki wraz z danymi z formularza trafiają do bazy dawców. Cały proces rejestracji trwa około dwóch–trzech miesięcy.
Historia policjantki z Wisznic pokazuje, że na telefon, który może odmienić czyjeś życie, czasem trzeba czekać latami. Warto jednak dać sobie i komuś innemu taką szansę.

Komentarze